Rząd Donalda Tuska ma kolejny problem. Ledwie pozbierał się po przeciekach ze śledztw CBA, gdy w sobotę wybuchła kolejna sprawa. I znowu rząd musi się tłumaczyć. Jak ujawniła "Rzeczpospolita", ABW w lipcu 2008 r. podsłuchała rozmowę jej dziennikarza Cezarego Gmyza i dziennikarza TVN 24 Bogdana Rymanowskiego. Agenci nie namierzali ich specjalnie. Ich rozmowa nagrała się przy okazji. Celem agentów był telefon innego dziennikarza - Wojciecha Sumlińskiego (wtedy współpracował z TVP), który jest podejrzany o załatwienie za pieniądze weryfikacji żołnierzy WSI. To Sumliński, za zgodą sądu, miał założoną w telefonie pluskwę. W związku z tą sprawą miał nawet trafić do aresztu, ale sąd zmienił zdanie, bo Sumliński próbował targnąć się na swoje życie na terenie żoliborskiej parafii. Na dzień przed nieudaną próbą dotarł do niego Cezary Gmyz. Uspokajał go. Wtedy na telefon Sumlińskiego zadzwonił Rymanowski. Słuchawkę przejął Gmyz. Obaj naradzali się m.in. jak pomóc Sumlińskiemu. Tę rozmowę nagrała ABW.
I być może nigdy nie wyszłoby to na jaw, gdyby nie proces cywilny o ochronę dóbr osobistych, jaki wytoczył wiceszef ABW Jacek Mąka wydawcy "Rzeczpospolitej" za artykuł Cezarego Gmyza. Dziennikarz zrelacjonował list Sumlińskiego, w którym ten zastanawiał się, czy to zemsta Mąki za to, że interesował się jego mieszkaniem. Mąka występuje na procesie jako osoba prywatna. To na wniosek jego prawnika prokuratura udostępniła (na potrzeby tego procesu) kilka stron odtajnionych stenogramów z podsłuchanych rozmów m.in. Gmyza i Rymanowskiego(!) oraz Sumlińskiego z żoną i ojcem o prywatnych sprawach.
Dziennikarze są oburzeni. Obawiają się, że teraz nie będzie chciał z nimi rozmawiać żaden informator. - Nie przypuszczałem, że moje służbowe i prywatne rozmowy dziennikarskie będą nagrywane przez kogokolwiek, a już na pewno nie przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - mówi Bogdan Rymanowski.
Prokuratura Apelacyjna w Warszawie zapewnia, że wszystko było zgodnie z prawem. - W toku śledztwa, wobec żadnego z tych dziennikarzy, o których jest mowa, nie wykonywano żadnego podsłuchu telefonicznego. Poza podejrzanym Wojciechem S. żaden dziennikarz nie był nigdy podsłuchiwany - twierdzi prokurator Robert Majewski.
Ale adwokat wydawcy "Rzeczpospolitej" Jacek Kondracki nie ma wątpliwości, że prokuratura popełniła wiele błędów. - Powinna zniszczyć materiały z tych podsłuchów, gdy tylko dowiedziała się, że to dziennikarze. To uderzenie w tajemnicę dziennikarską - mówi "Metru" Kondracki. Dodaje, że rzadko kiedy wydaje się materiały z niezakończonego śledztwa do prywatnych procesów. Prokuratura tłumaczy, że stenogramów nie zniszczyła, bo rozmowy dotyczyły próby samobójczej, która mogła mieć na celu uniknięcie aresztu.
Po co więc nadal podsłuchiwano Sumlińskiego, skoro miał już postawione zarzuty? Czy są jeszcze inne podsłuchy z rozmów dziennikarzy? Kogo jeszcze nagrano? Czy adwokatów Sumlińskiego: Romana Giertycha, który zapowiada zawiadomienie do prokuratury i Stanisława Rymara, byłego prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej? - To naruszałoby prawo do obrony, które jest prawem człowieka - podkreśla Rymar. Sprawę podsłuchów polecił wyjaśnić nowy minister sprawiedliwości.
Dla "Metra": Janusz Zemke, europoseł SLD, były członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych Podsłuch Sumlińskiego jest zgodny z prawem. Ale nagrania pozostałych dziennikarzy nie mają nic wspólnego z jego sprawą. Powinny być zniszczone, a nie wykorzystywane w sprawie wiceszefa ABW z gazetą. Wiceszef ABW zleca służbom zadania, a potem to wykorzystuje. To nie jest normalne.
Adam Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka Ta sprawa potwierdza tylko zgłaszane od lat zastrzeżenia do podsłuchów i skuteczność ich kontroli przez prokuraturę i sąd. I choć zgłaszał je nawet Trybunał Konstytucyjny, to niewiele w tej sprawie zrobiono. Nadal nawet statystyki podsłuchów są tajne. Nie wiadomo, czy podsłuchy dziennikarzy to pojedyncze przypadki. Przecież to nie pierwsza taka sprawa. Podsłuchiwany za czasów PiS miał być Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej". To podkopuje zaufanie do dziennikarzy i narusza standardy demokracji. Standardy narusza też wykorzystywanie wiedzy z tajnych operacji do prywatnych procesów z gazetami. Myślę, że premier, który szybko wyciągnął konsekwencje wobec swoich współpracowników po aferze hazardowej, ma teraz twardy orzech do zgryzienia.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl