http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Tematy dnia

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Służby zaglądają do internetu

Mariusz Jałoszewski
2009-12-03, ostatnia aktualizacja 2009-12-03 19:47

Coraz więcej instytucji chce wiedzieć, co Polacy robią w sieci. Internautów ma sprawdzać nie tylko policja, prokuratura czy skarbówka, lecz także nawet dostawcy internetu. Co dokładnie chcą robić służby?

Październik 2009: Antypiracka debata Metra
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Październik 2009: Antypiracka debata Metra
>> Witaminy dla psa i kota

* Urzędy skarbowe - chcą tropić osoby, które handlują w sieci, ale nie płacą podatków. Według założeń Ministerstwa Finansów do nowelizacji ordynacji podatkowej, urzędom mają pomagać dostawcy internetu, ujawniając dane handlujących oraz ich transakcje. Podobne uprawnienia ma dostać urząd kontroli skarbowej, wyłapujący tych, którzy nie płacą podatków. Projekt tej ustawy jest już w Sejmie.

* MSWIA i Ministerstwo Finansów - w noweli do ustawy hazardowej chcą przeforsować obowiązek blokowania przez operatorów internetowych stron z pornografią dziecięcą, treściami faszystowskimi i witryn oszustów finansowych. Miałby powstać nawet rejestr zakazanych stron. Pomysł nie jest zły, bo jak pokazuje przykład faszystowskiej strony Redwatch (publikowane są tam m.in. nazwiska, adresy i telefony działaczy antyfaszystowskich, homoseksualistów, osób o poglądach lewicowych), w internecie można nie tylko obrażać, lecz także bezkarnie wzywać do nienawiści. Nie wiadomo jednak, kto miałby wyszukiwać strony do zamknięcia (prawdopodobnie policja) ani jak oceniano by, czy łamią one prawo. Istnieje ryzyko, że niesłusznie zamknięci, zanim wygrają w sądzie, będą plajtować. Prace nad projektem trwają. Wiążąca dla rządu będzie opinia Unii Europejskiej, która może jednak zastopować pomysł. Do projektu blokowania stron zastrzeżenia zgłosiły też różne instytucje, np. UOKiK, Ministerstwo Sprawiedliwości czy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

* Policja - chce zdalnie przeglądać e-maile i twarde dyski niektórych przestępców, np. pedofilów. Funkcjonariusze chcieliby też stosować prowokacje w internecie. Dziś policja i służby specjalne mogą inwigilować internautów, powołując się np. na zagrożenie terrorystyczne, albo ścigać osoby wrzucające do sieci i ściągające stamtąd piracką muzykę oraz filmy. Jak chcą, robią to skutecznie, co potwierdza niedawny przykład zamknięcia śląskiego portalu z pirackimi plikami OdSiebie.com. Po tej akcji na tysiące internautów padł strach, że policja zapuka do ich drzwi w poszukiwaniu nielegalnego oprogramowania, muzyki lub filmów.

Czy nowe uprawnienia urzędników uderzą w wolność internetu? - Po to trwają prace nad ustawami, aby wyjaśnić wątpliwości i przygotować przepisy zgodne z konstytucją - mówi Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów. To, co dobre dla urzędników, martwi dostawców internetowych, bo to oni będą musieli wykonywać polecenia władzy.

- Jeśli do operatora kablowego skarbówka za pośrednictwem policji i prokuratury zwróci się o ujawnienie, co internauta robił o określonej godzinie, to takie informacje podamy. Ale nikogo nie będziemy tropić, to nie jest nasze zadanie - denerwuje się Marcin Moczkowski, informatyk z telewizji kablowej MacroSat. I dodaje: - Zbudowanie listy zakazanych stron jest realne, ale jak na razie robią to Chiny i wydają na to miliardy dolarów. Mimo zaawansowanej techniki niektóre zabezpieczenia i tak udaje się obejść.

Trojany jak podsłuchy

Mariusz Jałoszewski: Mamy pełzającą cenzurę czy czyszczenie internetu z chwastów?

dr Adam Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka: - To, że internet się rozwija, a władza z niego korzysta, jest nieuniknione. Ale możemy bezpowrotnie stracić wolność, jeśli nie będziemy patrzeć na to, co władza zamierza robić w sieci. Jeśli władza chce wprowadzić technologie operacyjne, np. trojany, do śledzenia na odległość zawartości twardych dysków, to niczym się to nie różni od zakładania podsłuchów i powinno się odbywać za zgodą sądu. Ale bardziej niebezpieczny jest rejestr zakazanych stron. Bo przyznaje się urzędnikom prawo stosowania cenzury prewencyjnej. Pojawia się też pytanie, gdzie będzie można się od tego odwoływać i czy blokowanie jest technicznie możliwe. Bo stronę można umieścić na zagranicznym serwerze.

Tak jest z Redwatch. Ale to akurat przykład potrzeby zamykania takich strony. Tylko jak to robić?

- Może wystarczy, że dobrowolnie zgodzimy się na zakładanie filtrów na takich stronach przez dostawców internetu. Niestety, na część rzeczy musimy się godzić. Również na to, że urzędnicy będą nas kontrolować, jeśli dostaną takie uprawnienia. Ale nie można wylać dziecka z kąpielą, bo internet to instrument kontroli władzy. Tu każdy może uczestniczyć w debacie publicznej.

To nie cenzura w chińskim wydaniu

Mariusz Jałoszewski: Czy czeka nas era odpowiedzialnego internetu?

prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z UW: - Weszliśmy w erę rzeczywistości wirtualnej. Ale kontrola w sieci niewiele się różni od kontroli kanarów w tramwaju. I tu, i tam można jeździć na gapę. Dlatego różne instytucje próbują dostosować się do nowej rzeczywistości. To nie cenzura i nie chodzi o takie blokowanie stron jak w Chinach. Jak ktoś chciałby sprzedawać w kiosku prasę z pornografią dziecięcą, to poniósłby karę. Pornografia w internecie nie różni się od tego.

Nie ma obaw, że urzędnicy zabiorą nam trochę wolności?

- Tak jak w realu władza nadużywa kontroli na złość obywatelom, tak istnieje niebezpieczeństwo, że będzie to robić w sieci. Ostatnio dostałem mandat za parkowanie pod Dworcem Centralnym, bo zabrakło mi 50 groszy. Nie ważne, że do parkomatu wrzuciłem wcześniej 23 zł.



Czy to pełzająca cenzura, czy porządkowanie internetu? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

1

1 głos

Brak komentarzy

Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład