Wydawnictwo Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Rosji media rządowe reklamowały od tygodni.
- Zawarte w książce dokumenty to m.in. szyfrowane depesze polskich ambasadorów z różnych krajów i specjalne raporty dla najwyższego kierownictwa państwa zebrane na podstawie naszych źródeł w Warszawie - mówił emerytowany rosyjski generał Lew Sockow, który omawiając publikację podkreślał, że "rosyjski wywiad miał niezłą pozycję w Warszawie w 20-leciu międzywojennym". Tłumaczył, że kiedy w 1935 roku wygasły międzynarodowe zakazy, Niemcy zaczęły się silnie zbroić. Wtedy to władze ZSRR doprowadziły do podpisania radziecko-francuskiego porozumienia na wypadek agresji Niemiec na Sowietów. - We wszystkich polskich dokumentach, które udało się przechwycić wywiadowi ZSRR, pojawia się stwierdzenie, że Polska musi zrobić wszystko, by doprowadzić do anulowania tego porozumienia - mówił Sockow. Osobą, która najmocniej o to zabiegała, był - według rosyjskiego wywiadu - ówczesny szef dyplomacji Polski Józef Beck. Jak twierdzą na podstawie archiwalnych dokumentów wywiadu autorzy książki, jego plan zakładał doprowadzenie do podziału ZSRR na kraje narodowościowe i odrzucenie Rosji na daleki wschód, z dala od Europy. W tym celu Beck miał spotkać się z liderem francuskich faszystów w 1937 roku. Chciał doprowadzić do powstania antyrosyjskiego bloku Francja - Niemcy - Polska. Minister sam miał obiecać pieniądze na wyprowadzenie na ulice uzbrojonych bojówek francuskich faszystów. Według Rosjan, 750 tysięcy franków przekazał Francuzom ówczesny szef sztabu generalnego Janusz Gąsiorowski. Autorzy pytają, czy nie była to ingerencja Polski w sprawy wewnętrzne Francji?
- Wybór zaprezentowanych dokumentów razi wieloma brakami. Nie ma w nich opisów archiwalnych, nie ma dokładnych danych. Nie wiadomo, skąd pochodzą ani nie wiadomo, gdzie się znajdują. To kompletnie dyskwalifikuje je jako dowody naukowe - ocenia Łukasz Adamski, historyk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Mam też wrażenie, że większość tych materiałów to tworzone przez radzieckich agentów raporty i notatki, które trafiały na biurko Stalina. Jednak co najważniejsze, nawet ich treść nie poszerza naszej wiedzy o tamtym okresie. Nowa jest tylko ich interpretacja. Mają potwierdzać tezę, że niby Polska spiskowała z Niemcami i Zachodem przeciwko ZSRR, a to jest nonsensem.
Podczas prezentacji książki nie obyło się też bez incydentów. korespondentowi "Gazety Wyborczej" Wacławowi Radziwinowiczowi odebrano mikrofon. Stało się to wówczas, gdy ten próbował zadać pytanie o wyemitowany dzień wcześniej w rosyjskiej telewizji film, stworzony przez rosyjski wywiad. W filmie zarzucono, że minister Beck był niemieckim agentem, a premier Stanisław Mikołajczyk - angielskim.
Źródło: Dziennik Metro