>>
Jak oduczyć zwierzaka żebrania Najnowsze grypowe statystyki nie pozostawiają złudzeń. W ostatnim tygodniu (1-7 listopada) na zwykłą sezonową grypę zachorowało aż 24 971 Polaków, podczas gdy w tym samym okresie zeszłego roku chorych było niewiele ponad 3 tys. O tym, że chorujemy coraz częściej, najłatwiej przekonać się w szkołach, np. w Zespole Szkół Muzycznych w Bydgoszczy przed świętami nie przyszła prawie połowa uczniów (zajęcia odwołano do końca tygodnia). W gminie Puńsk na Podlasiu po tym jak absencja przekroczyła 30 proc., zamknięto wszystkie szkoły.
Czy to oznacza, że do Polski dotarła epidemia grypy? Główny Inspektorat Sanitarny podejrzewa, że powodem absencji jest nie tyle wzrost zachorowań, ile zapobiegliwość rodziców: - Już od zeszłego poniedziałku nie posyłam dziecka do przedszkola, bo się boję, że się zarazi. Podobnie robią też inni znajomi rodzice - mówi pani Lidia, mama Mateuszka, w którego grupie (warszawskie przedszkole przy ul. Batorego) na ponad 20 dzieci na zajęcia uczęszcza zaledwie 6-8.
Ale wzrost zagrożenia zwykłą sezonową grypą to nie jedyny problem - rośnie też liczba zachorowań wywołanych wirusem A/H1N1. Według ostatnich danych, od wiosny zainfekował on 226 Polaków. Tylko przedwczoraj zanotowano 13 nowych przypadków w Warszawie, Łodzi i Olsztynie. Wśród nich aż 9 osób to dzieci poniżej 10 roku życia.
W przeciwieństwie do innych krajów w Polsce nie odnotowano jednak ofiar śmiertelnych wirusa. Dlatego też nie ma potrzeby ogłaszania stanu epidemii A/H1N1, jak ostatnio miało to miejsce w Serbii (7 ofiar śmiertelnych grypy), a wcześniej na Ukrainie, we Francji czy w Bułgarii. Serbski minister zdrowia Tomica Milosavljević dodał, że podczas epidemii można m.in. zakazywać publicznych zgromadzeń i odwiedzania chorych w szpitalach. Z tego też powodu do 16 listopada przedłużono w Serbii szkolne ferie.
W Polsce wciąż nie wiadomo natomiast, kiedy przeciwko świńskiemu wirusowi będzie można się zaszczepić. Choć już w poniedziałek ministerstwo zdrowia rozpoczęło negocjacje z jednym z producentów szczepionki, to rząd domaga się, by firma farmaceutyczna wzięła na siebie część odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne przyjęcia preparatu. Eksperci powątpiewają jednak, że firma się na to zgodzi. Mimo tego o zakup szczepionek do rządu apeluje Naczelna Rada Lekarska. Jej zdaniem, zwlekanie szczepionkę zaleca WHO i lek zarejestrowała Europejska Agencja Leków, budzi poważne wątpliwości.