>>
Pies policyjny działa jak broń Czy Wałęsa ma jakiekolwiek szanse na wygraną? Nie wiadomo. Proces miał ruszyć wczoraj, ale się nie udało. Sprawa dotyczy tego, że b. prezydent poczuł się obrażony nazwaniem go agentem "Bolkiem". Chodzi o wywiad, jakiego półtora roku temu Lech Kaczyński udzielił telewizji Polsat. Rozmowa dotyczyła książki historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", którzy napisali, że w pierwszej połowie lat 70. Wałęsa miał być agentem gdańskiej SB o kryptonimie "Bolek". Kaczyński powiedział wówczas, że o tym, że Wałęsa był agentem "Bolkiem", wie niezależnie od lektury książki, której jeszcze nie czytał.
Były prezydent domaga się więc od obecnego przeprosin i 100 tys. zł zadośćuczynienia. Według pozwu prezydent, zarzucając Wałęsie współpracę z SB, lekceważy wyrok sądu (chodzi o wyrok sądu lustracyjnego z 2000 roku, w którym za prawdziwe uznano oświadczenie przywódcy "Solidarności", że nie współpracował ze służbami specjalnymi PRL). - On przysięgał, obejmując urząd prezydenta, że będzie szanował prawo. Ja mam wyrok z sądu, papier z IPN o mojej niewinności - mówił w rozmowie z TVN24 Lech Wałęsa. Stwierdził też, że Lech Kaczyński będzie z pewnością robił uniki, chcąc uniknąć odpowiedzialności.
Wczoraj w sądzie nie pojawił się żaden z bohaterów sporu. Byli za to ich pełnomocnicy. Prawnicy głowy państwa złożyli wniosek o oddalenie pozwu Wałęsy. Twierdzą, że sprawa powinna być rozpatrywana przez Trybunał Stanu, a nie sąd. Czy tak się stanie? Dowiemy się w połowie grudnia br.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl