http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łykamy promocje jak indor kluski

Katarzyna Zacharska
2009-12-10, ostatnia aktualizacja 2009-12-10 16:54

Świąteczne opakowania, znikające promocje, wszechobecni mikołaje i kolędy - to tylko niektóre ze świątecznych pułapek na klientów. To, że wiemy o ich istnieniu, wcale nie oznacza, że umiemy się przed nimi bronić

Targi Bożonarodzeniowe na Rynku Głównym w Krakowie
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja
Targi Bożonarodzeniowe na Rynku Głównym w Krakowie
>> Pies policyjny działa jak broń

Przeciętna polska rodzina (czteroosobowa) wyda na przygotowanie tegorocznych świąt około 1500 zł, z czego połowę na prezenty. Badania pokazują, że okres przedświąteczny to często jedna czwarta całorocznego utargu sklepów. Jest więc się o co bić.

Metody, jakimi atakują nas sklepy, znane są psychologom społecznym od dawna. - Jeżeli ktoś zna książkę Roberta Cialdiniego "Wywieranie wpływu na ludzi", to wszystkie tytuły jej rozdziałów może zaobserwować w praktyce na swojej skórze, właśnie przed świętami - mówi psycholog społeczny dr Marzena Mazur.

Pierwsza z nich to promocje. - Zupełnie nie przeszkadza nam, że większość z nich jest fikcyjna - ocenia psycholog. Po prostu nad ceną produktu ukazuje się przekreślona wyższa, która nigdy nie istniała. Kupujemy więc zabawki, kosmetyki, a często meble i inne rzeczy w przeświadczeniu, że to niebywała okazja, jaka nam się trafiła.

- Przed świętami w sklepach szczególnie atakowane są nasze zmysły. Niedoceniany przez wiele lat w marketingu zapach staje się podstawowym narzędziem. Naukowo dowiedziono, że jeżeli w jakimś miejscu ładnie pachnie, ludzie są bardziej skłonni do pomagania innym. Korzystają z tego firmy organizujące wszelkiego rodzaju akcje charytatywne. Zbiórki pieniędzy są umiejscowione raczej przy stoisku z pieczywem niż między półkami z chemią gospodarczą. Poza tym, jak ładnie pachnie, to więcej kupujemy - mówi psycholog.

Wszechobecne w sklepach kolędy, które mają wprowadzić nas w domowy nastrój i odświętną atmosferę, też zwiększają sprzedaż. - Przy tym warto zwrócić uwagę na to, że w godzinach szczytu w dużym sklepie usłyszymy raczej "Przybieżeli do Betlejem" niż "Lulajże Jezuniu". Bo skoczna muzyka sprawia, że więcej wkładamy do koszyka - kontynuuje psycholog.

Nieoczekiwanie towary zmieniają miejsce na pólkach. Najdroższe ustawiane są w zasięgu naszego wzroku. Te najtańsze - najniżej albo gdzieś zupełnie wysoko, gdzie trudno dosięgnąć. Z zabawkami jest trochę inaczej, mają je przede wszystkim dostrzec najbardziej zainteresowani. Jeżeli dziecko jakimś cudem przeoczy siedem rodzajów kucyka do czesania i przewijania, to przypomni o tym reklamowa piosenka dobiegająca z monitora umieszczonego przez producenta na półce z zabawkami.

Na monitory z reklamami stać jednak tylko niektórych. Większość producentów przed świętami oferuje nam te same produkty, tylko w świątecznych opakowaniach. Ta sama czekolada w pudełku ze św. Mikołajem i wstążeczką szybciej się sprzeda niż ta leżąca obok, bez kolorowego opakowania. Dodawane są wszelkiego rodzaju gadżety, kubki do pudełek z herbatą, specjalne opakowania do torebek z przyprawami. - Warto przyjrzeć się pozornie większym opakowaniom produktów, które często przed świętami rosną, ale tylko optycznie - przestrzega psycholog. Flakony perfum z grubego jak denka od słoików szkła czy wydłużone opakowania kawy nie zmieniają często swojej gramatury. Tylko lepiej wyglądają, dając wrażenie, że w środku jest czegoś więcej. - Kolejną zasadzką są promocje "więcej za mniej" - wylicza psycholog. Dzięki temu kupujemy nadmierne ilości rzeczy, których nigdy nie zużyjemy, i które wcale nie były nam potrzebne. Zamiast oszczędzać, wydajemy faktycznie więcej.

- Możemy jednak się przed tym wszystkim skutecznie bronić - dodaje otuchy Marzena Mazur. I podkreśla, że musimy przestrzegać trzech złotych reguł. Pierwsza to lista zakupów - należy bardzo konsekwentnie przestrzegać tego, co tam spisaliśmy. Bez niej lepiej nie wchodzić do sklepu. Drugą ważną sprawą jest ustalenie kwoty, którą chcemy wydać na zakupy. Jeżeli jest to 100 zł, to najlepiej wziąć ze sobą dokładnie tyle, a kartę zostawić w domu. Jeśli zauważymy coś naprawdę atrakcyjnego, to wróćmy po to następnego dnia, kiedy emocje opadną. - Trzecia zasada mówi o tym, żebyśmy byli czujni i pamiętali, że szczególnie w okresie świątecznym sklepy zastawiają na nas pułapki, które łykamy, jak powiedziałaby moja babcia, jak indor kluski - dodaje psycholog.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Łykamy promocje jak indor kluski kakanek81 11.12.09, 17:52

    Witam!!! Ja to się tylko trochę znam na...ale Swoje powiem.Czytając ten artukuł naszła mnie pewnego rodzaju refleksja. Dla mnie PRL to nie była jakaś "czarna dziura" ale jak najbardziej »