http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Tematy dnia

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

E-zakupy tylko dla cierpliwych

Jacek Różalski
2009-09-22, ostatnia aktualizacja 2009-09-22 16:39

Na towar zamówiony w sklepie internetowym możemy czekać nawet dwa miesiące. I wszystko będzie zgodne z prawem

Książki
Fot. Jacques Loic Photononstop
Książki
ZOBACZ TAKŻE
>> Jamniki mają swoją paradę

Zakupy przez internet zrobiło w ubiegłym roku aż sześć milionów Polaków. Ale czym więcej klientów, tym większe kłopoty, szczególnie z terminową dostawą towaru.

- Na początku września złożyłem zamówienie na cztery książki w księgarni internetowej Gandalf i z góry dokonałem przelewu na kwotę 85,14 zł, bo taka widniała na fakturze - napisał do "Metra" pan Adam z Rzeszowa. - 8 września otrzymałem e-mail, informujący o zaksięgowaniu pieniędzy. Książek jednak nie otrzymałem.

Gdy 11 września nasz czytelnik zadzwonił do Gandalfa, dowiedział się, że książek nie może otrzymać, bo powinien jeszcze dopłacić złotówkę. - Po kilku minutach zadzwoniła do mnie pewna pani, informując, że to był jednak ich błąd i niczego dopłacać już nie muszę - opowiada pan Adam. - Dodała jednak, że z powodu tego zamieszania termin dostawy może się wydłużyć, bo zamówionych podręczników nie ma już w magazynie. Miałem dość.

Gandalf odpowiada, że klienci przed zakupami powinni czytać regulamin, w którym napisane jest, że zamówienia są realizowane w ciągu 14 dni roboczych od momentu ich potwierdzenia przez klienta (średni czas oczekiwania na przesyłkę wynosi 5 dni). Księgarnia zastrzega, że nie odpowiada za nieterminowe dostarczenie przesyłki przez Pocztę Polską oraz firmy kurierskie. - O braku w magazynie jakiegokolwiek zamówionego tytułu powiadamiamy za pomocą poczty elektronicznej lub telefonicznie - mówi Edyta Walczak z działu marketingu księgari Gandalf. Problem w tym, że pana Adama nikt o tym nie powiadomił. Klient książki dostał 17 września. Późno, ale w terminie, o którym mówił regulamin.

- Gdybym wiedział, że książki nie ma w magazynie i będzie trwało to tak długo, to by jej nie zamawiał - odpowiada pan Adam.

Niestety, zgodnie z prawem e-sklepy nie mają obowiązku informowania o tym, że oferowanego towaru aktualnie nie mają. - Gdy się jednak tak zdarzy, sklep powinien w ciągu 30 dni od momentu zawarcia umowy zawiadomić o tym klienta, a w razie rezygnacji z zakupu zwrócić otrzymane pieniądze - mówi Maciej Chmielowski z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Klient, który zdecydował się jednak na zamówienie, powinien uzbroić się w cierpliwość. Zgodnie z prawem przedsiębiorca na dostarczenie towaru ma kolejne 30 dni.

- Gdy ten termin nie zostanie dotrzymany i ponieśliśmy w związku z tym jakąś stratę, powinniśmy w pierwszej kolejności zwrócić się z roszczeniem do przedsiębiorcy. Jeśli nie chce on uznać naszej reklamacji, zostaje nam droga sądowa - dodaje Maciej Chmielowski.

Jedyne prawo przysługujące klientowi jest takie, że może on w ciągu 10 dni od daty otrzymania zwrócić zamówiony towar bez uzasadnienia. Jeśli jednak zdecydujemy się na to, sklep internetowy ma obowiązek przyjąć towar i oddać nam pieniądze najpóźniej w przeciągu 14 dni. Towar odesłać musimy jednak na koszt własny.

Robiłeś zakupy przez internet? Opowiedz nam o swoich przygodach z wirtualnymi sklepami. Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów


Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład