http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

400 kopciuszków w kolejce po pantofelki

Maja Staniszewska
2009-11-15, ostatnia aktualizacja 2009-11-15 21:23

Tuż przed otwarciem sklepu o 9. po wymarzone pantofelki stało już 400 kopciuszków
Tuż przed otwarciem sklepu o 9. po wymarzone pantofelki stało już 400 kopciuszków
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kilkaset osób stało w kolejce przed warszawskim sklepem H&M przy Marszałkowskiej, który w sobotę rano zaczął sprzedawać szpilki i ubrania Jimmy'ego Choo. Wydatek na głowę po 1000 zł nie był czymś wyjątkowym. Pierwsze szpilki pojawiły się na Allegro już po kilku godzinach z przebiciem po 200-300 złotych na parze

Ceny szpilek wynosiły od 290 do 379 zł. To dziesięć razy taniej niż w butikach Jimmy'ego Choo
Fot. Sławomir Kaminski / Agencja Gazeta
Ceny szpilek wynosiły od 290 do 379 zł. To dziesięć razy taniej niż w butikach...
O 9. drzwi sklepu otworzyły się przy dźwięku dzwonka jak ze starej szkoły. Aby uniknąć przepychanek i kłótni pierwszych 160 osób dostało specjalne bransoletki. Wpuszczano co 15 minut, 10 minut było na przymierzenie
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
O 9. drzwi sklepu otworzyły się przy dźwięku dzwonka jak ze starej szkoły. Aby...
Na premierową sprzedaż nowej kolekcji pierwsze osoby pojawiły się przed H&M o 5. rano. O godz. 4.40 wstał z łóżka Teodor, licealista z Ursynowa. Chciał kupić czarne buty za kostkę. Jego koleżanka Magda polowała na sukienkę i futerko, bransoletkę dla mamy i torebkę dla przyjaciółki, która w sobotę obchodziła urodziny. Szpilek nie chciała, bo w Stanach kupiła oryginalne buty Jimmy'ego Choo, które czekają na premierę na studniówce
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Na premierową sprzedaż nowej kolekcji pierwsze osoby pojawiły się przed H&M o...
Buty rozeszły się w godzinę. O ubrania z kolekcji Choo walka trwała nieco dłużej, bo choć początkowo wieszaki zostały ogołocone w pięć minut, to część kiecek wracała z przymierzalni
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Buty rozeszły się w godzinę. O ubrania z kolekcji Choo walka trwała nieco...
Teodor, Magda i Błażej, licealiści z Ursynowa po udanych zakupach. Teodor zamiast czarnych (w realu wyglądały gorzej niż na zdjęciu) kupił szare buty za kostkę. Błażej do dżinsów i T-shirtu dostał w prezencie bransoletkę. Magda kupiła kopertówkę w zebrę dla koleżanki, sukienkę i futerko dla siebie, tylko bransoletki dla mamy nie udało się dostać
Fot. Sławomir Kaminski / Agencja Gazeta
Teodor, Magda i Błażej, licealiści z Ursynowa po udanych zakupach. Teodor...
ZOBACZ TAKŻE
---
Lubice robić zakupy we dwoje? Czekamy na Wasze listy: metro@agora.pl

Pierwsi amatorzy szpilek i ubrań przyszli już o godz. 5 rano w sobotę. Przed otwarciem o 9. stało już 400 osób - od pieczołowitych stylizacji właścicielek oryginalnych torebek Prady i Diora, przez wystudiowany luz chłopaków w najmodniejszych Ray-Banach. Właścicielki walonek Emu miały już wkrótce zastąpić je niebotycznymi szpilkami. A osobnicy w dresach i kreszowych kurtkach, jak się później okazało przedstawiciele prywatnej inicjatywy, liczyli, ile zarobią wystawiając towar na Allegro.

Urodzona w Szwecji Polka, która studiuje w Warszawie, opowiadała, że w Szwecji, żeby kupić coś z limitowanej kolekcji dla H&M, trzeba stanąć w kolejce dzień wcześniej, a po pięciu minutach wieszaki są puste.

Aby uniknąć przepychanek i kłótni H&M wprowadził po raz pierwszy bransoletki dla pierwszych 160 osób z wejściem co 15 minut i 10 minutami na przymierzenie i wybranie upragnionych butów i dodatków. System sprawdził się doskonale. O 9. drzwi sklepu otworzyły się przy dźwięku dzwonka jak ze starej szkoły, tłum markomaniaczek i markomaniaków ruszył i w pięć minut ogołocił wieszaki z damskimi ubraniami. Na stoisku męskim było spokojniej. Przy butach kolejka ustawiła się sprawnie, ochroniarze wpuszczali tylko tych z odpowiednimi bransoletkami.

Zza granatowych barierek śledziły ich zaniepokojone spojrzenia tych, którzy mieli bransoletkę na późniejszą godzinę i bali się, czy wymarzone modele zostaną na półkach. Byli też kibice np. tata, który pozwolił córce kupić trzy pary butów. Ci, którym nie chciało się wstać rano i nie mieli bransoletki obserwowali wszystko z rezygnacją na twarzy.

Każdy mógł kupić jedną parę butów z wybranego modelu, ale nie było limitu modeli. Efekt? Hurtownicy w kreszowych dresach wynosili po kilkanaście rzeczy - butów, torebek i dodatków (za towar zapłacili może i po 10 tys. zł), które już kilka godzin później pojawiły się na Allegro. Pół godziny po otwarciu pierwsi szczęśliwy ustawili się do kas, a na wieszakach pojawiło się po kilka damskich ubrań, które wróciły z przymierzalni.

O 11.40 weszli ostatni zdobywcy bransoletek. Ale na półkach było już niewiele Jimmy'ego Choo.

Źródło: Dziennik Metro
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy