>>
Jeżowe pogotowie Lokatorzy od lat narzekają, że reklamy zabierają im słońce, mieszkania robią się ciemne i panuje w nich zaduch. Niektórzy żyją w takich warunkach miesiącami. Z płachtami trudno się walczy. Wytoczono kilka procesów, ale sąd uznał, że dopóki reklama wisi legalnie i za zgodą większości mieszkańców, lokatorowi zmęczonemu brakiem świata odszkodowanie się nie należy. Z odsieczą idzie Ministerstwo Infrastruktury. Resort już kończy prace na rozporządzeniem, które zagwarantuje, że do mieszkań cały dzień ma być nieograniczony dopływ światła.
Zakaz nie będzie obowiązywał zawsze. Jeśli zarządca budynku zdecyduje się na remont i ustawi rusztowania, to na czas prac okna będzie można zasłonić. Reklamy będzie też można wieszać na ścianach szczytowych budynków, oknach klatek schodowych lub lokali użytkowych np. sklepów. Zakazy nie obejmą też domów jednorodzinnych, biurowców i budynków publicznych. I jeszcze jeden wyjątek. Zakaz dotyczy tylko nowych reklam. Stare płachty będą mogły jeszcze wisieć na oknach przez półtora roku, bo firmy muszą mieć na czas na dostosowanie się do nowego prawa. Rozporządzenie jest jeszcze w fazie konsultacji, ale są szanse, że zacznie obowiązywać jeszcze w tym roku.
Zdaniem Daniela Frąca ze Stowarzyszenia Architektów Polskich, zakazy będzie jednak łatwo obejść. - Pojawią się ekspertyzy, że są materiały, które nie zatrzymują dopływu światła. Albo tłumaczenia, że nie ma słońca, bo ktoś ma za grube firanki lub brudne okna - wylicza Frąc. I dodaje: - Kolejna luka to remonty. Owszem, dzięki wywieszeniu reklam wspólnoty mieszkaniowe nadal będą mogły zarabiać na odnowienie budynku, ale w stolicy rusztowania udające renowacje stoją nawet latami. Nie wiadomo też, czy zakaz będzie obowiązywać, jeśli remont będzie w środku budynku.
- Pozwolenie na wykonanie robót np. przy kominach lub w węźle cieplnym w piwnicy uzyskać łatwo, termin obowiązywania pozwolenia może być dowolnie przedłużany, a zasłonięcie elewacji trwałoby w nieskończoność - ostrzega Tomasz Gamdzyk, naczelnik wydziału estetyki przestrzeni publicznej w Warszawie. Gamdzyk wytyka też, że ministerstwo zadbało tylko o ochronę lokatorów, choć pierwotnie miało też przygotować przepisy chroniące wizerunek architektoniczny i estetykę całych miast.
Eksperci potwierdzają: rozporządzenie to za mało, polskim miastom potrzebna jest ustawa lub pakiet całych zmian porządkujących chaos reklamowy na budynkach, billboardach i przy drogach. Dziś władze miast nie mogą z tym nic zrobić. - Budynki zmieniają się w nośniki reklamowe. Dlatego od kilku lat walczymy o odzyskanie krajobrazów naszej pięknej Polski i wizerunków miast. Potrzebna jest jedna ustawa - mówi Elżbieta Dymna, prezes stowarzyszenia
MiastoMojeAwNim.pl, które chce obudzić sumienia polityków, wysyłając im album ze zdjęciami zaśmieconych reklamami miast. Prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej Lech Kaczoń uważa jednak, że wszystkiego nie da się opisać w jednej ustawie. - Nigdzie tak nie jest na świecie. Potrzebne jest nam porozumienie - przekonuje Kaczoń.
Wszyscy liczą, że problem pomoże rozwiązać tzw. stołeczny okrągły stół reklamowy, przy którym siedzą też przedstawiciele firm reklamowych (dziś jego kolejne posiedzenie). Wysłał on już kilka propozycji do Ministerstwa Infrastruktury, aby np. dać samorządom prawo do określania spraw reklam w lokalnych przepisach.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl