O tym, że Iran planuje dzisiaj wystrzelić rakiety dalekiego zasięgu typu Shahab 3, poinformowało wczoraj irańskie radio. Według analityków, takie pociski mogłyby osiągnąć cele oddalone nawet o dwa tysiące kilometrów. Uzbrojone, zagroziłyby Izraelowi i amerykańskim bazom wojskowym rozmieszczonym w Zatoce Perskiej. Wystrzelenie rakiet związane jest z rozpoczętymi wczoraj wielkimi ćwiczeniami Straży Rewolucji - elitarnych irańskich jednostek wojskowych. Manewry noszą nazwę "Wielki Prorok IV". W niedziele rano strażnicy rewolucji przeprowadzili też ćwiczenia z rakietami krótkiego zasięgu. - Mężni irańscy żołnierze przeprowadzą nowe ćwiczenia, które zwiększą zdolności obronne kraju w wypadku długotrwałej inwazji z zagranicy - powiedział irański generał Hossejn Salami. Choć od razu zastrzegł, że rakiety będą wymierzone w fikcyjne cele, to samo użycie może jeszcze bardziej zaognić stosunki Iranu z USA i Izraelem.
W piątek świat obiegła wiadomość, że w pobliżu miasta Kum, położonego na południowy zachód od Teheranu, Irańczycy budują drugi już ośrodek wzbogacania uranu (pierwszy znajduje się koło miasta Natanz). Informację podał prezydent USA Barack Obama podczas odbywającego się w weekend szczytu G20 w Pittsburgu. Oskarżył Iran o chęć zatajenia tego faktu, a to działanie nazwał bezpośrednim wyzwaniem rzuconym procesowi nierozprzestrzeniania broni jądrowej. - Ostrzegam władze w Teheranie. Jeśli okaże się, że nowy ośrodek może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa, to nie wykluczam akcji militarnej przeciwko Iranowi - powiedział Obama. Nuklearne ambicje naraziły władze w Teheranie na obstrzał sojuszników USA. Premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown zagroził kolejnymi, jeszcze surowszymi sankcjami, jeśli Iran nie zmieni swojego postępowania w sprawach nuklearnych. Polityka wsparł prezydent Francji Nicolas Sarkozy, ostrzegając, że Teheran wciąga świat na niebezpieczną ścieżkę.
Zachowaniem władz w Teheranie coraz bardziej czuje się zagrożony Izrael. - Determinacja i pośpiech, z którymi Iran chce wejść w posiadanie broni nuklearnej może sprawić, że Izrael pierwszy zaatakuje - mówi politolog dr Grzegorz Kostrzewa - Zorbas. - A gdy w odpowiedzi na Izrael spadną irańskie bomby, USA jako jego sojusznik przyjdzie mu z pomocą. To oznacza wojnę.
Iran tymczasem uporczywie twierdzi, że jego program atomowy ma wyłącznie cele pokojowe. Pod naciskiem mocarstw irańskie władze zadeklarowały też, że oba ośrodki zostaną poddane inspekcji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Nie sprecyzowały jednak, kiedy miałoby to nastąpić.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl