http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Warszawa nie do wzięcia

Katarzyna Zacharska
2009-10-25, ostatnia aktualizacja 2009-10-25 20:04

Blisko połowa mieszkańców Warszawy przyjechała tu w pogoni za lepszym życiem i karierą. Czy pamiętacie swoje początki? Oto opowieść o trzech dziewczynach z prowincji, które nie miały szczęścia, nie skończyły dobrych szkół i nie wiedzą, dlaczego na rozmowie kwalifikacyjnej nie odpowiada się szczerze na wszystkie pytania

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie
fot. AG
Pałac Kultury i Nauki w Warszawie
ZOBACZ TAKŻE
>> Jeżowe pogotowie

Kiedy reżyserki filmu dokumentalnego "Warszawa do wzięcia" przedstawiły scenariusz filmu do oceny ekspertom, usłyszały: jest mało wiarygodny. Bo niemożliwe, aby w Polsce ktoś w wieku 20 lat pierwszy raz jechał pociągiem albo nie był nigdy w kinie.

To nie miał być smutny film. Dwie młode dokumentalistki Karolina Bielawska i Julia Ruszkiewicz znalazły ogłoszenie w gazecie o programie aktywizacji zawodowej dziewcząt z terenów popegeerowskich. Warunki: 18-25 lat, rodzic lub dziadek z PGR. Oferta: mieszkanie przez pół roku w warszawskiej bursie, wyżywienie i doradca zawodowy (to ma im pomóc pójść na swoje).

Reżyserki towarzyszyły z kamerą Ani, Gosi i Ilonie z popegeerowskich wsi. Ania chce być fryzjerką, Gosia (ośmioro braci, w pierwszej scenie na filmie rąbie drewno) chce się wyrwać z domu, a Ilona pragnie lepszej przyszłości dla siebie i synka. Warszawę znają z telewizji.

- Uwielbiam film "Dziewczyny do wzięcia" Janusza Kondratiuka. I zobaczyłam jego bohaterki 30 lat później - mówi reżyserka Karolina Bielawska.

Pociąg zbliża się do stacji

Szybko okazało się, że dzisiaj przyjazd do Warszawy to nie wypad po facetów, ale wyprawa do innego świata po lepsze życie.

Każda z bohaterek zostawia pełną obaw rodzinę. Najtrudniej jest Ilonie, rozstaje się z czteroletnim synkiem, ale jej mama zachęca dziewczynę, aby spróbowała. Mama Gosi nie chce, żeby gdziekolwiek wyjeżdżała, a mama Ani martwi się, jak dziewczyna sobie poradzi, skoro nie jechała nigdy pociągiem.

Jesteśmy z nimi, gdy każda słyszy słowa, które kiedyś usłyszała po raz pierwszy połowa mieszkańców tego miasta: "Pociąg zbliża się do stacji Warszawa Centralna".

W bursie obowiązują takie zasady jak w internacie: ustalone godziny powrotów, wychowawczyni sprawdza czystość w pokojach. Dziewczyny trenują pisanie CV, mają zajęcia z savoir-vivre'u. Są inteligentne. Mają większe życiowe doświadczenie od rówieśników z miast. Ale są bardzo naiwne.

Reżyserki spędziły z bohaterkami kilka miesięcy, kamera stała się czymś naturalnym, widzimy dziewczyny podczas rozmów o pracę, gdy wyznają miłość, opowiadają o marzeniach, snują refleksje na temat tego, co jest w życiu ważne.

Gosia pisze CV. Na pytanie, jakie ma umiejętności stwierdza, że właściwie nic nie potrafi. Ale brawurowo radzi sobie na pierwszej rozmowie o pracę - od razu zostaje hostessą w restauracji. Słyszymy jak Ilona, starając się o pracę w sklepie spożywczym, mówi z rozbrajającą szczerością, że pracowała w sklepie, ale ją zwolnili, bo nie spełniała wymogów kasjerskich. Na pytanie, czy próbowała się dowiedzieć co się za tym kryje, odpowiada, że nie. Widzimy też, jak najbardziej zdecydowana na wyjazd Ania po dwóch dniach poddaje się i wraca. Dla każdej z nich Warszawa jest doświadczeniem szorstkim i przykrym.

- Byłyśmy pewne, że nasze bohaterki sobie poradzą. Ale życie nas przerosło. W pewnym momencie same się pogubiłyśmy. Z jednej strony bardzo lubimy te dziewczyny, trzymałyśmy za nie kciuki. Jednocześnie miałyśmy ochotę nimi potrząsnąć, powiedzieć "obudź się kobieto, wykorzystaj szansę, nie wracaj tam" - opowiada reżyserka Karolina Bielawska.

- Dla kogoś, kto nie jechał pociągiem i nie był nigdy w kinie, Warszawa to wyzwanie. Nasze bohaterki gubią się w zwykłych sytuacjach podczas kontaktów międzyludzkich. To jak z chorym, który nie trawi jedzenia. Co z tego, że się go karmi, skoro organizm nie przyswaja pokarmu - dodaje.

A w Warszawie każdy jechał pociągiem

Grono ekspertów, w tym dziennikarzy (nie wiemy, ilu z nich to przyjezdni), nie dowierzało w przedstawiony w filmie obraz ludzi z popegeerowskich wsi. - Najbardziej nas zaskoczyło, że nie wierzyli nam dziennikarze, którzy powinni wiedzieć, co się dzieje w Polsce. To przypomina sytuację, kiedy jechałam ze znajomymi nad morze. Po drodze ich pięcioletnia córka zapytała "To co, my już wyjechaliśmy z Polski?". I również w trakcie realizacji filmu dostrzegłyśmy takie myślenie: Polska jest w Warszawie, dalej już jej nie ma - mówi Bielawska.

- Jest XXI wiek, a do wielu miejscowości autobus nie zawsze przyjeżdża, cena biletu miesięcznego jest zaporowa. Edukacja kończy się na gimnazjum - mówi Julia Ruszkiewicz.

- Praca nad "Warszawą do wzięcia" była dla nas wielką lekcją pokory. Od widzów usłyszałyśmy, że uświadomili sobie, w jak dobrych warunkach się wychowali. Że już nigdy nie powiedzą, że wszystko sami sobie zawdzięczają. Bo przecież rodzice zapewnili im wykształcenie, przekonali, że trzeba próbować.

Film mógł skończyć się w chwili, w której najbardziej zadziorna Gosia spotyka chłopaka, wynajmują razem mieszkanie. Zarzeka się, że nigdy nie wróci do Zalesia. Ale to nie jest produkcja fabularna, z happy endem. Dwa miesiące później Gosia rozstała się z chłopakiem i wróciła do domu.

- Dla ludzi, o których jest ten film, jedynym oknem na świat jest telewizja - mówi Karolina Bielawska. - A telewizja daje im Dodę, Mandarynę i jeszcze bardziej odsuwa od świata. Czasami małe ziarenko zaczyna kiełkować i ktoś zaczyna myśleć. My wokół nie spotkałyśmy takich ziarenek. Zastanawiam się, gdzie jest szkoła, gdzie jest kościół, gdzie jest telewizja, gdzie są wszyscy?

W programie "Przystań na skarpie" wzięło udział ponad 800 dziewczyn. Ukończyła go ok. połowa. Wśród nich też filmowa bohaterka, Gosia. Ale jak wiemy, jej się nie udało, bo po próbie wynajmowania mieszkania z poznanym w Warszawie chłopakiem poddała się i wróciła do Zalesia.

Film "Warszawa do wzięcia" można zobaczyć od 26 do 29 października o 16 w warszawskim kinie Kultura. Nie wiadomo, czy trafi do kin, bo nie ma dystrybutora.

Przyjechaliście żyć i zarabiać w dużym mieście? Ile razy było wam ciężko i chcieliście stąd uciec? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • Warszawa nie do wzięcia rrosemary 01.11.09, 23:13

    Też jestem fanką filmu "Dziewczyny do wzięcia", przejdę się na "Warszawę dowzięcia " z wielką przyjemnością :) Jeszcze grają w Kulturze.»

  • Warszawa nie do wzięcia kamilaaa26 07.11.09, 11:44

    Połowa Warszawy to ludzie przyjezdni. Ja również należę do takich osób.Postanowiłam skomentować ten artykuł ponieważ miałam tą przyjemność (a raczej nieprzyjemność) skorzystać z programu »

  • komentarz nieznajomy12345 09.11.09, 03:56

    W odpowiedzi na panstwa artykuł pt. "Warszawa nie do wzięcia" chciałam ustosunkować się do niektórych wypowiadanych tam kwestji. Moje życie też zawiodło mnie do stolicy Polski z tego samego »