http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Internauci wybierają wolność, a nie współczucie

eb
2009-09-20, ostatnia aktualizacja 2009-09-21 12:18

Kazik, postępowy i awangardowy artysta, tym razem nie dotrzymuje kroku rzeczywistości.- ocenia Piotr Toczyski, z Diagnozainternetu.org, a Jarosław Lipszyc, działacz na rzecz otwartej kultury dodaje, że nie można użytkowników sieci traktować jak wrogów. Obaj komentują konflikt jaki wybuchł pomiędzy internautami, a Kazikiem, gdy do sieci, na dwa tygodnie przed premierą ktoś wrzucił najnowsza płytę zespołu Kult. Fani czekali na nią cztery lata. "Metro" o skandalu napisało jako pierwsze

koncert zespołu Kult
koncert zespołu Kult
Przeczytaj także: Kto ukradł najnowszą płytę Kultu?
Stary Kazik nie na czasy nowego internetu

Kazik, kijem rzeki nie zawrócisz

Z Piotrem Toczyskim, współautorem raportu "Diagnoza Internetu 2009", rozmawia Edyta Błaszczak.

Zaskakuje cię, że płyta Kazika jeszcze przed premierą trafia do sieci?

- Bardziej zaskakuje mnie to, że Kazik, postępowy i awangardowy artysta, tym razem nie dotrzymuje kroku rzeczywistości. Może jeszcze nie zrozumiał przemiany: jego publiczność przyzwyczaiła się, że dziś w internecie prawie wszystko jest za darmo. To trudny moment dla wszystkich twórców, przyzwyczajonych do dawnego modelu biznesowego: dla dziennikarzy, muzyków czy filmowców. Ich treści pozornie straciły wartość, trudniej na nich zarobić. Poszukiwania modelu biznesowego trwają. Trwa też generowanie nowych pomysłów z nurtu tzw. „internetowej kary śmierci”, odcinania „piratów” od internetu, co nie wydaje się realne.

Kultowy Kazik zawsze był szanowany za to, że idzie pod prąd, ma inne poglądy. Spodziewałam się mocnego wsparcia ze strony jego najwierniejszych fanów, tymczasem jest odwrotnie.

- Mocny sprzeciw jego wielbicieli pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy. Zmasowany sprzeciw internautów udowadnia, że ważniejsza jest dla nich wolność, niż współodczuwanie krzywdy autora. Kazik jest jednak na tyle silnym brandem i klasą sam w sobie, że mógłby pozwolić sobie na eksperymentowanie. Gdyby udostępnił płytę sam i podał numer konta, na który można wpłacać pieniądze, mógłby odnieść dużo większy sukces niż „Trójka”, której najwierniejsi fani wobec problemów finansowych wpłacili około 200 tysięcy złotych. To znów byłoby wyjście przed szereg, zgodne z nurtem naszych czasów.

A czy ściąganie z sieci jest rzeczywiście tak powszechne?

- Czym internauci są aktywniejsi, tym więcej ściągają nie tylko muzyki, lecz także gier, filmów czy książek. Kazik, choćby bardzo się upierał, nie zawróci kijem rzeki. Artyści, którzy akceptują internautów takimi, jacy są, wiedzą jak zarabiać na muzyce, nawet pozwalając ją ściągać. Dobry przykład to zespół Radiohead. Jeśli nawet obowiązywać będzie prawo nakazujące odcinanie ściągających filmy i muzykę od sieci, to uwolnią się nowe pokłady kreatywności po stronie konsumentów kultury. Zawsze ktoś znajdzie sposób, by się podzielić muzyką z innymi.

Muzyki nie można sprzedawać jak cegieł

Z Jarosławem Lipszycem, działaczem na rzecz otwartej kultury, rozmawia Edyta Błaszczak

Czy dziwi pana złość Kazika na fanów, którzy ściągają jego piosenki z internetu?

- Dziwi mnie, że piętnuje się ściągających. Prawo narusza ten, kto wrzucił utwory, a nie ten kto ściąga. Ktoś z jego otoczenia zrobił mu brzydki numer, publikując te rzeczy bez zgody, ale nie widzę w tym winy fanów, że tych piosenek słuchają.

Dlaczego?

- Bo ten, kto ściąga nie ma żadnej możliwości stwierdzenia, czy to jest oficjalna, legalnie i celowo wrzucona w sieć wersja, czy też nie. Szczególnie w czasach, gdy zespoły same udostępniają całą swoją dyskografię. Kazik sam zamieszcza swoje piosenki w sieci: na swoich stronach, na YouTube i zapewne w innych serwisach. Robi to we własnym interesie, podobnie jak większość artystów - im więcej ludzi zna jego piosenki, tym większe tłumy na koncertach, tym więcej sprzedanych gadżetów i tym lepsze kontrakty reklamowe. Wysyła więc sprzeczne sygnały do swoich fanów, chce, żeby jedne rzeczy ściągali z YouTube, a innych nie. To bez sensu.

Czyli pana zdaniem artyści powinni za darmo wrzucać muzykę do internetu?

- Powinni, i bardzo wielu to robi. To ma sens z ekonomicznego punktu widzenia. Czasy sprzedaży muzyki jak cegieł skończyły się i nie wrócą, na płytach już nikt nie zarabia. To gadżet promocyjny, ale nie źródło dochodów. Pieniądze są w koncertach i stacjach radiowych. Właśnie dlatego, że ma rzesze fanów, Kazik mógłby więc spróbować zupełnie innej strategii, na przykład udostępnienia fanom całej płyty w sieci od razu.

Ale on sobie tego nie życzy. Poprzednia płyta była sprzedawana w tańszej wersji właśnie dlatego, żeby ludzie jej nie ściągali. Mimo że pochyla się do fanów, oni tego nie szanują.

- To nie jest pochylanie się do fanów, tylko wchodzenie z nimi w konflikt. Internet to nie jest kanał dystrybucji, tylko przestrzeń życia społecznego. Nie można go ignorować. Poprzez piętnowanie korzystających z internetu i traktowanie ich jak wrogów Kazik odwraca się od swoich pracodawców. Bo przecież to oni słuchają radia, kupują koszulki i płacą za bilety koncertowe. Ich pieniądze w ten czy inny sposób do Kazika trafiają. Zresztą jestem pewien, że wyciek materiału do internetu jest dla Kazika błogosławieństwem. Proszę zauważyć, że przez ten skandalik informacja o nowym materiale dotarła do odbiorców bardzo skutecznie, bez konieczności organizowania kosztownej akcji promocyjnej.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy