http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Tematy dnia

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Google się nie damy

jack, jack, akar
2009-09-08, ostatnia aktualizacja 2009-09-08 19:56

O północy minął termin ultimatum, jakie Google postawił wydawcom książek z całego świata. - Jeśli nie zgłosicie sprzeciwu, zeskanujemy wasze książki i wrzucimy do internetowej biblioteki. Nasi wydawcy są oburzeni i zapowiadają, że twórczości polskich autorów do sieci nie pozwolą wrzucić

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa
Fot. WBC
Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa
>> Hotel dla psa i kota

Firma Google ma ambicje stworzenia gigantycznej internetowej biblioteki zawierającej zeskanowane książki autorów z całego świata. Projekt Google Book Search ruszył kilka lat temu, jednak bez wcześniejszej zgody właścicieli praw autorskich dzieł wrzuconych do e-biblioteki. Trzy lata temu sprawa trafiła do sądu. Pozew przeciw Google Books złożyło Stowarzyszenie Wydawców Amerykańskich i pisarze, którzy nie zgodzili się na bezprawne wykorzystanie ich twórczości w sieci. W końcu Google zaproponował wydawcom, że nie będzie zamieszczać ich książek tylko wtedy, jeżeli wyrażą sprzeciw. Inaczej będzie korzystać z pozycji, oczywiście odpłatnie. Czas na powiedzenie "nie" Amerykanie dali właścicielom praw autorskich do 8 września.

W środowisku wydawców zawrzało, bo propozycja Google oznacza rewolucję na rynku książki. Szef projektu Google Book Search Dan Clancy przekonuje, że dzięki digitalizacji dostęp do informacji będzie łatwy jak nigdy dotąd, a co ważne, czytelnicy będą mogli odnaleźć książki, których nakład dawno się wyczerpał.

Jednak dla wydawnictw rewolucja Google'a oznacza trudności w ochronie praw autorskich ich twórców. Spór zaszedł tak daleko, że włączyła się Komisja Europejska. Unijni politycy na ostatnią chwilę (w lipcu br.) wzięli się za opracowanie zasad digitalizacji książek i zapewnienie ochrony praw autorskich. Na razie jednak efektu ich prac nie widać.

Co na to nasze wydawnictwa, które dysponują prawami autorskimi polskich twórców czytanych za oceanem? Jak dowiedziało się "Metro", na razie nie ma szans na to, by Amerykanie wrzucili do Google Book Search utwory np. Czesława Miłosza. - Nie zgadzamy się na takie ultimatum. Będziemy chronić praw autorskich naszych twórców - usłyszeliśmy wczoraj w krakowskim "Znaku". Nieoficjalnie uzyskaliśmy też informacje, że zgody na wykorzystanie utworów nie wyraził też wydawca poezji Wisławy Szymborskiej.

W Europie digitalizacja objęła jedynie ok. 1 proc. księgozbiorów w europejskich bibliotekach narodowych. W Polsce w formie elektronicznej dostępnych jest mniej niż 1 proc. zbiorów.

Czekamy na Komisję Europejską

Damian Strączek, zastępca redaktora naczelnego Społecznego Instytutu Wydawniczego „Znak”, wydawcy poezji Czesława Miłosza

- Google nie miał prawa stawiać nas pod ścianą, żądając deklaracji przyłączenia się do Google Book Search. Nie wyobrażam sobie, by w imię udostępnienia utworów w części lub w całości w internecie, wydawnictwa i autorzy pozbawieni zostali praw autorskich. Chcemy chronić dorobek naszych twórców, dlatego do ultimatum Amerykanów podchodzimy z rezerwą. Nie zajęliśmy wiążącego stanowiska, czekamy na decyzję Komisji Europejskiej w sprawie digitalizacji europejskich zbiorów, która swoje stanowisko konsultuje z wydawcami i bibliotekarzami z całej Unii. Liczymy, że jednogłośna opinia w tej sprawie uchroni nasze zbiory przed ich nieuprawnionym wykorzystaniem.

Nie zgadzam się

Paweł Huelle, Pisarz, poeta, dramaturg. Jako gdańszczanin z urodzenia, większość swej twórczości poświęca rodzinnemu miastu. Międzynarodowy rozgłos zyskał dzięki powieści Weiser Dawidek z 1987 r. Napisał też „Opowiadania na czas przeprowadzki”, „Wiersze”, „Castorp” , „Ostatnią Wieczerzę” i ”Opowieści chłodnego morza”. Jego twórczość została przetłumaczona na angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, czeski, fiński, szwedzki i niderlandzki.

- Nie zgadzam się na to, by moja twórczość pojawiła się w inetrnecie bez mojej wiedzy i zgody. Google chce potraktować wydawców i autorów globalistycznie. Jeśli chcą wydawać w internecie książki, to niech podpiszą stosowną umowę z każdym wydawnictwem, które się na to zgodzi. Wcześniej jednak wydawcy powinni mieć czas na zapytanie o to właścicieli praw autorskich lub samych autorów.

Za jakiś czas ktoś czytający moje książki w sieci gdzieś na świecie mógłby pomyśleć, że tylko tam się ukazały. Nie chciałbym tego. Jestem tradycjonalistą i uważam, że dopiero publikacja na papierze nobilituje pisarza. Nawet awangardowi twórcy, którzy 20 lat temu chcieli wydawać tylko w internecie, później prosili, by choć jedno ich dzieło ukazało się w papierowej formie. Książki będą czytane dopóty, dopóki będą się ukazywać na papierze. Ale obawiam się, że za 50, 100 lat, gdy ludzie będą czerpać informacje tylko z sieci, na wiersze i powieści nie zwrócą uwagi.

Czytanie już teraz znika

Rozmowa z prof. Kazimierzem Krzysztofkiem ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, autorem wstępu do głośnej książki Andrew Keena „Kult amatora. Jak internet niszczy kulturę” (polskie wydanie WAiP)

Anita Karwowska: Czy wrzucenie książek do internetu oznacza śmierć tradycyjnego czytelnictwa?

- Na takie tezy jest za wcześnie, ale na pewno internet zmieni czytelnictwo książek. Wiele wskazuje na to, że e-książki będą czytane w ten sam sposób, jak każdy inny tekst zamieszczony w sieci. Czyli skrótowo, z przeskakiwaniem z jednego linka na drugi, przy okazji wykonywania kilku innych czynności.

Epoka czytania od deski do deski odchodzi bezpowrotnie?

- Nie musi tak być, jeśli właściciele internetowych bibliotek udostępnią książki w taki sposób, że czytanie na ekranie przypominać będzie żywy kontakt z książką, który dla wielu czytelników wydaje się nie do zastąpienia. Może trzeba będzie zadbać o efekty dźwiękowe, imitujące odgłos przewracanej kartki? Na razie w internetowych bibliotekach są fragmenty utworów, nie całości, więc dopóki to się nie zmieni, skazani będziemy na wybiórczą, poszatkowaną lekturę.

Czytanie w internecie służy zwykle zdobyciu informacji. Czy książki publikowane w sieci będziemy też traktować przede wszystkim użytkowo, a czytanie dla przyjemności zaniknie?

Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Brak komentarzy

Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład