>>
Jeżowe pogotowie
- Żadnych korków przy cmentarzach, na wylotówkach z miast? - dopytywaliśmy. - Raczej drobne kolizje. Nawet przy Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie (jeden z największych w Polsce) TVN chciał nagrać korek, ale nie miał czego - zapewniała Hamelusz. Zatory zaczęły się tworzyć dopiero w niedzielę wieczorem na trasach wjazdowych do dużych miast, gdy ludzie wracali do domów.
W piątek i sobotę w 220 wypadkach zginęło 27 osób, a 285 zostało rannych. Rok temu było gorzej - przez dwa dni było o 114 wypadków i 136 rannych osób więcej. Jak zwykle, postrachem byli pijani kierowcy - 830 złapano.
Najpoważniejsze wypadki: w piątek w Ściekach w łódzkim mercedes bus uderzył w drzewo - zginęły dwie osoby, dwie są ranne. W Poznaniu koło cmentarza na Miłostowie auto wjechało pod tramwaj. Do szpitala trafili pasażerowie samochodu, w tym kilkuletnie dziecko. Tramwaje stały przez godzinę, zrobił się korek. W niedzielę na drodze wojewódzkiej Parczew-Włodawa zderzyły się cztery samochody osobowe. Cztery osoby zostały ranne. Ok. godz. 13 na drodze z Krakowa do Bielska-Białej zderzyły się dwa auta. Jedna osoba nie żyje, pięć zostało rannych. Utrudnienia w ruchu trwały około godzinę.
- Pogoda była sprzyjająca, drogi patrolowało ok. 10 tys. policjantów, wyjazdy rozłożyły się na kilka dni. Przesiedliśmy się do autobusów miejskich. Może w końcu kierowcy posłuchali naszych apeli o ostrożną jazdę - wylicza Agnieszka Harmelusz, pytana, dlaczego w tym roku na drogach było bezpieczniej. Czy rzeczywiście? Okaże się w poniedziałek, gdy policja podliczy statystyki z niedzielnych powrotów.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl