Następne padały na ziemię jak kostki domina. - Brawo! - krzyczeli ludzie, którzy mimo padającego deszczu tysiącami ustawili się na trasie domina.
To był kulminacyjny moment obchodów 20-lecia upadku muru berlińskiego. Pierwsza kostka przedstawia biało-czerwoną mapę Polski, Okrągły Stół, Pomnik Poległych Stoczniowców i sylwetkę papieża Jana Pawła II - na znak, że przemiany, które doprowadziły do upadku komunizmu, zaczęły się w Polsce.
Zanim Wałęsa przewrócił kostkę, powiedział: - To naród niemiecki i inne narody wymusiły na politykach decyzje, które ci musieli podjąć. Pokazaliśmy Niemcom, jak należy walczyć, by skończyć ten system. W taki sposób, na wartościach, na duchu, udało się naszemu pokoleniu zamknąć drugą tysiąclatkę chrześcijaństwa, bez podziałów, bez siły, pokojowo.
Kanclerz Angela Merkel dodała: - Wolność nie bierze się sama z siebie. Wolność trzeba wywalczyć. Upadek muru to zobowiązanie na XXI w. W naszych rękach leży przezwyciężenie granic naszych czasów, tak jak w 1989 r. udało się tego dokonać w tym podzielonym mieście.
Berlin wczoraj długo nie szedł spać. Na ulicach były tłumy, roześmiane twarze i wielka fiesta. A gdy symboliczny mur runął, zagrał Bon Jovi, a młodzi ludzie zaczęli tańczyć i popijać grzane wino na ulicach. Całe miasto rozświetlił pokaz sztucznych ogni.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl