http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Omotana przez agenta

mista
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 18:26

- Pewne wydarzenia z aktu oskarżenia miały miejsce - przyznaję. Ale do winy już nie - mówiła wczoraj była posłanka PO Beata Sawicka podczas pierwszej rozprawy. Opowiadała o pocałunkach w tańcu, bukietach róż i kolacjach z agentem CBA Tomaszem Piotrowskim, który ją rozpracowywał

Beata Sawicka twierdzi, że postawione jej zarzuty są
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Beata Sawicka twierdzi, że postawione jej zarzuty są "nieprawdziwe"
ZOBACZ TAKŻE
>> Hotel dla psa i kota

Sawicka jest oskarżona o przyjęcie łapówki za "ustawienie" przetargu na zakup działki na Helu oraz nakłanianie ówczesnego burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego do przyjęcia korzyści majątkowej. CBA zatrzymało ją w październiku 2007 roku w momencie, gdy - jak napisano w akcie oskarżenia - przyjmowała łapówkę.

Szczegóły akcji nagłośnił tuż przed wyborami w 2007 r szef CBA Mariusz Kamiński. Zalana łzami Sawicka w emocjonalnym wystąpieniu przed kamerami prosiła go wówczas, by "nie linczował jej publicznie". Twierdziła, że padła ofiarą prowokacji Tomasza - agenta CBA udającego biznesmena. Miał ją w sobie rozkochać, a potem namawiać do przestępstwa.

Poznańska prokuratura uznała wersję Sawickiej za niewiarygodną i w czerwcu 2008 roku skierowała akt oskarżenia do sądu. Rozprawa rozpoczęła się wczoraj przed Sądem Okręgowym w Warszawie .

- To agenci CBA nakłaniali mnie do przekazania burmistrzowi Helu korzyści majątkowych - mówiła Sawicka.

Otrzymane od agenta Tomasza pióro wieczne traktowała jako "upominek towarzysko-przyjacielski". - On także dostał ode mnie wiele upominków - dodała.

Sawicka ze szczegółami opowiadała, jak poznali się w styczniu 2001 r. na kursie dla członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa ("na korytarzu przedstawił się i poprosił o papierosa"). Później znajomość się pogłębiała: wspólne obiady, kolacje. Sawicka powiedziała, że zwiedzali razem Sejm, a potem zaprosiła go do swojego pokoju w domu poselskim, gdzie rozmawiali przy butelce wina. Wówczas wręczyła mu upominek - książkę "Warto być przyzwoitym" profesora Władysława Bartoszewskiego. Spotykali się też w różnych lokalach.

- Tomasz opowiadał, że właśnie ukończył kurs salsy. A kiedy spotkaliśmy się by potańczyć, przekroczył granicę intymności. Prawił komplementy, obsypywał pocałunkami. Prosiłam, by tego nie robił, bo jestem mężatką i mam dorosłe dziecko. Lubiłam Tomasza, imponował mi. Ale nie chciałam przekroczyć pewnej granicy i prosiłam, by także on jej nie przekraczał - opowiadała. Agent miał jej odpowiedzieć, że jako mężczyzna, nie potrafi być wobec niej obojętny, i że "nie interesują go młode kobiety, tylko doświadczenie i dojście do sukcesu". Kolejna rozprawa Sawickiej jutro. Kobiecie grozi do 10 lat więzienia.

Agent Tomasz pracował również przy sprawie Weroniki Marczuk-Pazury. Wczorajsza "Gazeta Wyborcza" napisała, że jesienią 2008 roku towarzyszył jej i ekipie TVN w podróży do Kijowa, w związku z ukraińską edycją programu "You can dance", którego Marczuk-Pazura była jurorką. Według "GW", CBA ułatwiało agentowi pracę, wyposażając go w drogie ubrania od Armaniego i Prady, samochód Porsche Carrera i motocykl Harley, a także mieszkanie w apartamentowcu. Tomasz przedstawiał się jako właściciel firmy Estate Management Poland.

Czy agent Tomasz przekracza granice etyki zawodowej, rozkochując w sobie ofiary?

Gen. Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa i były polski szpieg

Najważniejsza jest w takich przypadkach odpowiedź na pytanie, po co oficer rozkochał w sobie osobę podejrzaną? Aby zdemaskować popełnienie przez nią przestępstwa, czy raczej po to, by potem łatwiej namówić ją do popełnienia przestępstwa, którego wcześniej nie zamierzała popełnić? Jeśli kierował się drugim celem, to działał nieetycznie. Jest niepisana zasada w zawodzie agenta, że nie wolno namawiać ofiary do popełnienia przestępstwa, by potem ją na tym przestępstwie złapać. Wyjątkiem są sprawy dotyczące bezpieczeństwa państwa. Wtedy właściwie nie można mówić o granicach etycznych, których agent nie może przekroczyć.

Tylko w tak istotnych sprawach możliwe jest wchodzenia agenta w sferę uczuć. Z reguły takie działania minimalizuje się, gdyż tak naprawdę nie wiadomo, czym mogą się skończyć. Przecież także agent może się zakochać w ofierze i co wtedy? Dlatego, gdy do nas do centrali dzwonili agenci, informując o takiej możliwości rozpracowania podejrzanej osoby, nie przyjmowaliśmy tego do wiadomości. Uważam, że są inne, mniej kontrowersyjne metody rozpracowania podejrzanego. Odwoływanie się do takich ostatecznych rozwiązań świadczy o słabości agenta.





Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy