>>
Pies policyjny działa jak broń
Unia Europejska i Rosja podpisały umowę o finansowaniu pięciu programów, które mają pomóc w rozwoju terenów biegnących wzdłuż unijno-rosyjskiej granicy. Wśród nich znalazł się program "Litwa - Polska - Rosja". Jego celem jest rozwój gmin polskich, rosyjskich i litewskich leżących po obu stronach granicy z obwodem kaliningradzkim. Unia przeznaczyła na ten cel 132 mln euro, Rosja dorzuciła 44 mln euro. Pieniądze mają być wydane już do 2013 r. - Poprzez realizowanie wspólnych projektów gospodarczych, edukacyjnych i kulturalnych chcemy sprawić, żeby mieszkańcom tego regionu żyło się lepiej. Chcemy również ograniczyć bezrobocie - przekonuje unijna komisarz ds. polityki zewnętrznej i polityki sąsiedztwa Benita Ferrero-Waldner.
Pomoc na pewno się przyda, bo północne gminy należą do najbiedniejszych w Polsce.
- Pieniądze będzie można przeznaczyć na niekomercyjne projekty z zakresu ochrony środowiska, transportu, turystyki, rozwoju edukacji, planowania przestrzennego oraz rozwoju współpracy społeczności lokalnych - mówi Anna Konik-Żurawska, rzecznik Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, które odpowiada za finansowe zarządzanie programem. Z funduszy będą mogły korzystać nie tylko władze lokalne, lecz także małe i średnie przedsiębiorstwa, organizacje pozarządowe oraz osoby indywidualne. Warunek to dobrze przygotowany wniosek. Jeśli taki powstanie i zostanie zaakceptowany przez ministerstwo, można liczyć na to, że Unia sfinansuje nawet 90 proc. projektu. Niestety, pomysły władz lokalnych nie zawsze to gwarantują. - Chcielibyśmy wyremontować starówkę i sfinansować sezon żeglarski - mówi Joanna Urbaniak z elbląskiego magistratu.
- Chcielibyśmy z pieniędzy unijnych finansować np. warsztaty taneczne - dodaje zaś Aneta Mazur z działu promocji Urzędu Miejskiego w Bartoszycach.
O pomysłach ograniczających bezrobocie urzędnicy nie wspominają. Już przyznają, że przygotowanie wniosków również może być kłopotliwe, szczególnie dlatego, że Rosjanie, z którymi mamy współpracować, tę najtrudniejszą część pracy pozostawiają Polakom.
Prof. Grzegorz Grzelak, ekonomista, specjalista od problemów rozwoju regionalnego, ocenia, że projekty, które samorządowcy chcą sfinansować za pieniądze unijne, to nieporozumienie: - Te środki trzeba przeznaczyć na budowanie instytucji, więzi społecznych, gospodarczych albo szkolenia dla bezrobotnych i ochronę środowiska, a nie na tańce ludowe. Dlatego lepiej inwestować dotacje unijne w metropolie, bo to one skupiają placówki badawcze, twórczych ludzi, siedziby wielkich korporacji.