http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Domy opieki to po prostu biznes

Michał Stangret
2009-12-03, ostatnia aktualizacja 2009-12-03 18:09

Z jednej strony dają starszym schronienie do końca ich dni. Z drugiej bez zająknięcia mówią o zyskach, biznesplanach i perspektywach biznesowych, jakie ta działalność ma przynieść, by przyciągnąć inwestorów

Jeden z warszawskich domów opieki
Fot. Tomasz Wawer / AG
Jeden z warszawskich domów opieki
Giełdowy debiut gdańskiej spółki Serenity, był wydarzeniem dnia. Tego dnia kurs jej akcji wzrósł o 900 proc. Spółka zamierza stworzyć sieć nowoczesnych domów opieki nad osobami starszymi (będą powstawać w całej Polsce, na początek - w ciągu dwóch lat - mają zostać otwarte 2-3 placówki na wybrzeżu). Inwestorzy piali z zachwytu: "Społeczeństwo się nam starzeje, klientów przybędzie", "Inwestuję w to całą kasę, bo firma ma genialny pomysł na biznes", "Sieć hospicjów to będzie maszynka do zarabiania pieniędzy" - rozpisywali się na forach portalów związanych z inwestycjami.

Dziś - ponad miesiąc po pierwszym notowaniu - kurs akcji utrzymuje się na poziomie tego z debiutu. Coraz częściej słychać też pytania, czy biznes nie pomieszał się za bardzo z troską o człowieka?

Z Piotrem Nalepą, prezesem Serenity S.A., rozmawia Michał Stangret

Wasza strona internetowa wygląda sielsko. Widzimy wiejskie krajobrazy i motto: "Wszystko, co robimy, robimy z troski o Ciebie i Twoich bliskich". Jednak tuż obok, w zakładce "Dla inwestorów", widzimy słowa typu zysk, popyt, przepływy pieniężne, klient. To może razić.

- W Polsce wciąż obowiązuje myślenie, że instytucje takie jak hospicja czy domy opieki muszą być instytucjami non-profit. Oczywiście są hospicja choćby Caritasu, które tak działają - ale to margines, ok. 5 proc. rynku. Tylko w województwie pomorskim jest dziś 3 tys. miejsc w domach opieki, a kiedy pan pójdzie do urzędu, to się okaże, że zarejestrowanych jest tylko 200 miejsc. Większość to czarny rynek, który w dużej mierze tworzą prywatne instytucje nastawione na zysk. Oczywiście kiedy pan zapyta prezesa którejś z nich, odpowie on, że on na tym nie zarabia, a może nawet powie, że musi dokładać. Ale z czego w takim razie żyją pracownicy i prezes? My, jako spółka giełdowa, musimy rzetelnie informować o naszej działalności. Powiedzmy sobie wszyscy w końcu prawdę, że to interes jak każdy inny.

To brzmi bezdusznie.

-Proszę mi wierzyć, że na zachodzie dzieci chwalą się , że zapewnili schorowanemu ojcu profesjonalną opiekę w domu starców. Ludzie płacą niemałe pieniądze za to, by korzystać z takich usług: Brytyjczyk - średnio 3 tys. funtów miesięcznie, Niemiec - 2,5 tys. Euro. U nas - jak oceniamy - średnie opłaty sięgną 3 tys. zł.

Na co w zamian mogą liczyć osoby starsze?

- Nasze domy (w zależności od wielkości mogą pomieścić 68 albo 120 osób) będą bardziej przypominały domy wczasowe. A więc - oprócz całego zaplecza rehabilitacyjno-leczniczego ze specjalistycznym oprzyrządowaniem medycznym, czuwającymi lekarzami, pielęgniarkami i psychologami na etatach - będą tam świetlice, biblioteki, kaplice. Pojawi się np. scena do przedstawień, animatorzy kultury będą organizować wychowankom zabawy, skecze, kółka zajęć, zainteresowań, gimnastykę. Nie będzie siedzenia przed telewizorem. Chcemy stworzyć starszym ludziom prawdziwy dom. Bo jak pokazują badania, im lepiej się tam będą czuć, tym bardziej będą się angażować w życie społeczności i tym mniej będą nas kosztowali.

No dobrze, a co jeśli w pewnym momencie klient przestanie płacić?

- Takie ryzyko jest w każdym biznesie. Zrobimy wszystko, by zabezpieczać się przed takimi sytuacjami. W grę wchodzi wiele możliwości, np. kaucje, podpisywanie z rodziną poręczeń. Nie zapominajmy, że są jeszcze mieszkania. Tylko u nas, w województwie pomorskim, żyje 20 tys. osób powyżej 70. roku życia, które mieszkają samotnie. Zakładając, że średnia wartość takiego mieszkania wynosi 360 tys. zł., to po jego sprzedaży na wolnym rynku osoba starsza będzie mogła u nas mieszkać ok. 10 lat. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że już niedługo banki na szerszą skalę zaczną oferować usługę polegającą na zamianie mieszkania na dożywotnią rentę. To może być dla osób starszych dodatkowy sposób sfinansowania pobytu do końca życia.

Ale co zrobicie, jeśli klient postawi sprawę jasno: nie mam już żadnych pieniędzy?

- Póki rodzina będzie osiągalna, można z nią negocjować. Dramat pojawia się, kiedy rodzina znika, np. syn wyjeżdża z kraju, nie ma nikogo. Prawo zabrania nam oczywiście wyrzucania na bruk. Będziemy rozkładać należność na raty, starać się o pomoc państwa, przeniesienie do państwowego ośrodka pomocy społecznej. Nie jesteśmy instytucją charytatywną, która może sobie pozwolić na to, by przejść nad tym do porządku dziennego. Jesteśmy spółką giełdową, nasi akcjonariusze oczekują, że będziemy przynosić zysk.

Wierzycie w ten biznes?

- Społeczeństwo się starzeje, system pokoleniowy w domach zanika, dzieci coraz więcej pracują, nie mają czasu, a osoby starsze są skazane na samotne przebywanie w czterech ścianach, wpadają w depresję, do tego dochodzą inne schorzenia - i tak lądują w łóżkach, w których dogorywają. Według zachodnich badań, w domach opieki ludzie żyją 5-8 lat dłużej. Polacy się o tym przekonają.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów