>>
Pies policyjny działa jak broń Z Pawłem Frontczakiem, rzecznikiem Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, rozmawia Marcin Lewandowicz
W Permie pożar wybuchł w klubie podczas pokazu sztucznych ogni. Czy u nas też mogłaby się wydarzyć podobna tragedia? - Nie odpowiem na to pytanie. To zależy od respektowania przepisów przeciwpożarowych przez organizatorów i od ich odpowiedzialności. Jednak nie popadajmy w panikę - nie mamy w Polsce problemu płonących dyskotek, co świadczy o tym, że nasze normy są wystarczające. Zanim lokal rozpocznie działalność, musi otrzymać pozytywne opinie od rzeczoznawcy przeciwpożarowego i PSP. Musi mieć właściwie oznaczoną drogę ewakuacji, czujniki dymu, gaśnice czy hydranty. Meble, wykładziny, tapety i pozostałe elementy wystroju obowiązkowo muszą posiadać certyfikaty bezpieczeństwa, które gwarantują, że nie są łatwopalne. U nas odpalanie sztucznych ogni w środku lokalu jest zabronione.
To na początek. A dalsze kontrole, np. przed imprezami noworocznymi? - Przepisy nie nakładają na nas takiego obowiązku. Nie mamy tylu ludzi, by skontrolować każdy klub. Niektóre komendy PSP prewencyjnie robią wyrywkowe kontrole, ale na wąską skalę - sprawdzają dosłownie kilka klubów.
Przed sylwestrem organizatorzy upiększają wnętrza klubów dekoracjami. Tego, czy posiadają one atesty, już nie sprawdzacie. Jakie dekoracje mogą stwarzać zagrożenie? - Groźne na pewno nie są kolorowe balony wypełnione sprężonym powietrzem ani świeczka w niedużym stroiku umieszczona na stole. Dużym zagrożeniem są ozdoby z papieru i tworzyw sztucznych wieszane na ścianach oraz pod sufitem. Są łatwopalne, wytwarzają toksyczny dym, łatwo się topią. Płonące krople i fragmenty materiału mogą spadać na ludzi.
Co grozi za nieprzestrzeganie przepisów przeciwpożarowych? - Nakładamy mandaty zgodnie z taryfikatorem, ale przyznaję, że kilkusetzłotowa kara nie zawsze jest skuteczna. Można też nakazać usunięcie zagrożenia lub zamknąć lokal. Nie prowadzimy jednak statystyk i trudno mi powiedzieć, ile takich postanowień wydajemy.
Jakie są najczęstsze grzechy organizatorów zabaw? - Pamiętam, jak około czterech lat temu kontrolowałem lokale w Bydgoszczy i Toruniu. W jednym z klubów organizatorzy wynieśli niepotrzebne stoły i krzesła na zaplecze, tarasując drogę ewakuacyjną. W innym zakryto na sali gaśnicę, bo jej kolor nie pasował do wystroju. Zdarzały się też źle umieszczone lub zakryte tablice ewakuacyjne.
Jak się zachować w przypadku pożaru? - Spokojnie, jak najkrótszą droga opuścić lokal. Nie szukać zgubionego portfela czy płaszcza w szatni. Koniecznie wezwać straż pożarną, nawet jeśli obsłudze uda się ugasić pożar. Przyjedziemy i sprawdzimy, czy można bezpiecznie kontynuować zabawę. O pożarze kościoła św. Katarzyny w Gdańsku przed trzema laty zawiadomiono nas dopiero po 31 minutach. Gapie robili zdjęcia, ale nikt nie pomyślał, żeby zadzwonić na 998 czy 112.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl