>>
Hotel dla psa i kota W kolejowym molochu, którego zasady trudno zrozumieć, zadziałała ręka liberalnego rynku. Najpierw jedna kolejowa firma (PKP Intercity) skasowała co dziesiąte połączenie między dużymi miastami, bo nie opłacało wozić "powietrza". I natychmiast druga, konkurencyjna spółka, PKP interRegio, ratuje porzuconych pasażerów i przejmuje część linii, bo to się opłaca. Ale to nie koniec cudów. Intercity, która likwidowała pociągi, zorientowała się, że chyba nie doceniała konkurencji, o której dotąd myślała, że to "brzydka gęś, która nigdy nie zmieni się w łabędzia". I co? Teraz sama myśli, żeby reaktywować część skasowanych krótszych tras, na które chce wysłać szynobusy. Po prostu jak w bajce, ale to nie bajka, tylko wolny rynek.
PKP Intercity należy do skarbu państwa. Konkurencja, której się opłaca jeździć na nierentownych trasach, należy do województw. Obie firmy są dotowane z publicznych pieniędzy. Ale jak to możliwe, że jedni widzą biznes w wożeniu ludzi pociągami, a inni tylko liczą straty? - Nie wiem, dlaczego PKP Intercity się nie opłacało i zlikwidowała pociągi, którymi jeździ dużo ludzi - wyznaje rzecznik PKP Przewozy Regionalne Piotr Olszewski. Przyznaje, że ich pociągi są tańsze w eksploatacji, a wagony mniej komfortowe (to np. wyremontowane składy elektryczne z linii podmiejskich). - W wagonach nie ma klimatyzacji i gniazdek do internetu - przyznaje Olszewski. Ale dzięki temu mają tanie bilety np. koszt przejazdu z Warszawy do Krakowa wynosi 40 zł, a Intercity każe sobie płacić aż 100 zł.
Tani konkurent nie podobał się PKP Intercity. Spółka uważa, że podbiera jej pasażerów na dochodowych trasach między dużymi miastami, zamiast obsługiwać mniej rentowne połączenia lokalne. - Oni nas dublują, zamiast odbierać od nas pasażerów i rozwozić ich do mniejszych miejscowości - wytyka rzecznik PKP Intercity Paweł Ney. Jego zdaniem najlepiej by było się tak dogadać, żeby interRegio dowoziła ludzi tylko do dużych miast. A spółka odpowiada, że jest wolny rynek i mogą jeździć gdzie chcą. - Topór wojenny trzeba zakopać. Powinniśmy się uzupełniać, robić wspólne oferty biletowe, bo dla pasażerów kolej powinna być jedna - mówi Paweł Ney.
Na razie Intercity szykuje się do walki o pasażera. Plany: modernizacja wagonów, zakup nowych pociągów, wprowadzenie możliwości kupna biletów na przez internet i SMS na wszystkie pociągi, od jesieni rabaty za spóźnienia pociągu na kolejne bilety (początkowo tylko pociągów Intercity; unijne przepisy o odszkodowaniach za spóźnienia w Polsce zaczną obowiązywać po 2011 r.).
Kolejne zmiany korzystne dla pasażerów może wymusić UOKiK, który zaczął sprawdzać, czy Intercity nie narusza praw pasażerów utrudniając zwrot biletów m.in. promocyjnych. - Tam, gdzie wchodzi konkurencja lub prywatyzuje się kolej, zaczyna się coś dziać. Myśli się o promocjach dla pasażerów, tańszych biletach, modernizacji wagonów. Dzięki tanim pociągom PKP interRegio udało się przyciągnąć do kolei osoby, które do tej pory jeździły autobusami lub pociągami, bo nie było je stać na bilety w Intercity - mówi o Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Pociągi wracają do miast Pociągi wróciły na niektóre połączenia do Szczecina, Koszalina, i jednego z najbardziej poszkodowanych - Słupska. Zmienił się szyld wagonów. Nie jest to IC, ale interRegio, które z satysfakcją ogłosiła, że nie pozwolą cofnąć tych miast do XVIII wieku.
Dodatkowe połączenia ze Słupska do Gdańska uruchomiła też Szybka Kolej Miejska z Trójmiasta.
Są również szanse na przywrócenie pociągów do Zamościa, odciętego od świata przez kolejarzy po 1 września. Mówi się o szynobusie, który jeździłby do Lublina (teraz jest tam zastępczy autobus).
Zrehabilitować chce się też PKP Intercity. Zastanawia się nad zakupem szynobusów. Jeździłyby one na tzw. końcówkach tras, na których zlikwidowano połączenia np. z Katowic do Raciborza, Białegostoku do Ełku, czy z Wrocławia do Jeleniej Góry lub na innych mniej obleganych trasach np. na Hel czy do Suwałk.