>>
Hotel dla psa i kota
Lecznica mieści się w samym centrum Warszawy, w trzypiętrowym budynku przy ul. Śliskiej. Przyjmują w niej lekarze kilkunastu specjalności, m.in. kardiolodzy, ginekolodzy, dermatolodzy, rehabilitanci i reumatolodzy.
- Mamy XXI wiek, tymczasem kierownictwo poradni zachowuje się jakby zatrzymało się w poprzedniej epoce - irytuje się czytelniczka, która w imieniu swej mamy zgłosiła się do "Metra". Wszystko z powodu kartki, którą można znaleźć w przychodni: "Klucz do toalety do pobrania bez kolejki w recepcji za okazaniem dokumentu tożsamości bądź pod zastaw 2 zł." - Pacjenci czytają komunikat i nie kryją złości: - Do przychodni przychodzą schorowane, często mające problemy z chodzeniem osoby. Wycieczki po klucz do recepcji na parterze z trzeciego pięta to dla nich dodatkowy wysiłek, a konieczność zostawiania dokumentu narusza ich godność - ocenia nasza czytelniczka.
O oburzeniu chorych opowiedzieliśmy wicedyrektorce lecznicy dr Hannie Łyszkowskiej-Mękus. Kobieta tłumaczy, że dostęp do toalet trzeba kontrolować, bo korzystali z nich nie tylko pacjenci. - Poradnia jest w sąsiedztwie Dworca Centralnego. Przewija się tu mnóstwo ludzi, którzy często nie potrafią zostawić po sobie porządku albo urywają krany, niszczą umywalki, kradną papier. Nie stać nas na ciągłe remonty - próbuje przekonać lekarka. Ale po chwili dodaje: - Wiem, że to może być dla pacjentów krępujące. Ale to chyba lepsze niż narażanie ich na korzystanie ze zniszczonych i brudnych sanitariatów?
Czy można w ten sposób postępować wobec pacjentów? Epidemiolodzy z warszawskiego sanepidu, którzy kontrolują higienę w stołecznych przychodniach, przyznają, że przepisy w tej sprawie są niejasne. Żaden nie chciał też sprawy skomentować pod nazwiskiem. - Może zamiast klucza, wystarczyłoby zainwestować w częstsze sprzątanie toalet? - usłyszeliśmy jedynie w sanepidzie.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl