>>
Jamniki mają swoją paradę Gdy rok temu, 15 września 2008 r. plajtę ogłosił Lehman Brothers - jedna z największych instytucji inwestycyjnych na świecie i symbol amerykańskiej finansjery - świat zatrzymał się w szoku. Oto bank szczycący się 158-letnią historią, który bez żadnych problemów przetrwał wielką depresję lat 30., II wojnę światową i wiele następnych kryzysów, z dnia na dzień przestaje istnieć. Wstrząs dla inwestorów był tak duży, że w ciągu jednego dnia najważniejsze amerykańskie indeksy giełdowe zanurkowały po ok. 5 proc. (by w ciągu następnych trzech miesięcy zanurkować o dalsze 30 proc.), a mierzony na Wall Street "indeks strachu" (tzw. VIX, który odzwierciedla pesymizm graczy co do przyszłości) wzrósł z 25 pkt. aż do 50 pkt., by w listopadzie osiągnąć rekordowe 80 pkt.
Upadek Lehman Brothers to symboliczny początek trwającego dziś kryzysu. Wkrótce okazało się, że chwieje się cały amerykański system finansowy, którego jednym z filarów były inwestycje w instrumenty finansowe oparte o wartość hipotek. Rynek ten załamał się, gdyż banki zbyt łatwo udzielały kredytów hipotecznych, dając je ludziom bez żadnej zdolności kredytowej. Gdy kredytobiorcy masowo przestali spłacać należności, na łeb na szyję spadła wartość nieruchomości, na których oparto wiele papierów inwestycyjnych. Kryzys finansowy ogarnął cały świat. W Polsce pierwszym zwiastunem było zakręcenie przez banki kurka z kredytami hipotecznymi i pożyczkami dla firm. Potem przyszły oszczędności w spółkach, wstrzymanie podwyżek, zwolnienia.
Czego świat nauczył się w ciągu roku po upadku Lehman Brothers? Czy podjęto działania, które mogą nas zabezpieczyć przed podobnym kryzysem w przyszłości?
Banki nie pożyczają, ludzie nie spłacają Marek Rogalski, analityk Domu Maklerskiego BOŚ: - Upadek Lehman Brothers pokazał, że stara zasada "za duży, by upaść" jest dziś nieprawdziwa. Do instytucji finansowych i firm zaczęło docierać, że każdej z nich, a także każdemu z ich kontrahentów może grozić to samo. Banki ze strachu niemal z dnia na dzień przestały pożyczać innym pieniądze. W efekcie firmy bez kredytów nie mogły się rozwijać, zaczęły ograniczać działalność i zwalniać. To sprawiło, że zwykli obywatele byli zmuszeni do ograniczenia wydatków.
Wierzę, że od tamtego czasu wiele banków i firm zaczęło skrzętniej wkalkulowywać ryzyko w działalność. Ale banki do dziś boją się odkręcić kurek z pieniędzmi. Dlatego nowa fala kryzysu może mieć związek z problemami w spłacie pożyczek konsumpcyjnych przez zwykłych obywateli. Jesteśmy więc trochę w kropce, bo z jednej strony ostrożność banków prowadzi do potrzebnej minimalizacji ryzyka, ale nie pomaga to w szybkim wychodzeniu z kryzysu.
Regulacje potrzebne od zaraz Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, partner w firmie doradczej Ernst & Young: - Z upadku Lehman Brothers i kolejnych wielkich instytucji finansowych płynie wniosek, że nie wolno zostawiać rynków samych sobie, bez regulacji. Inaczej rynki zamienią się w bańki spekulacyjne, które prędzej czy później pękną i mogą doprowadzić do recesji. A więc potrzebne są odgórne regulacje dla instytucji finansowych, a czasem też interwencja państw, by te spekulacje ograniczać.
Choć poszczególne kraje starają się wdrażać takie mechanizmy regulacyjne, to w dzisiejszej gospodarce potrzebne są też globalne działania. Niezbędne wydaje się stworzenie niezależnego globalnego banku centralnego, czy nowej wspólnej waluty - bo dolar traci tę rolę. Na razie nie widać jednak takich działań.
Targowisko ryzyka trwa Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha: - Obawiam się, że niewiele nauczyliśmy się z tej lekcji. Wygląda na to, że wielkie banki inwestycyjne jak Goldman Sachs czy Morgan Stanley mają dziś po prostu o jednego konkurenta mniej i umocniła się ich pozycja. Ale czy przestały być chciwe? W ostatnim roku rządy najważniejszych gospodarek świata zasiliły instytucje finansowe miliardami dolarów, byle tylko nie powtórzył się scenariusz Lehmana. Na razie nie ma mamy pojęcia czym to się skończy i na co instytucje te pieniądze przeznaczą. W wielu przypadkach jedne z pierwszych decyzji dotyczyły podwyżek dla prezesów, a premie dla kadry zarządzającej banków wciąż pozostają horrendalne. Obawiam się, że nie zrozumieliśmy do końca, że każda instytucja, która ponosi zbyt duże ryzyko może upaść, i zbyt łatwowiernie przeznaczamy publiczne pieniądze na ich ratowanie.
Jak kryzys zmienił wasze życie? Z czego musieliście zrezygnować? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl