>>
Pies policyjny działa jak broń Studenci zaoczni mieli poważne kłopoty z tym, by pogodzić terminy zajęć z obowiązkami zawodowymi. W listach do "Metra" nieraz opisywali, że aby dotrzeć na wykłady czy zaplanowany w środku tygodnia egzamin, musieli się solidnie nakombinować, np. przynosząc lewe zwolnienia lekarskie albo wypisując bezpłatny urlop. W czasie sesji - nawet kilka razy w miesiącu. Możliwe, że ich problemy wkrótce się skończą. Po tym, jak Trybunał Konstytucyjny orzekł w zeszłym roku, że przepisy dotyczące szkoleń są nieprecyzyjne i nakazał ich zmianę, sprawą zajął się Senat. Wniósł do Sejmu projekt ustawy o zmianach w kodeksie pracy. Najważniejsze dotyczą właśnie pracowników, którzy się uczą lub doszkalają. Nowelizacja przepisów przewiduje np. że pracownik podnoszący kwalifikacje zawodowe będzie miał prawo m.in. do urlopu szkoleniowego, przeznaczonego na naukę i przystąpienie do egzaminów lub przygotowanie prac zaliczeniowych. Taki urlop mógłby wynosić nawet 6 dni, a na ostatnim roku studiów - nawet 10 dni, by przygotować się do obrony pracy dyplomowej. Dodatkowo pracownik miałby zagwarantowane wolne (płatne) na dotarcie do szkoły, jeśli zajęcia przypadałyby w czasie pracy. Wyjaśniona będzie też sprawa dotycząca szkoleń, na które pracownika wysyła pracodawca. Dotąd nie było wiadomo, czy udziału w takim szkoleniu można odmówić. W kodeksie pracy ma się pojawić zapis mówiący, że pracownik ma obowiązek wziąć udział w takim szkoleniu. Jeśli jednak miałoby się ono odbywać poza czasem pracy albo w sobotę czy niedzielę, to pracodawca będzie musiał zwrócić wolne. Pracodawcy, związki zawodowe i rząd rozmawiali już o projekcie podczas obrad komisji trójstronnej, konsultacje trwają: - Zmiany zaproponowane przez rząd nie sa zmianami rewolucyjnymi, których byśmy się nie spodziewali - mówi Witold Polkowski z Konfederacji Pracodawców Polskich: - Zresztą to rzeczywiście najwyższa pora, by unowocześnić przepisy, które pamiętają czasy, gdy pracownik dostawał skierowanie na studia z zakładu pracy. Wolałbym jednak, żeby rząd pozwolił pracodawcom i związkom spokojnie podyskutować nad kształtem przyszłych przepisów, bo przecież zupełnie czym innym są szkolenia na polecenie pracodawcy, a czym innym studia podejmowane niezależnie od niego. W tym wypadku czasem wystarczy tylko zmienić pracownikowi grafik - mówi Polkowski.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl