Michał Wolniak na co dzień mieszka w Łodzi. Często jednak przyjeżdża do Warszawy, w stolicy działa społecznie na rzecz niepełnosprawnych. Zna ich problemy, bo chorował na nowotwór kości skroniowej i poza innymi dolegliwościami ma również zaburzenia błędnika. - Zdarza się, że dla osób postronnych wyglądam jak pijany. W czasie ataku zataczam się, raz zatrzymała mnie za to policja - opowiada. Choć ma orzeczenie o niepełnosprawności, warszawscy urzędnicy nie zamierzają niczego mu ułatwiać. - Żeby dostać kartę N+, muszę mieć zaświadczenie od lekarza specjalisty. Musi być w nim wyraźnie napisane, że mam poważne kłopoty z poruszaniem się - dodaje. Poprosił nas, żebyśmy zapytali urzędników, czy te przepisy dotyczą wszystkich czy tylko on ma takiego pecha.
Sprawdziliśmy. Urzędniczka z Zarządu Dróg Miejskich z ul. Nowogrodzkiej po długim namyśle przyznała, że zaświadczenia, jakiego wymaga się od naszego czytelnika, nie muszą mieć tylko osoby... z amputowanymi kończynami. - A kto decyduje o tym, czy zaświadczenie jest potrzebne czy nie? - pytamy. - No my, urzędnicy - odpowiada. Zapytaliśmy o to też w ZDM przy ul. Chmielnej. - Musimy wiedzieć, że ten niepełnosprawny faktycznie nie może dojść, np. z koperty, która przysługuje wszystkim inwalidom - usłyszeliśmy.
W Łodzi N+ Michał Wolniak dostał od ręki, w Warszawie trzeba na nią czekać miesiąc. - Jeśli doliczyć do tego czas oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty, który wydaje "niezbędne" zaświadczenie, to kartę dostanę może za pół roku - mówi rozgoryczony pan Michał. Jego irytacja jest tym większa, im bardziej nieuprzejmi są urzędnicy: - Jeden z panów powiedział mi wprost, że skoro doszedłem do urzędu na własnych nogach, to mogę ruszyć cztery litery i przejść sobie kawałek od samochodu tam, gdzie mi potrzeba, a nie wyłudzać darmowy parking.
Dariusz Klimaszewski z SLD, przewodniczący komisji infrastruktury w radzie miasta (przepis o karcie N+ uchwalili radni), przyznaje, że zasady przyznawania karty N+ są niejasne. - Nie chodziło to, żeby niepełnosprawni robić pod górkę - stwierdza. I dodaje, że poprosi urzędników o wyjaśnienie tego, jak wygląda wydawanie karty w praktyce i ile trwa.
- W najbliższy wtorek spotykamy się z przedstawicielami spółek miejskich, w tym z dyrekcją ZDM. Będzie okazja, żeby odpowiedzieli na moje pytania - zapowiada.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl