Nie widać końca sporów o alkohol na narciarskich trasach. W październiku rząd wycofał się z bezwzględnego zakazu jady na nartach po grzańcu. Teraz częściową prohibicję chce wprowadzić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, które przygotowało projekt nowelizacji ustawy o ratownictwie górskim. Resort proponuje, żeby na nartach i snowboardzie nie mogły jeździć osoby, "których zachowanie wskazuje, że znajdują się w stanie nietrzeźwości" lub są "pod wpływem środków działających podobnie do alkoholu", czyli narkotyków. Pijanych będą mogli usuwać zarządcy wyciągów, a za złamanie zakazu będą grozić grzywna i sprawa w sądzie o wykroczenie.
Proponowane przepisy są tak mało konkretne, że budzą wątpliwości. - Dla jednych nietrzeźwy to ten, który leży na chodniku, dla innych ten, któremu alkoholem pachnie z ust. Określenie jest nieprecyzyjne i trudne do wyegzekwowania - uważa Jacek Dębicki, naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
- Stan nietrzeźwości jest określony, liczy się od 0,5 promila alkoholu we krwi [tyle ma się po wypiciu jednego, dwóch piw, w zależności od wagi ciała]. A poziom alkoholu zarządca stoku będzie mógł sprawdzić alkotestem. Tak jest na stadionach. Jak ktoś nie da się zbadać, to nie wchodzi. W razie scysji będzie można wezwać policję - precyzuje Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Przywrócenie częściowej prohibicji na stokach to właśnie zasługa policji, która zaniepokoiła się zniesieniem zakazu jazdy na nartach po alkoholu. GOPR-owcy alarmowali, że trudno będzie wyłapać pijanych na stokach, resort gospodarki obawiał się, że turyści uciekną do Czech i na Słowację, a nasze knajpy przy wyciągach zbankrutują.
Okrojony zakaz nie będzie obowiązywał w tym sezonie, bo nie ma szans na szybkie uchwalenie ustawy. Możliwe za to, że jeszcze tej zimy dzieci do lat 15 będą miały obowiązek jazdy na nartach i snowboardzie w kaskach. Odpowiednie rozporządzenie czeka tylko na podpis prezydenta.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl