---
Lubice robić zakupy we dwoje? Czekamy na Wasze listy: metro@agora.plPierwsi amatorzy szpilek i ubrań przyszli już o godz. 5 rano w sobotę. Przed otwarciem o 9. stało już 400 osób - od pieczołowitych stylizacji właścicielek oryginalnych torebek Prady i Diora, przez wystudiowany luz chłopaków w najmodniejszych Ray-Banach. Właścicielki walonek Emu miały już wkrótce zastąpić je niebotycznymi szpilkami. A osobnicy w dresach i kreszowych kurtkach, jak się później okazało przedstawiciele prywatnej inicjatywy, liczyli, ile zarobią wystawiając towar na Allegro.
Urodzona w Szwecji Polka, która studiuje w Warszawie, opowiadała, że w Szwecji, żeby kupić coś z limitowanej kolekcji dla H&M, trzeba stanąć w kolejce dzień wcześniej, a po pięciu minutach wieszaki są puste.
Aby uniknąć przepychanek i kłótni H&M wprowadził po raz pierwszy bransoletki dla pierwszych 160 osób z wejściem co 15 minut i 10 minutami na przymierzenie i wybranie upragnionych butów i dodatków. System sprawdził się doskonale. O 9. drzwi sklepu otworzyły się przy dźwięku dzwonka jak ze starej szkoły, tłum markomaniaczek i markomaniaków ruszył i w pięć minut ogołocił wieszaki z damskimi ubraniami. Na stoisku męskim było spokojniej. Przy butach kolejka ustawiła się sprawnie, ochroniarze wpuszczali tylko tych z odpowiednimi bransoletkami.
Zza granatowych barierek śledziły ich zaniepokojone spojrzenia tych, którzy mieli bransoletkę na późniejszą godzinę i bali się, czy wymarzone modele zostaną na półkach. Byli też kibice np. tata, który pozwolił córce kupić trzy pary butów. Ci, którym nie chciało się wstać rano i nie mieli bransoletki obserwowali wszystko z rezygnacją na twarzy.
Każdy mógł kupić jedną parę butów z wybranego modelu, ale nie było limitu modeli. Efekt? Hurtownicy w kreszowych dresach wynosili po kilkanaście rzeczy - butów, torebek i dodatków (za towar zapłacili może i po 10 tys. zł), które już kilka godzin później pojawiły się na Allegro. Pół godziny po otwarciu pierwsi szczęśliwy ustawili się do kas, a na wieszakach pojawiło się po kilka damskich ubrań, które wróciły z przymierzalni.
O 11.40 weszli ostatni zdobywcy bransoletek. Ale na półkach było już niewiele Jimmy'ego Choo.