http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jeśli Irlandia powie "tak"

Jacek Różalski
2009-10-01, ostatnia aktualizacja 2009-10-01 21:19

W dzisiejszym referendum Irlandczycy zadecydują o losach traktatu lizbońskiego. Jeśli powiedzą "tak", Unia będzie sprawniej zarządzana, a 27 państw członkowskich czeka szybsza integracja. Irlandzkie "nie" może oznaczać, że faktyczną władzę w Unii będą sprawować duże państwa

Plakaty wyborcze w Dublinie
Fot. VISION AFP
Plakaty wyborcze w Dublinie
ZOBACZ TAKŻE
Z dr. Olafem Osicą, analitykiem Centrum Europejskiego Natolin, rozmawia Jacek Różalski

Przypuśćmy, że w dzisiejszym referendum Irlandczycy opowiedzą się za przyjęciem traktatu lizbońskiego. Co się będzie działo od jutra?

- Irlandzkie "tak" nie zakończy procesu ratyfikacyjnego. Aby traktat mógł wejść w życie, muszą go jeszcze ratyfikować prezydenci Czech i Polski. Gdyby obaj zrobili to szybko, to traktat mógłby zacząć funkcjonować jeszcze w grudniu.

Prezydent Lech Kaczyński obiecał, że zrobi to „niezwłocznie”. Ale dużo wskazuje na to, że prezydent Czech Vaclav Klaus - traktatu może nie podpisać. Co wtedy?

- Traktat nie wejdzie w życie. By jego zapisy zaczęły działać, wymagana jest jednomyślna decyzja na "tak" wszystkich państw członkowskich. Irlandzkie "tak" będzie oznaczać, że główna przeszkoda została usunięta. Prezydent Klaus może Lizbonę odwlec nieco w czasie, ale nie sądzę, by robił to w nieskończoność. Sądzę raczej, że może za swój podpis chce coś dla Czechów ugrać. Gorzej, gdyby potwierdziły się spekulacje, że prezydent Czech nie podpisuje traktatu, bo chce poczekać na wybory w Wielkiej Brytanii. Gdyby władzę objęli eurosceptyczni konserwatyści, rozpisali referendum w sprawie wypowiedzenia traktatu i wygrali, byłby prawdziwy problem.

Co się stanie z Unią, jeśli traktat przepadnie?

- Dalej będzie funkcjonowała w ramach obecnie obowiązującego traktatu nicejskiego. Nie przypuszczam, by klęska Lizbony miała doprowadzić do rozpadu UE lub budowania Unii tzw. wielu prędkości, czyli tych chcących się szybciej integrować i reszty. Istnieje jednak obawa, że niektóre duże państwa, takie jak Francja czy Niemcy, siłą swoich gospodarek i wpływów politycznych wymuszałyby pewne korzystne dla siebie rozwiązania. To mogliśmy już zaobserwować w czasie niedawnej francuskiej prezydencji, gdy prezydent Nicolas Sarkozy kierował faktycznie Unią. Brak regulacji lizbońskich mogłoby wzmocnić już widoczne tendencje łączenia się niektórych państw w bloki i sojusze. A to nie służyłoby unijnej solidarności.

Polsce powinno zależeć na szybkim wejściu w życie traktatu?

- Tak, bo to wzmocni Parlament Europejski. Od tej pory wszystkie sprawy związane ze stanowieniem nowych przepisów, np. sprawy finansowe będą zależały od eurodeputowanych. Jeśli nasi będą działać sprawnie, to będziemy mogli tworzyć koalicje z tymi, którzy mają podobne interesy i przegłosowywać korzystne dla nas sprawy. W tej chwili w bezpośrednich starciach z silniejszymi państwami byliśmy często z góry na przegranej pozycji. W wielu głosowaniach liczyć się będzie większość, zamiast jednomyślności. Lizbona oznacza też powołanie przewodniczącego Rady Europejskiej i wysokiego przedstawiciela do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Tym samym UE będzie szybciej podejmowała decyzje, a jej obywatele zyskają inicjatywę ustawodawczą.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Ponownie propaganda bmc3i 02.10.09, 10:14

    Uczciwosc nakazywalaby wskazac równiez ujemne konsekwencje wejsca w zycietraktatu lizbonskiego. Swego rodzaju analize SWOT.»