>>
Jeżowe pogotowie Stanowczy okazał się Sąd Rejonowy w Chojnicach, który posłał za kratki 52-letniego Mariusza J., miejscowego artystę-skandalistę i b. przedsiębiorcę. W ubiegłym tygodniu, gdy wyrok stał się wykonalny, mężczyzna ze zmianą bielizny na każdy dzień odsiadki poszedł do aresztu.
Za co? Rok temu, we wrześniowy piątek, urządził party na ok. 20 osób. Impreza przeszkadzała sąsiadom zajmującym drugą część domu. Oni też mieli wcześniej spotkanie towarzyskie związane z czekającym ich nazajutrz ślubem. Skończyli wcześniej, żeby się wyspać. Impreza za ścianą pokrzyżowała im plany. Wezwali policję. Mariusz J. nie otworzył. Po kilku dniach za zakłócanie ciszy nocnej dostał 100 zł mandatu, ale odmówił jego przyjęcia, więc stróże prawa skierowali sprawę o ukaranie za zakłócanie ciszy nocnej do sądu rejonowego.
Podobnych spraw w sądach jest ok. 30 tys. rocznie, do tego dochodzą niezliczone interwencje policji, straży miejskiej i osiedlowej ochrony. Zazwyczaj jednak imprezowicze lub hałasujący sąsiedzi dostają co najwyżej kilkusetzłotową grzywnę, choć grozi im nawet 30 dni aresztu lub prace społeczne.
Zdarza się także, że zamiast imprezowiczów policja karze proszących o interwencję. Pisaliśmy o warszawiaku, który trzy razy podczas jednej nocy wzywał policję do hałasujących sąsiadów, aż w końcu stróże prawa skierowali sprawę do sądu i teraz interweniujący musi zapłacić kilkaset złotych za "niezasadną interwencję".
Sąd w Chojnicach nie był jednak pobłażliwy. Uznał, że tylko areszt może skłonić Mariusza J. do refleksji nad własnym zachowaniem. Wyrok podtrzymał Sąd Okręgowy w Słupsku. - Tylko taka kara jest w stanie uświadomić mu naganność zachowania i wdrożyć do poszanowania porządku prawnego. Wolność nie jest ograniczona i zaczyna się tam, gdzie kończy wolność innych osób - tłumaczy "Metru" wiceprezes sądu w Chojnicach Roman Sporysz. Dlaczego sąd nie dał łagodniejszej kary? - To dałoby oskarżonemu poczucie bezkarności, a pokrzywdzeni mogliby odnieść wrażenie, że nie przysługuje im ochrona przed takim nagannym zachowaniem - podkreśla sędzia.
Czy śladem chojnickiego sądu pójdą inne sądy w Polsce, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie skarg na zakłócanie ciszy nocnej jest najwięcej? Wątpliwe. Bowiem w tak drobnych, choć dokuczliwych dla sąsiadów sprawach, sędziowie raczej nie sprawdzają tego, jak orzekają inni. Poza tym nasze areszty są przeludnione, więc trudno się spodziewać, że sądy będą tam upychać hałasujących sąsiadów.
Ale można orzec inną surową karę - prace społeczne np. sprzątanie ulic czy parków. - To lepsze niż areszt, ale takie prace są trudne do przeprowadzenia - zastrzega Marcin Łochowski z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Chodzi o procedury biurokratyczne i koszty zatrudnienia, które musi ponieść pracodawca. W przyszłym roku to się jednak zmieni, bo wejdą w życie nowe przepisy, a nowy minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski w niedawnym wywiadzie dla "Metra" obiecał, że pieniądze też będą.
Sąsiad nie daje ci żyć? Jak sobie radzisz? Wzywasz policję? Idziesz do sądu? A może próbujesz wychować chama? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl