>>
Jamniki mają swoją paradę Był maj tego roku. Noc z piątku na sobotę. Dochodziła pierwsza w nocy, gdy pana Piotra zbudziły głośne rozmowy za ścianą jego kawalerki. Zapowiadała się kolejna nieprzespana noc w tym tygodniu. - U sąsiadów byli goście. Głośno rozmawiali. Słychać było także okrzyki - relacjonuje Piotr W.
Wykręcił numer 997. Poprosił o interwencję. Przyjechał radiowóz. Dwaj policjanci weszli do sąsiadów. Ale głośne rozmowy nie umilkły. Zadzwonił więc drugi raz na policję. Przyjechali ci sami policjanci i znowu zastukali do sąsiadów.
- Ale najpierw zadzwonili do mnie i oznajmili, że według nich głośne rozmowy nie stanowią zakłócenia ciszy nocnej - podkreśla Piotr W. Za trzecim razem policjanci mieli dość. Zapowiedzieli niewyspanemu mężczyźnie, że skierują przeciwko niemu wniosek do sądu grodzkiego o ukaranie za bezpodstawne wzywanie policji. - Usłyszałem od nich "Walnij się, chłopie, w dekiel", "Czy mam tym ludziom założyć kneble?", "Niech pan włoży sobie stopery" - relacjonuje informatyk.
Jak policjanci zapowiedzieli, tak zrobili. Skierowali do sądu wniosek o ukaranie za bezzasadną interwencję. Policja nie uznała też skargi na zachowanie swoich funkcjonariuszy. - Postąpili prawidłowo i zgodnie z procedurami - odpisał informatykowi komendant policji z Pragi-Północ Sławomir Sosnowski.
Zakłócenia ciszy nocnej oficjalnie nie odnotowano. Interweniujący policjanci zeznali, że postawa Piotra W. była typowo roszczeniowa. - Domagał się, by funkcjonariusze zakazali prowadzenia rozmów [sąsiadom - red.] - stwierdza komendant. Jego zdaniem, takie żądanie jest bezzasadne, bo... nie leży w kompetencjach policji. Funkcjonariusze zapewnili też, że nie byli chamscy. I jeszcze jedno. Policja podkreśla, że Piotr W. jest ich stałym klientem. - Od 2004 r. złożył do nas 9 skarg na funkcjonariuszy. Były niepotwierdzone lub bezzasadne. Wytoczył też sąsiadom 15 postępowań za zakłócanie ciszy nocnej - wylicza Monika Brodowska z praskiej komendy.
Na podstawie zeznań policjantów oraz skargi Piotra W. miesiąc temu sąd grodzki wydał wyrok nakazowy (to uproszczony tryb, w którym bada się tylko dokumenty), skazujący informatyka na zapłatę 550 zł za "niepotrzebną czynność" policji. Sąd skorzystał z przepisu kodeksu wykroczeń, mówiącym o złośliwym zachowaniu wprowadzającym w błąd instytucję publiczną lub organ bezpieczeństwa. Grozi za to areszt albo aż 1,5 zł kary.
- To niesprawiedliwe, przecież to ja jestem pokrzywdzony. Do kogo miałem zwrócić się o pomoc? - denerwuje się mężczyzna. Będzie miał teraz normalny proces, bo złożył sprzeciw wobec wyroku. Przyznaje, że skarżył się na sąsiadów, ale nie miał wyjścia, bo wszelkie prośby o zachowanie ciszy kończyły się zawsze tak samo. Trzaśnięciem drzwi, waleniem w ścianę, wyzwiskami lub krótkim "spier...". Sprzedał już felerne mieszkanie i przeprowadził się do innej dzielnicy.
>> Przeczytaj także:
Co zrobić, gdy sąsiedzi hałasują Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl