
Demonstrujące wczoraj setki alterglobalistów i anarchistów omal nie wdarły się do Bella Center, gdzie trwają obrady. Najbardziej bojowi uczestnicy zadymy tłumaczyli, że chcą zmienić konferencję w "zgromadzenie ludowe", które wreszcie coś postanowi. Policja użyła gazów łzawiących i pałek. Nikt nie został ranny, zatrzymano za to 230 osób. Wściekłość manifestantów rośnie z każdą, odbywającą się już codziennie demonstracją, bo kopenhaski szczyt to jak dotąd czcza gadanina. - Ludzie domagają się podjęcia wiążących decyzji, a negocjatorzy i ministrowie zawiedli - mówi Robert Cyglicki , dyrektor Greenpeace Polska, który przygląda się obradom.
Szczyt zwołano, by uzgodnić o ile wszystkie kraje świata ograniczą emisję gazów cieplarnianych, gdy po 2012 r. wygasną dotychczasowe ustalenia z Kioto. Drugą ważną kwestią miało być ustalenie, czy państwa bogate mają dać krajom uboższym pieniądze na walkę z emisją i negatywnymi skutkami zmian klimatycznych. W obu sprawach najodważniejsze propozycje przedstawiła Unia Europejska, która chce zaproponować redukcję CO2 o 30 proc. do 2020 r. i ofiarować ok. 7 mld euro na pomoc dla państw rozwijających się.
Uboższe kraje z tzw. grupy G-77 chcą więcej. Z poparciem Chin swoje potrzeby dotyczące walki z ociepleniem obliczyły nawet na 270 mld euro rocznie. Zdaniem amerykańskiego "Wall Street Journal" świadczy to o tym, że niektórym krajom zależy jedynie na wyciąganiu miliardów euro i dolarów.
- W Kopenhadze problemy stwarzają Stany Zjednoczone, Chiny i Indie, czyli główni emitenci CO2, którzy nie chcą zaangażować się w ochronę klimatu równie intensywnie co UE - powiedział zaś premier Donald Tusk, który również leci do stolicy Danii.
Dziś ma tam się zakończyć redagowanie dokumentu końcowego. Jutro poznają go prezydenci USA, Rosji, Francji oraz premierzy Chin i Indii. I może coś postanowią. To w związku z ich przybyciem duńska stolica zamieniła się w twierdzę. Na czas przejazdów konwojów VIP-ów z lotniska i hoteli do Bella Center ruch w Kopenhadze zostanie sparaliżowany.
Czy to zakrojone na gigantyczną skalę i warte kilkadziesiąt milionów euro klimatyczne show coś zmieni? Trudno być optymistą. W przygotowanym już projekcie dokumentu kończącego szczyt nie ma żadnych liczb. - Kopenhaga i tak nie zakończy się prawnie obowiązującym porozumieniem międzynarodowym. Na porozumienie trzeba będzie jeszcze poczekać co najmniej kilka miesięcy, może nawet rok - powiedział nam Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.
Z Robertem Cyglickim, dyrektorem Greenpeace Polska, rozmawia Jacek Różalski Czy zwołanie dwutygodniowego szczytu nie było tylko stratą czasu? - Wszystko zależy od tego, czy przywódcy podpiszą wiążące wszystkich porozumienie. Te dwa tygodnie rozmów były potrzebne, bo nie ma szans, by szybciej mogło dogadać się 200 państw, mających najczęściej sprzeczne interesy. Dlatego pracowaliśmy w grupach roboczych.
Czyli szczyt już poniósł klęskę? - Nie wyobrażam sobie, by tyle pracy mogło pójść na marne, a politycy przyjechali tylko po to, by zrobić sobie fotografię. Ludzie by im tego nie wybaczyli.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl