- Już teraz tradycyjna forma czytania zanika. Młodzi czytelnicy mają coraz większe trudności ze znajdowaniem właściwego kontekstu, nie potrafią uruchamiać wyobraźni, wychodzić poza tekst. Młodzi omijają biblioteki, nie mają czasu na dogłębne czytanie.
Kiedy w Stanach Zjednoczonych zaczęły pojawiać się pierwsze pomysły stworzenia wielkiej internetowej biblioteki, ich przeciwnicy alarmowali, że zbiory będą traktowane jak pudełko z klockami, które czytelnik będzie dowolnie układał, a książki przestaną być postrzegane jako odrębna całość. Podziela pan te obawy? - Boję się o to, ale to strach przed nieuniknionym. Google będzie miał władzę nad ogromnymi zbiorami i od niego będzie zależeć, w jaki sposób te zbiory potraktuje. Rynek książki podzieli los rynku muzycznego. Coraz więcej osób nie widzi potrzeby kupowania całej płyty, skoro chce słuchać tylko dwóch piosenek. Ściąga się plik z nielegalnej strony czy kupuje się np. na iTunes. Podobnie może być z książkami, kiedy zamiast nabywać w księgarni poszczególne pozycje, będziemy czytać w sieci najlepsze, najciekawsze, ulubione, albo w danym momencie potrzebne rozdziały.
Z drugiej strony, dzięki internetowym zbiorom dostęp do książek będzie łatwy jak nigdy dotąd. - Wszyscy to rozumieją i dlatego nie uciekają przed tymi rozwiązaniami, lecz szukają sposobów na chronienie praw autorskich. Jest takie chińskie przysłowie: przed silnym wiatrem można chronić się, budując grube mury, ale można też ten wiatr wykorzystać, stawiając wiatraki. Tak samo jest z internetem - nie uciekniemy przed zmianami, które niesie. Nauczmy się je wykorzystywać.
Udostępniamy za zgodą autorów dr Alek Tarkowski, socjolog i koordynator projektu stworzenia internetowej bazy publikacji naukowych i akademickich na Uniwersytecie Warszawskim - Polskie książki naukowe drukowane są w nakładzie od 300 do 500 egzemplarzy. Po latach można je znaleźć tylko w kilku specjalistycznych bibliotekach, dlatego postanowiliśmy udostępnić te pozycje w sieci. Wszystko jednak odbywa się za zgodą autorów.
Postępowanie Google'a jest kontrowersyjne. Twórcy tego projektu chcą za zgodą jedynie wydawców amerykańskich globalnie reprezentować wszystkich autorów publikujących w USA. Nie zgadzam się jednak z Pawłem Huelle, że sieciowa publikacja dzieł literackich może pomniejszyć znaczenie ich autorów. Wiele hitowych dziś dzieł za 10 lub 20 lat może stać się zupełnie zapomnianymi i nikt ich nie będzie chciał już publikować na papierze. Wówczas sieć może być jedynym źródłem, w którym będzie można je odnaleźć.