http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Budżet Tuska na chude lata

Mariusz Jałoszewski
2009-09-07, ostatnia aktualizacja 2009-09-07 19:46

Gigantyczna dziura budżetowa, wzrost bezrobocia, podwyżki pensji tylko dla nielicznych, droższe papierosy. Tak rząd widzi 2010r. Ale są też plusy: tańsze euro, małe cięcia w inwestycjach, wyższe emerytury i renty

Minister Finansów Jacek Rostowski
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Minister Finansów Jacek Rostowski
>> Hotel dla psa i kota

Dziś rząd Donalda Tuska zatwierdzi budżet państwa na następny rok. Ekipa PO-PSL przyznaje, że nie będzie to łatwy rok, bo świat nie otrząsnął się jeszcze z kryzysu. Minister finansów Jacek Rostowski przyznał wczoraj, że z tego powodu budżet jest konserwatywny i zakłada dwa razy większy niż w tym roku deficyt, czyli 52,2 mld zł. - Musimy być ostrożni - tłumaczył minister.

W sumie budżet będzie miał 245,5 mld dochodów i 297 mld wydatków (kwoty są niższe niż w tym roku, bo po raz pierwszy nie są w tym uwzględnione dotacje z Unii Europejskiej). Mniej więcej połowę deficytu rząd chce sfinansować z dochodów z prywatyzacji m.in. banków w których ma mniejszościowe udziały, firm energetycznych i chemicznych, uzdrowisk, Lotosu-u, KGHM, czy Huty Stalowa Wola. Resztę pokryją kredyty i środki z emisji obligacji.

Skąd tak duży deficyt? Choć nadal będą rosnąć wypływy z podatków, to spadną składki na renty i emerytury, bo na koniec 2010 r. bez pracy ma być 2 mln Polaków (o ok. 2 proc. więcej niż teraz). Więcej pieniędzy zostanie też w samorządzie lokalnych. Rząd obawia się też, że będziemy mniej wydawać, bo pensje nie będą rosnąć - w przyszłym roku średnia płaca ma wynosić 3146 zł brutto. Wynagrodzenia będą wyższe o jeden procent, czyli tyle ile planowana inflacja. A z drugiej strony rząd musi zmierzyć się z rosnącymi wydatkami. Przyszłoroczny deficyt pogłębiają: wyższe wydatki na renty i emerytury (o 5,1 proc.), podwyżki dla nauczycieli, wzrost składki Polski do UE (w sumie 14 mld zł) oraz obsługa odsetek od kredytów w bankach.

Ale nie będzie tak źle, bo rząd liczy na powolny koniec kryzysu w innych krajach co ożywi nasz eksport - rząd prognozuje, że euro w przyszłym roku będzie kosztować 4,08 zł, a dolar 2,94 zł. W sumie mamy mieć 1,2 proc. wzrostu PKB, wobec 0,9 proc. planowanego na ten rok. Naszą gospodarkę będą głównie ratować rozkręcające się inwestycje publiczne. W przyszłym roku na drogi będzie 31 mld zł, również na tzw. schetynówki, czyli remonty dróg lokalnych. Rząd nie poskąpi też na kolejne Orliki, przygotowania do mistrzostw Euro 2012, czy modernizację wagonów spółki PKP Przewozy Regionalne. Będą pieniądze na modernizację torów na trasach Warszawa-Gdynia oraz Wrocław - Poznań. Nie będzie cięć wydatków wojsku, ani w administracji publicznej, w której nawet wzrosną nieznacznie koszty utrzymania. Więcej niż w tym roku dostaną też sądy (przybędzie m.in. o blisko 500 pracowników biurowych, którzy odciążą pracę sędziów), nauka, ale mniej będzie na prokuraturę i resorty związane z bezpieczeństwem publicznym (policja, straż pożarna i CBA). Sytuację w tych jednostkach mają ratować dotacje celowe rządu np. na wieloletni program modernizacji policji.

Są jednak szanse, że w przyszłym roku będzie lepiej niż zakłada w rząd. Tegoroczna dziura budżetowa będzie o 4,7 mld zł mniejsza niż zakładane 27 mld zł. Ekipa Tuska przewiduje, że lepiej będzie w Polsce od 2011r. Nasza gospodarka ma wtedy rosnąć po ok. 3 proc rocznie.

Projekt budżetu nie podoba się PiS, ale zarówno opozycja, jak i prezydent nie mają możliwości, żeby zablokować jego przyjęcie przez parlament. Rostowski wielokrotnie powtarzał wczoraj jednak, że na tle innych krajów Europy Polska wygląda całkiem przyzwoicie. Nawet rynki finansowe na nienajlepsze prognozy dla Polski i zapowiadany największy w historii deficyt budżetowy zareagował dość dobrze. Na giełdzie rosły ceny akcji, a złotówka wbrew obawom nie straciła na wartości, ale się umocniła względem walut. - Wszyscy sądzili, że tylko budżet ma wpływ na giełdę i złotówkę. A tak nie jest. Wczoraj wpływ na giełdę miał optymizm na globalnych rynkach finansowych, a nie pesymizm wynikający z większego deficytu. - komentuje Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP.



Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos