http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mamo, kup, bo strzelam!

Michał Stangret
2009-11-05, ostatnia aktualizacja 2009-11-05 20:40

W rodzinach toczy się brutalna wojna. Kolejną bitwę prowokuje każdy rodzic, zabierając dziecko do centrum handlowego. Po jednej stronie barykady stają dzieci, wznoszące bitewny okrzyk "Mamo, tato, kupcie mi to!". Po drugiej zostajemy my, rodzice. Zepchnięci do defensywy, dwoimy się i troimy, aby dziecku wytłumaczyć, że nie warto kupować kolejnej lalki, lizaka czy gry komputerowej


Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
A gra toczy się o - bagatela - blisko 800 mln zł rocznie. Właśnie tyle Polacy wydają na wszelkiego rodzaju zabawki - od puzzli, przez klocki Lego i pluszowe misie, po czasopisma z plastikowymi bublami dla dzieci. Jak wyliczyło Centrum im. Adama Smitha, przeciętny polski rodzic przedszkolaka (dziecko w wieku 3-6 lat), mieszkający w dużym polskim mieście, wydaje na zabawki aż 200 zł miesięcznie. Choć nie ma dokładnych wyliczeń, jak dużą część tych wydatków stanowią prezenty mające racjonalne wytłumaczenie (wręczane z okazji urodzin, imienin dziecka czy na gwiazdkę), to - jak się okazuje - nawet najrozsądniejsi rodzice przyznają, że nierzadko pod wpływem chwili, z jakiejkolwiek okazji, kupują niepotrzebne barachło: - Zazwyczaj, jeśli już mam kupić dziecku zabawkę, to zwracam szczególną uwagę na to, by była pożyteczna, edukująca, uczyła twórczego myślenia. Ale i tak zdarza mi się ulec i kupić niepotrzebny bubel, choć wiem, że to wyrzucone pieniądze - tłumaczy dr Patrycja Dołowy z Fundacji MaMa. Według niej, chwytanie się takiego "koła ratunkowego", zwłaszcza gdy rodzic gdzieś się spieszy , to najprostsze rozwiązanie. - Dziecko się czymś zajmie, a on ma święty spokój - mówi. Przyznaje jednak, że wiele z tych zakupów nie miałoby miejsca, gdyby nie marketingowe triki stosowane przez handlowców, mające przyciągnąć uwagę najmłodszych. - Szczególnie denerwujące jest wystawianie zabawek na poziomie oczu dziecka. W ogóle jestem przerażona tym zalewem bodźców, informacji i reklamy skierowanej do dzieci, która ma je tak zmanipulować, by potem na rodzicach wymusiły zakup jakiejś zabawki. Dzieci są przecież bardziej bezbronne.

Jak handlowcy i marketingowcy manipulują naszymi dziećmi

Razem z ekspertami i rodzicami ułożyliśmy zestaw najbardziej znienawidzonych trików, jakie handlowcy stosują, by manipulować naszymi dziećmi.

? możesz omijać stoisko z zabawkami, ale i tak zostaniesz trafiony przy pieczywie, a nawet między półkami z nabiałem. Bo sprzedawcy w supermarketach coraz częściej rozstawiają kosze z zabawkami w takich właśnie najbardziej uczęszczanych miejscach.

??sprzedawcy eksponują drobne, atrakcyjne gadżety tuż przy kasie. Niezależnie od tego, jak rodzic by się starał, nie ma szans, by odwrócić uwagę dziecka od jajka z niespodzianką albo lizaka.

? eksponują zabawki na wysokości oczu dziecka (np. McDonald's w ten sposób rozmieszcza zabawki dołączane do zestawów dziecięcych). Sprzedawca wie doskonale, że kiedy dziecko zabawkę weźmie, to już jej nie odda.

? w reklamach zabawek produkt występuje na tle innych atrakcyjnych przedmiotów. Np. reklamowany samochód strażacki jest przedstawiony na ulicach miasteczka, wśród ludzików, a lalka Barbie - w kolorowej, błyszczącej, bajkowej scenerii. Dziecko myśli, że kupując zabawkę, może mieć to wszystko.

??czekoladki i żelki same się śmieją, lalki mówią jak ludzie, cech ludzkich nabierają też samochodziki. Wszystko odbywa się w akompaniamencie atrakcyjnej muzyki, w tle słychać śmiech dzieci. I znów dziecko myśli, że po kupieniu zabawki zdobędzie nowego przyjaciela.

? dziecięce przechowalnie w centrach handlowych sprawiają, że najmłodsi chcą jechać z nami na zakupy. Potem zaś szybko się im tam nudzi i musimy zabrać je ze sobą w trasę po butikach.

??centra handlowe lokują sklepy z zabawkami przy wejściach i zejściach do parkingów. Znów - po to, by dziecko miało szansę nas tam zaprowadzić.

Rodzicu, nie daj się wpuścić w kanał!

Co zrobić, gdy dziecko tupie i krzyczy "Tato, kup mi to!"? Jakie jeszcze techniki manipulacyjne stosują nasze dzieci?

Z dr Joanną Rutkowską, psycholog, która prowadzi diagnozę psychologiczną oraz terapię poznawczo-behawioralną dzieci i młodzieży w prywatnym ośrodku psychologiczno-pedagogicznym "Rodzice i dzieci" w Warszawie, rozmawia Michał Stangret

Jesteśmy z dzieckiem w centrum handlowym, maluch widzi atrakcyjną zabawkę. "Tato, mamo, kupcie mi to!". Rodzic rozpoczyna: "już to masz", "po co ci to?", "to jest niefajne". Ale argumenty nic nie dają. Co ma wtedy zrobić?

- Rodzice często ciągną dziecko przez sklepy pełne atrakcyjnych dla maluchów gadżetów czy zabawek, a potem mają do niego pretensje, że krzyczy "ja chcę to", "chcę tamto". Nie ma się czemu dziwić, to normalna, zdrowa reakcja. Lepiej nie prowokować takich sytuacji, ale poprosić kogoś bliskiego o opiekę i iść na zakupy samemu. To jednak nie znaczy, że jeśli takiej możliwości nie ma, rodzic pozostaje bezbronny.

Niech pani zdradzi jakieś sposoby na wybrnięcie z takiej sytuacji.

- Warto obserwować swoje dziecko i zastanawiać się, jak nami manipuluje. Jednym z dziecięcych sposobów na rodzica jest histeria. Metoda ta zastosowana w miejscach publicznych powoduje, że rodzic czuje się bardzo niezręcznie, widząc wlepiony wtedy w siebie wzrok innych osób. I często ulega. Dzieci stosują też bardziej wyrafinowane techniki szantażu i manipulacji. Miałam przypadek dziewczynki, która po wejściu do sklepu i upatrzeniu łupu, rzewnym głosem ofiary mówiła w taki sposób, by inni to słyszeli: "Tatusiu, błagam cię, kup mi choć tę jedną zabawkę. Ja przecież jeszcze nigdy nic od ciebie nie dostałam".

Jest też metoda na dumę: "Tatusiu, ja naprawdę rozumiem, że nigdy nic mi nie kupujesz, bo jesteśmy biedni i nie mamy tyle pieniążków, co inni. Ale kup mi chociaż to, proooszę..."

- Jeżeli rodzic ulegnie tej presji, oznacza to, że ma problem z własnym komfortem psychicznym. W takich wypadkach nie warto bronić się na forum publicznym. W ogóle nie warto wchodzić z dzieckiem w dłuższe dyskusje, tłumaczenia. Najlepiej po prostu nie kupować, można ewentualnie dodać stanowcze, krótkie: "Nie kupię". Bez złości, bez krzyków. Zasadniczo w ogóle, gdy przechodzimy obok "niebezpiecznych" witryn sklepowych, róbmy to błyskawicznie, tak, by dziecko ich nie zauważyło, starajmy się je zagadywać.

Nie lepiej po prostu kupić coś za parę groszy, by mieć święty spokój?

- Dziecko myśli prosto: drę się, on kupuje, to będę się darł głośniej. Uzna, że technika, którą stosuje, jest skuteczna i będzie ją kontynuowało, a problem zacznie się nasilać. Zwróćmy uwagę, że niektóre zachowania dzieci my sami prowokujemy, próbując nagradzać je prezentami. Jeśli przyzwyczaimy dziecko do tego, że np. odbierając je z przedszkola, dajemy mu lizaka czy jakiś drobiazg, potem nie dziwmy się, że za każdym następnym razem, gdy po nie pójdziemy do przedszkola, będziemy słyszeć pytania typu "a co mi dziś kupiłeś?".

A jak przerwać takie kupowanie na żądanie?

- Już następnego dnia, zamiast iść po dziecko do przedszkola z lizakiem, trzeba po prostu powiedzieć na powitanie: "dziś w nagrodę mam dla ciebie uścisk i buziaka".

A może jednak warto próbować tłumaczyć dziecku, że niektóre zabawki to po prostu buble, służące do wyciągania od nas pieniędzy?

- Nawet trzeba. Tylko koniecznie róbmy to w domu, na spokojnie, a nie próbujmy w ten sposób gasić pożaru. Sprawą pierwszej wagi jest zawieranie z dzieckiem umów. Zanim wyjdziemy na zakupy, usiądźmy i umówmy się: idziemy razem na zakupy, warunek - nie kupujemy zabawek albo kupujemy tylko to i to. Taką mądrą rozmową można uodpornić dziecko na triki stosowane przez handlowców. Nie próbujmy jednak w żadnym wypadku wyprzedzać życzeń dziecka i kupować prezentów, zanim pojawią się roszczenia.

A jak ty się bronisz, gdy dziecko cię szantażuje i mówi "kup mi to!"? Jakie techniki manipulacyjne stosuje twoje dziecko? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów