http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Więcej żołnierzy do Afganistanu

Jacek Różalski
2009-12-02, ostatnia aktualizacja 2009-12-02 20:43

Prezydent Obama wyśle do walki z afgańskimi talibami i Al-Kaidą dodatkowe 30 tys. żołnierzy. Pozostałe państwa NATO co najmniej 5 tys. Z Polski może polecieć 600 wojskowych

Polska baza Ghazni w Afganistanie
Fot. Damian Kramski / AG
Polska baza Ghazni w Afganistanie
ZOBACZ TAKŻE
Decyzja zapadła. W przemówieniu wygłoszonym na akademii wojskowej West Point prezydent Barack Obama zapowiedział wzmocnienie sił amerykańskich. - Robimy to po to, aby przyspieszyć zwycięstwo, umożliwić szybkie wycofanie sił USA oraz nie dopuścić, by nasi wrogowie zagrozili w przyszłości Ameryce i naszym sojusznikom - powiedział Obama. Oznajmił też, że za 18 miesięcy zamierza rozpocząć wycofywanie sił amerykańskich z Afganistanu. Liczy bowiem, że do tego czasu uda się wyszkolić dostatecznie silną armię i policję afgańską, które przejmą na siebie obronę kraju.

W osiągnięciu tych celów Amerykanom mają pomóc sojusznicy z NATO. Sekretarz generalny Paktu Anders Fogh Rasmussen oznajmił wczoraj w Brukseli, że Sojusz wyekspediuje do Afganistanu co najmniej 5 tys. żołnierzy. Z wypowiedzi premiera Donalda Tuska i szefa MSZ Radosława Sikorskiego wynika, że będzie wśród nich ok. 600 Polaków (jest ich już 2 tys.). Wielka Brytania chce dodać 500 żołnierzy, Włochy - 800, Hiszpania - 200. Inne państwa jeszcze się zastanawiają. Docelowo wojska USA i ich sojuszników w Afganistanie będą liczyć ok. 140 tys. Decyzję Obamy skrytykowali Republikanie - za zapowiedź wycofania wojsk, co talibowie mogą potraktować jako zwycięstwo. Natomiast Demokraci nieustannie domagają się natychmiastowego wycofania żołnierzy. Według wrześniowych sondaży TNS OBOP i CBOS, chce tego też ok. 80 proc. Polaków.

Na wieść o wysłaniu dodatkowych żołnierzy rzecznik talibów oznajmił, że decyzja Obamy wzmocni opór Afgańczyków. - Amerykański prezydent niebawem zobaczy defilujące przed nim trumny z ciałami zabitych żołnierzy i będzie zmuszony do wstydliwego odwrotu.

Z partyzantami jeszcze nikt nie wygrał

Z gen. Stanisławem Koziejem, byłym wiceministrem obrony narodowej i współautorem polskiej doktryny obronnej rozmawia Jacek Różalski

Powinniśmy wysłać do Afganistanu dodatkowych żołnierzy?

- Najpierw Polska powinna zainicjować próbę zmiany dotychczasowego statusu operacji NATO w Afganistanie. Teraz państwa Sojuszu wysyłają żołnierzy wedle uznania. Gdzie tu solidarność wynikająca z 5 art. Paktu, który nakazuje wspólną obronę? Każde państwo powinno wysłać do Afganistanu ilość żołnierzy proporcjonalną do potencjału armii. Tymczasem jedne kraje zastrzegły, że ich wojska nie będą walczyć nocą, inne zaś, że nie chcą walczyć w ogóle, tylko rozdawać pomoc humanitarną. Gdyby zniknęły te ograniczenia, okazałoby się, że nie trzeba wysyłać dodatkowych żołnierzy, bo ci, którzy tam są, w zupełności wystarczą.

Wszystko wskazuje na to, że Polaków w Aganistanie będzie więcej

- Jestem temu przeciwny. Powinno się raczej dostosować strefę, za którą odpowiadamy, do możliwości żołnierzy, jacy już tam są. Koszty naszego kontyngentu i tak już są bardzo wysokie. Tymczasem pieniądze należałoby wydawać przede wszystkim na uzawodowienie naszej armii.

Teraz w Afganistanie jest ok. 100 tys. żołnierzy, a talibowie odnoszą coraz większe sukcesy. Czy dodatkowy kontyngent może to zmienić?

- W Afganistanie mamy do czynienia wręcz z narodowym powstaniem. Nie znam z historii żadnego przykładu, żeby jakakolwiek armia pokonała partyzantów. Zwiększanie siły wojsk sojuszniczych tylko tę wojnę przeciągnie w czasie, ale jej nie rozstrzygnie. Takiego konfliktu nie da się wygrać środkami militarnymi.

A jakimi?

- Celem wojny w Afganistanie miało być pokonanie talibów i oddanie władzy legalnemu rządowi. Nie da się tego zrobić, jeśli ustanowione przez sojuszników władze w Kabulu są skorumpowane i nie mają żadnego autorytetu. Sposobem może być dogadywanie się z władzami na dole - lokalnymi plemionami, a nawet talibami. Później niech oni sami wyłonią władze centralne. W naszym narodowym interesie leży, żeby NATO się w Afganistanie nie skompromitowało i nie zgotowało sobie drugiego Wietnamu. A jest taka groźba, jeśli dalej w ten sposób będziemy prowadzić tę wojnę.

Dyplomacja lepsza od wojny

Jerzy Szmajdziński (SLD), wicemarszałek Sejmu

W Afganistanie nie da się wygrać tylko siłą wojskową. Można zwyciężyć inicjatywami politycznymi, które spowodują zaangażowanie umiarkowanych środowisk talibów, budową regionalnej administracji oraz pomocą gospodarczą, która sprawi, że narkobiznes nie będzie jedynym zajęciem. Polski nie stać na wysłanie tylu dodatkowych żołnierzy. Nie mamy kolejnych w pełni skompletowanych, zawodowych jednostek. Jesteśmy na początku budowy profesjonalnej armii i wysiłek, który dzisiaj Polska ponosi, jest już wysiłkiem na granicy możliwości.

Liczy się reputacja NATO

Paweł Kowal (PiS), eurodeputowany

Bezpieczeństwo i pozycja naszego kraju muszą kosztować i czasami są to koszty znaczące. Szybka rezygnacja z misji NATO w Afganistanie oznaczałaby osłabienie zdolności działania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Byłoby to poważne nadszarpnięcie reputacji NATO. Jeśli okażemy słabość, wyślemy w świat sygnał, że jako państwa NATO nie jesteśmy jednolici. Dlatego trzeba doprowadzić tę misję do sensownego końca. Oprócz wzmocnienia kontyngentu wojskowego, trzeba jednak nalegać na więcej długoterminowych programów pomocowych, skoncentrowanych np. na edukacji, służbie zdrowia, infrastrukturze czy pomocy humanitarnej dla Afgańczyków.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów