http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Straszna kaszana w polskiej szynce

Jacek Różalski
2009-12-03, ostatnia aktualizacja 2009-12-03 18:21

W maśle jest za mało tłuszczu, w kiełbasie za dużo wody, a w miodzie z lipy nie ma lipy. Jakość tego, co jemy, jest coraz gorsza


Fot. Marcin Klaban / AG
ZOBACZ TAKŻE
>> Witaminy dla psa i kota

Czy wiesz, co jesz? Takie pytanie zadał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przygotowując raport na temat jakości produktów spożywczych sprzedawanych w Polsce. Kontrolerzy przebadali 9 tys. partii wyrobów mięsnych, mleka i jego przetworów, miodów oraz ryb. Skontrolowali hurtownie, magazyny, supermarkety i małe sklepy. Wyniki są szokujące. Zwłaszcza jeśli chodzi o wyroby mięsne lub raczej o to, co się pod tą nazwą sprzedaje. W porównaniu z ubiegłorocznym, ale przeprowadzonym na mniejszą skalę badaniem, żywności kiepskiej jakości było bowiem niemal dwukrotnie więcej - to prawie co piąty produkt.

Najczęstsze nieprawidłowości? Niższa zawartość mięsa i białka w wędlinach, za to wyższa skrobi, oraz skład produktu inny niż wynikało to z deklaracji producenta.

Do tego prawie co piąta kupowana przez nas kiełbasa ma np. zamiast 40 proc. wody, o kolejne 20 proc. więcej. W konserwach zamiast ponad 90 proc. mięsa, jest go tylko 70. A już spożywanie wędliny z podrobów to prawdziwa loteria. Część produktów była kwaśna, a w niektórych przypadkach kontrolujący omal nie zadławili się znajdującymi w nich kośćmi. - Można też trafić na schab w majeranku, w rzeczywistości z drobiu - mówi Małgorzata Kozak, wiceprezes UOKiK.

- Podczas badań nierzadko już sam wygląd i zapach np. szynek odstręczały kontrolerów od próbowania - dodaje Hanna Gaszyk, dyrektor laboratorium analityczno-kontrolnego urzędu.

Jakby tego było mało, większość produktów mięsnych nie jest oznakowana, więc nie wiadomo, co tak naprawdę jest w kabanosach albo w kiełbasie krakowskiej. Jak to możliwe? Do coraz niższej jakości wyrobów z mięsa przyczynia się brak jakichkolwiek norm, które określałyby np. ile w wędlinie powinno być wody. Producenci ustalają to sami, a szynką mogą nazywać cokolwiek, nawet kaszankę.

Normy obowiązują za to w produktach mleczarskich, ale i tu nie jest dobrze. Żeby masło można było nazwać masłem, powinno mieć 80-90 proc. tłuszczu mlecznego.

- Kontrola wykazała, że do produktów nazywanych masłem dodawane są tłuszcze roślinne (nawet do ponad 84 proc.) - mówi Małgorzata Kozak. A coś, co zawiera nawet odrobinę tłuszczu roślinnego, masłem nie jest. W dodatku, podobnie jak do kiełbasy, producenci dodają do masła zbyt dużo wody. Efekt? Co trzeci produkt to podróbka. Z kolei jedna piąta jogurtów owocowych ma za mało owoców. Bywa, że nie ma ich w ogóle.

Natomiast kupując miód, trzeba uważać na nazwy. Zamiast lipowego, w słoiku możemy i tak znaleźć ten tańszy, wielokwiatowy.

Pocieszające jest tylko to, że w porównaniu z ub. rokiem poprawiła się za jakość ryb i ich przetworów. Najczęściej w puszkach było np. o ponad 20 proc. mniej ryb niż wskazywała na to etykieta. - W jednej z nich zamiast ryb znaleźliśmy też same ogony i oczy - mówi Marek Nowak ze śląskiej Inspekcji Handlowej.

Niestety, mimo coraz gorszej jakości tego, co jemy, liczba skarg dotyczących żywność jest znikoma. - Ludziom nie chce się iść reklamować serka za parę złotych. A brak norm przy produkcji wielu produktów, umożliwia producentom wprowadzanie konsumentów w błąd - komentuje Paweł Olek z Federacji Konsumentów.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy