Z dr. Olafem Osicą, analitykiem Centrum Europejskiego Natolin, rozmawia Jacek Różalski
Przypuśćmy, że w dzisiejszym referendum Irlandczycy opowiedzą się za przyjęciem traktatu lizbońskiego. Co się będzie działo od jutra? - Irlandzkie "tak" nie zakończy procesu ratyfikacyjnego. Aby traktat mógł wejść w życie, muszą go jeszcze ratyfikować prezydenci Czech i Polski. Gdyby obaj zrobili to szybko, to traktat mógłby zacząć funkcjonować jeszcze w grudniu.
Prezydent Lech Kaczyński obiecał, że zrobi to „niezwłocznie”. Ale dużo wskazuje na to, że prezydent Czech Vaclav Klaus - traktatu może nie podpisać. Co wtedy? - Traktat nie wejdzie w życie. By jego zapisy zaczęły działać, wymagana jest jednomyślna decyzja na "tak" wszystkich państw członkowskich. Irlandzkie "tak" będzie oznaczać, że główna przeszkoda została usunięta. Prezydent Klaus może Lizbonę odwlec nieco w czasie, ale nie sądzę, by robił to w nieskończoność. Sądzę raczej, że może za swój podpis chce coś dla Czechów ugrać. Gorzej, gdyby potwierdziły się spekulacje, że prezydent Czech nie podpisuje traktatu, bo chce poczekać na wybory w Wielkiej Brytanii. Gdyby władzę objęli eurosceptyczni konserwatyści, rozpisali referendum w sprawie wypowiedzenia traktatu i wygrali, byłby prawdziwy problem.
Co się stanie z Unią, jeśli traktat przepadnie? - Dalej będzie funkcjonowała w ramach obecnie obowiązującego traktatu nicejskiego. Nie przypuszczam, by klęska Lizbony miała doprowadzić do rozpadu UE lub budowania Unii tzw. wielu prędkości, czyli tych chcących się szybciej integrować i reszty. Istnieje jednak obawa, że niektóre duże państwa, takie jak Francja czy Niemcy, siłą swoich gospodarek i wpływów politycznych wymuszałyby pewne korzystne dla siebie rozwiązania. To mogliśmy już zaobserwować w czasie niedawnej francuskiej prezydencji, gdy prezydent Nicolas Sarkozy kierował faktycznie Unią. Brak regulacji lizbońskich mogłoby wzmocnić już widoczne tendencje łączenia się niektórych państw w bloki i sojusze. A to nie służyłoby unijnej solidarności.
Polsce powinno zależeć na szybkim wejściu w życie traktatu? - Tak, bo to wzmocni Parlament Europejski. Od tej pory wszystkie sprawy związane ze stanowieniem nowych przepisów, np. sprawy finansowe będą zależały od eurodeputowanych. Jeśli nasi będą działać sprawnie, to będziemy mogli tworzyć koalicje z tymi, którzy mają podobne interesy i przegłosowywać korzystne dla nas sprawy. W tej chwili w bezpośrednich starciach z silniejszymi państwami byliśmy często z góry na przegranej pozycji. W wielu głosowaniach liczyć się będzie większość, zamiast jednomyślności. Lizbona oznacza też powołanie przewodniczącego Rady Europejskiej i wysokiego przedstawiciela do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Tym samym UE będzie szybciej podejmowała decyzje, a jej obywatele zyskają inicjatywę ustawodawczą.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl