>>
Pies policyjny działa jak broń 30 tys. książek, które od lat bezskutecznie czekały na nabywców w antykwariatach, wystawiono w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Po wykupieniu za 30 zł biletu każdy mógł ich zabrać tyle, ile zmieści mu się do ikeowskiej torby. - Jeden pan dosłownie wywlókł torbę, bo nie był w stanie jej unieść. Zostawił książki w samochodzie i wrócił po następne - opowiada Waldemar Szatanek, organizator imprezy, na co dzień warszawski antykwariusz. Sukces akcji, której celem było ocalenie książek przez zniszczeniem, przerósł jego oczekiwania. - Myśleliśmy, że pracy będzie na trzy tygodnie. A po pierwszych dwóch godzinach w poniedziałek okazało się, że rozeszło się 20 tys. egzemplarzy. Została tylko imponująca kolekcja harlequinów.
Kto odwiedził Cmentarzysko? - Głównie młodzi ludzie, ale nie tylko - mówi Szatanek. - Te osoby to nie są klienci antykwariatów - przyciągnęła je tutaj happeningowa forma akcji. Finansowo sukcesu nie ma, bo ludzie brali ogromne ilości tomów za jeden bilet.
Cmentarzysko będzie można odwiedzić jeszcze w przyszły poniedziałek, na kiedy zaplanowano ostatnią dokładkę książek.
Czytam książki, które mają duchaAgnieszka Stasieńko, studentka WUMNie przyszłam tutaj w poszukiwaniu jakiejś konkretnej pozycji. Wybieram książki raczej po tytułach niż po nazwiskach autorów. Ze względu na studia czytam głównie podręczniki medyczne, ale kiedy mam czas sięgam po poezję, literaturę piękną i powieści, które mają ducha. Takie akcje są bardzo potrzebne, bo zawsze można znaleźć dla siebie coś ciekawego i kupić kilkanaście książek w cenie jednej.
Antykwariaty to klitki, tu jest swobodniejBarbara Purgał, studentka UKSWSkąd moja obecność tutaj? Zadziałał chyba aspekt psychologiczny - wyznaczono konkretny dzień, konkretną godzinę i wiedziałam, że muszę się zmobilizować. Książki niby te same, co w antykwariatach, z tą tylko różnicą, że tutaj nikt nie patrzy mi na ręce podejrzliwym wzrokiem, czy nie chowam książki do plecaka. Poza tym antykwariaty to kliteczki, tu jednak jest trochę swobodniej. Było świetnie, takie polowanie na książki to forma dobrej zabawy.
Nikt nie zadaje dziwnych pytańJoanna Zubkow, lektorka języka angielskiego, tłumaczkaNie przepadam za antykwariatami, bo ich właściciele zadają mi zawsze trudne pytanie: czego pani szuka? A ja nie wiem, czego szukam! Po prostu lubię oglądać książki. Dziś znalazłam kilka egzemplarzy dla dzieci - po angielsku - przydadzą mi się na zajęcia. I też kilka dla siebie. Wybrałam kilka niszowych, bo działam w duszpasterstwie, a mam wrażenie, że takiej literatury szuka niewiele osób.