>>
Jeżowe pogotowie
Jeszcze w niedzielę późnym wieczorem wydawało się, że w gdy w poniedziałek o 9 rano pod drzwiami Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Warszawie dojdzie do rękoczynów. To od tej godziny urzędnicy zaczynali przyjmowanie wniosków po unijne fundusze. 135 mln zł do rozdysponowania, nawet 1 mln zł dla jednej firmy, a główne kryterium - kolejność zgłoszeń. Niektórzy przedsiębiorcy koczowali pod fundacją od czwartku, zapisywali się na listy społeczne. Powstały dwie (300 podpisów na jednej, 70 na drugiej), z których każda rościła sobie prawo do tego, że jest jedyna słuszna. Grupy zaczęły się straszyć, że zamówią ochroniarzy.
Noc uspokoiła nastroje. - Około 1 ktoś rozsądny rzucił pomysł, że musimy się dogadać. Pertraktacje trwały dwie godziny. Dwie godziny później połączyliśmy listy - opowiada jedna z kobiet czekających w kolejce. O 9 była już jedna kolejka. Do fundacji ludzie wchodzili w 50-osobowych grupach.
Po rozum do głowy poszli też urzędnicy z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i zrezygnowali z zasady "kto pierwszy, ten lepszy". - Zareagowaliśmy na to żywiołowe zainteresowanie. Teraz każdy przedsiębiorca, który złoży wniosek do czwartku, może być pewny, że go rozpatrzymy - tłumaczy Stefan Rynowiecki, dyrektor Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Zapewnia, że do tego czasu wszyscy chętni zdążą złożyć wnioski. Szacuje, że w skali całego kraju wpłynąć ich może ok. 2 tys., a - jak przewiduje na podstawie poprzednich edycji programu - co czwarty będzie spełniał wymogi formalne i przejdzie dalej. Ale co zrobi PARP, gdy zatwierdzonych wniosków będzie więcej niż pula przewidziana na dotację? Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan (krytykował zasadę "kto pierwszy, ten lepszy", mówiąc, że to marnotrawienie pieniędzy, bo dostają je słabsze pomysły), sugerował punktowanie wniosków w zależności od perspektyw biznesu, których dotyczą.
Organizatorzy nie chcą o tym słyszeć. - Metodą punktową bada się wnioski o większe, wielomilionowe dotacje. W tym przypadku chodzi o zbyt małe kwoty i to się nie opłaca. Gdybyśmy zaczęli szczegółowo badać perspektywy biznesów proponowanych w każdym z wniosków, zachetalibyśmy się i trwałoby to miesiącami - mówi Rynowiecki. Dodaje, że eksperci będą selekcjonować biznesplany metodą zero-jedynkową. - Będziemy szacować, czy biznes jest w miarę innowacyjny i eliminować najmniej nowatorskie - mówi Rynowiecki. Przyznaje, że wiele będzie tu zależało od gestii urzędnika, któremu pomysł może się spodobać lub nie, i wtedy odpadnie.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl