>>
Hotel dla psa i kota Kinga pracuje w jednym z punktów usługowych warszawskiej Galerii Mokotów. Kilka miesięcy temu starała się o przepustkę, dzięki której mogłaby rower, na którym przyjeżdża codziennie do pracy, wprowadzać na teren Galerii i tam go zostawiać w bezpiecznym miejscu. Jak mówi, nie mogła zostawiać roweru przy stojaku, bo wówczas przy Galerii było ich kilka. - Nie udało się, więc musiałam rower zostawiać przy ogrodzeniu i zabezpieczać go u-lockiem. Pewnego dnia już go tam nie zastałam - opowiada Kinga. W pierwszej chwili pomyślała, że ktoś go ukradł. Już była gotowa wzywać policję, ale wcześniej zapytała ochroniarzy. - A ci powiedzieli, że zgodnie z decyzją administracji Galerii przecięli linkę, a rower schowali w magazynie - mówi Kinga. Była wściekła, że nikt z administracji jej o tym nie poinformował, tak jak robi się to w przypadku źle zaparkowanych samochodów. Miała nadzieję, że zarządca Galerii Mokotów zwróci jej przynajmniej pieniądze za zniszczonego u-locka. Nic z tego. - Kosztował kiladziesiąt złotych. Nie dostałam pieniędzy i Galeria nie ma zamiaru ich wypłacać - dodaje Kinga. Beata Sadowska, rzecznik Galerii Mokotów: - Ochrona zauważyła porzucony rower przymocowany do ogrodzenia znajdującego się na terenie galerii. Stał tam kilka dni, więc został zabezpieczony. Ochrona miała prawo go zabrać, bo w tym miejscu nie wolno zostawiać rowerów. Nie mogła tego zrobić inaczej, niż przecinając zabezpieczenie. Rzecznik potwierdza, że Galeria nie zamierza oddawać pieniędzy za uszkodzonego u-locka. Od tego czasu pod centrum handlowym stoi więcej rowerowych stojaków. W tej chwili jest ich 30. Czy Kinga ma szanse na odzyskanie pieniędzy? - Moim zdaniem nie. Zostawiła rower na terenie prywatnym, a zarządca uznał, że został porzucony i miał prawo go usunąć poprzez odcięcie zabezpieczenia - twierdzi mecenas Jacek Kondracki. - I uszkodzony został u-lock, nie rower.
Czy ochroniarze mieli prawo zarekwirować rower Kingi? Pisz:
metro@agora.pl