Z Wiesławem Łagodzińskim z Głównego Urzędu Statystycznego, który będzie koordynował Narodowy Spis Powszechny, rozmawia Michał Stangret
Spisy powszechne robiło się za Heroda, gdy władca chciał wiedzieć, ilu ma poddanych. Może jeszcze za komuny miały sens, bo władza chciała kontrolować obywateli. Ale po co je robić w XXI w.? - Robią je wszystkie kraje świata. Tak się umówiliśmy, że mniej więcej co 10 lat, w okolicy okrągłych dat, cały świat zbiera informacje o ludziach. Taka fotografia, zrobiona wszędzie w tym samym czasie, pozwala zbilansować informacje o tym, co się dzieje z ludźmi, skąd i dokąd migrują, czym się zajmują, jak mieszkają, ile mają dzieci. Dzięki tym informacjom rządy państw, Unia Europejska i ONZ opracowują strategie rozwoju oświaty, mieszkalnictwa czy transportu. Dzięki nowemu spisowi powinniśmy ustalić np. ilu dokładnie Polaków wyemigrowało na Wyspy. W 2002 r. blisko 400 tys. osób zadeklarowało przynależność do innej narodowości niż Polska. Zobaczymy, czy ta tendencja utrzymała się np. na Śląsku.
Przecież wszystkie informacje o nas są już w systemach komputerowych ZUS, Urzędów Skarbowych, gmin. Nie wystarczy to zebrać? - To wszystko jest, ale w oddzielnych systemach komputerowych. Koszt zebrania informacji z tych systemów byłby ośmiokrotnie wyższy od kosztów spisu powszechnego.
Ile zapłacimy za spis? - Poprzedni kosztował ok. 550 mln zł, ten będzie już kilkakrotnie tańszy. W 2002 r. w kraj poszło 200 tys. rachmistrzów, pukali od drzwi do drzwi, nosząc miliony formularzy, na które trzeba było wyrąbać kilkanaście tysięcy hektarów lasów. Teraz będzie inaczej: podstawą staną się formularze elektroniczne, wypełniane samodzielnie przez obywateli.
Każdy, kto skończył 18 lat, dostanie z gminy hasło i login do formularza. Jeszcze nie jest do końca ustalone, w jaki sposób przekażemy te dane. Może przyjdą pocztą, a może rozniosą je rachmistrze. Możliwe, że loginem będzie po prostu imię i nazwisko, a hasłem numer PESEL.
W razie kłopotów, ludziom pomagać będzie 15-20 tys. rachmistrzów. Jeżeli przez jakiś czas formularz nie zostanie wypełniony, przyjdą do domu zwlekających ankietowanych. Oczywiście obywatele sami będą mogli wcześniej zgłosić w gminie, że wolą wizytę rachmistrza od elektronicznego formularza. Przypuszczamy, że może to dotyczyć osób starszych.
Zapytacie nas o narodowość, wykształcenie, pracę, stan cywilny, liczbę pokoi w mieszkaniu... Również o to, w co wierzymy? - Będzie pytanie o wyznanie, ale na zasadzie dobrowolności, bez przymusu odpowiedzi. Tak samo nieobowiązkowe będą te o związki nieformalne czy liczbę planowanych dzieci. Nie będzie pytań o orientację seksualną czy poglądy polityczne - prawo na to nie pozwala. Listę pytań ustali GUS. Będą dwa formularze, w sumie 70-85 punktów.
Ale i tak wielu ludzi może się poczuć jakby Wielki Brat czuwał. - Tak się mogą czuć mieszkańcy Danii, Norwegii, Finlandii czy Szwecji, gdzie system zbierania informacji o obywatelach opiera się na elektronicznych rejestrach sprzęgniętych w jeden system. Gdy Duńczyk coś kupuje w sklepie, rozwodzi się, płaci mandat czy kupuje bilet kolejowy, informacja o tym trafia do jednego systemu. Niewykluczone, że podobnie będzie u nas, ale to odległa perspektywa.
Co jeśli ktoś odmówi odpowiedzi na wasze pytania? - To tak, jakby się wypisał z kraju. Narodowy Spis Powszechny jest obowiązkowy i nie można odmówić odpowiedzi. Do osób, które będą robiły uniki, wyślemy list przypominający, a potem rachmistrza. Jeśli pozostaną oporni, sprawa trafi do sądu. Zgodnie z prawem osoba, która odmawia wzięcia udziału w spisie, podlega karze grzywny. Ustawodawca nie napisał jakiej wysokości - to orzeknie sąd. Ale brałem udział już w pięciu spisach i nie przypominam sobie ani jednego sądowego finału. Polacy nie są anarchistami.
Co państwo zrobi z tą wiedzą? W Polsce za pierwszy spis powszechny uważa się "Lustrację domów i podanie ludności" z 1789 r. Od tamtej pory w kraju były 23 spisy, w tym sześć po II wojnie światowej. Uzyskane przez GUS w ten sposób indywidualne dane o obywatelach objęte są tajemnicą: agendy rządowe mogą korzystać tylko z informacji statystycznych stworzonych na ich podstawie. Nie wolno udostępniać tej dokumentacji firmom ani osobom prywatnym.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl