>>
Jak oduczyć zwierzaka żebrania Dokument "Polityka energetyczna do 2030 r." rząd przyjął na ostatnim posiedzeniu. Mowa w nim o budowie dwóch elektrowni z czterema blokami o łącznej mocy 6600 megawatów (nasza największa elektrownia węglowa w Bełchatowie daje prawie 4000 MW). Pierwsza miałaby być gotowa do 2020 r. Rozważane lokalizacje to Żarnowiec nad Bałtykiem i Klempicz pod Poznaniem. W tych miejscach elektrownie chciały już budować władze PRL, ale po katastrofie w Czarnobylu i protestach plany porzucono. Pod uwagę bierze się też Podlasie i okolice Konina.
Rząd przekonuje, że jesteśmy skazani na elektrownie atomowe, bo:
- będziemy musieli ograniczyć emisję CO2
- za kilka lat trzeba będzie słono płacić za kupno prawa do trucia powietrza
- jeśli chcemy rozwijać naszą gospodarkę, potrzeba nam więcej prądu, a dwie siłownie atomowe dadzą 20 proc. niezbędnej energii.
Rola węgla w produkcji energii ma zostać ograniczona, ale nadal będzie on fundamentem energetyki. Poza elektrowniami atomowymi rząd zamierza inwestować w tzw. odnawialne źródła energii, czyli w elektrownie wiatrowe na lądzie i na Bałtyku. Do 2020 r. mają wyprodukować ok. 15 proc. zużywanej przez nas energii.
Wszystko wskazuje na to, że elektrownie jądrowe w Polsce wybuduje Francja. To w Paryżu tydzień temu Tusk ogłosił start naszego programu atomowego. Na wybór francuskiej technologii wskazuje też przyjęty przez rząd załącznik do "Polityki energetycznej...". Dodatkowo we Francji mają się szkolić nasi naukowcy.
Nasze plany jądrowe mogą jednak zostać pokrzyżowane przez terminy. Budowę elektrowni zapowiadają Niemcy (zawiesili program atomowy pod naciskiem ekologów) i do budowniczych może ustawić się kolejka. Wówczas do roku 2020 r. możemy nie zdążyć.
Co zaskakujące, budowy nie poprzedziły żadne konsultacje społeczne, choć z sondażu SMG/KRC z ubiegłego roku wynika, że 47 proc. Polaków sprzeciwia się powstaniu elektrowni jądrowej. Za jest 42 proc. badanych.
- Konsultacji nie było. Rząd po prostu powiedział: będzie elektrownia - komentuje Wojciech Stępniewski z WWF Polska. - Jasne, że energia jest nam potrzebna, ale niekoniecznie jądrowa. Owszem, elektrownie atomowe nie zatruwają powietrza, a ryzyko awarii jest znikome. Ale wciąż poważnym niebezpieczeństwem jest transport paliwa atomowego i składowanie odpadów radioaktywnych.
Ekolodzy uważają, że lepiej zainwestować w oszczędzanie energii i budowę elektrowni napędzanych siłami natury. Jako przykład podają Szwecję. Ta, choć również nosi się z zamiarem odmrożenia inwestycji w atom, to za 5 mld euro będzie budować farmę wiatrową o mocy 4000 MW.
Czy w Polsce powinna zostać wybudowana elektrownia atomowa? Pisz:
metro@agora.pl