http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Handel wysokiego ryzyka

Anna Kozioł, Kraków, gw
2009-10-11, ostatnia aktualizacja 2009-10-11 17:14

Im więcej na polskich drogach pojawia się fotoradarów, tym więcej internetowych ogłoszeń od oszustów, którzy skupują zdobyte dzięki nim punkty karne


Fot. Marta Blazejowska / Agencja Gazeta
>> Hotel dla psa i kota

"Kupię punkty karne", "Pomogę z punktami karnymi", "Przyjmę do 10 pkt. karnych" - kilkadziesiąt ogłoszeń tej treści znaleźliśmy tylko w jednym serwisie motoryzacyjnym. W sieci można znaleźć ich tysiące. Powód? Kierowca ukarany ponad 24 punktami z ponadrocznym doświadczeniem i zaledwie 20 punktami dla tych, którzy jeżdżą niecały rok, traci prawo jazdy. A o złapanie punktów nietrudno. Przy drogach w całej Polsce stoi aż 800 słupów, w których mogą znajdować się fotoradary. I choć samych urządzeń robiących zdjęcia kierowcom przekraczającym prędkość jest cztery razy mniej, na "pamiątkowe zdjęcie", mandat i punkty załapać się nietrudno. Potem ratunkiem może być kurs w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego. Co pół roku mamy możliwość skasować w ten sposób 6 punktów karnych.

- Pięć, sześć osób to stali bywalcy, którzy pojawiają się u nas regularnie, co pół roku - przyznaje Janusz Jokiel z Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

Ale nie wszyscy mają czas i chęć na zajęcia z psychologiem i policyjne wykłady. Niektórzy wolą zapłacić. Jak to działa?

Gdy otrzymamy wezwanie do zapłacenia mandatu, zamiast przyznać się do winy stwierdzamy, że naszym autem kierowała inna, opłacona wcześniej osoba.

Stawki za taką usługę wahają się od 50 do nawet 300 złotych za punkt.

- Takie rozwiązanie wybierają osoby głównie młode i niedojrzałe emocjonalnie, które nie potrafią przyznać się do błędu i wziąć na siebie odpowiedzialności. Ponowne podejście do egzaminu albo spotkanie z psychologiem to wstyd dla takich cwaniaczków. - ocenia wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce dr Andrzej Markowski.

Tyle, że zarówno kupujący punkty karne, jak i sprzedający dużo ryzykują.

- Osoba, która skłamie, tzn. wskaże inną osobę niż ta, która rzeczywiście prowadziła auto w chwili popełnienia wykroczenia, odpowiada za złożenie fałszywego zeznania. Grozi to karą do 3 lat pozbawienia wolności - ostrzega mł. insp. Dariusz Nowak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. - Osoba, która weźmie na siebie czyjąś winę, może spędzić w więzieniu o dwa lata więcej za usiłowanie poświadczenia nieprawdy - dodaje.

A szanse na wykrycie oszustwa są duże. Chociaż fotografia, którą otrzymujemy pocztą, zwykle jest mało wyraźna, to trzeba pamiętać, że policja dysponuje lepszym egzemplarzem. - Poprawiamy ostrość, kontrast, co ułatwia rozpoznanie osoby na zdjęciu - ostrzega nadkomisarz Krzysztof Dymura, rzecznik wydziału drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Taniej i bezpieczniej jest przyznać, co radzi nawet sama policja, że nie pamięta się, kto prowadził. Zapłacimy wprawdzie mandat (od 20 - 500 zł), ale nie otrzymamy punktów karnych. Tym bardziej, że fotoradarów na polskich drogach będzie przybywać. Za przykład ma służyć Francja. Po uruchomieniu w tym kraju aż 2000 fotoradarów liczba ofiar spadła aż o 38 proc. Zachęcona tymi wynikami polska policja wdraża właśnie projekt automatycznego systemu nadzoru ruchu drogowego. Automatycznego, czyli opartego na fotoradarach.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy