
Znowelizowana ustawa ograniczająca hazard w Polsce, która błyskawicznie przeszła przez obrady Sejmu, najbardziej uderzyła we właścicieli i dzierżawców tzw. jednorękich bandytów. Po pierwsze - drastycznie podnosi podatek od każdego z nich (z 800 zł do 2 tys. zł). Drugi cios to koncesje. Wszyscy właściciele maszyn stracą je - najpóźniej w ciągu pięciu lat. W przyszłości na automatach będzie można grać tylko w zarejestrowanych kasynach, do których dostęp będą mieli pełnoletni. Wszystko wskazuje jednak na to, że jednoręcy bandyci znikną z polskich ulic znacznie wcześniej.
Ryszard Kandziora, właściciel pubu Kangurek we Władysławowie i stojących tam automatów przyznaje, że czegoś podobnego nie widział od 16 lat. Jego lokal sprawdzały już nadzór budowlany, sanepid, straż pożarna i graniczna. - Podejrzewam, że lada dzień zjawią się skarbówka i izba celna, bo ich jeszcze nie było - mówi.
Właściciele lokali przyznają, że teoretycznie kontrole nie mają nic wspólnego z automatami. W praktyce kontrolerzy szukają czegokolwiek, by zmusić właścicieli do pozbycia się maszyn. Tak było np. w jednym z barów w Tychach, gdzie automaty zniknęły po kontroli straży pożarnej. Właściciel nie chciał kolejnych kłopotów, po tym jak zapłacił 5 tys. zł mandatu za źle podłączony piec grzewczy.
Ale największe kłopoty mają spółki, które bezpośrednio żyły z automatów.
- Nikt nam nie pozwoli działać do końca koncesji - mówi przedstawiciel firmy Pacogames z Tychów, dystrybutor automatów. Podobnie jak większość rozmówców z tej branży, nie chce się przedstawić. - Od kilku tygodni mamy kontrole wszystkich możliwych służb. Wychodzą strażacy, puka nadzór budowlany i tak w koło. Jak dobrze pójdzie, zwolnię tylko 2-3 osoby. Ale i to nie jest pewne, bo dziś ci sami urzędnicy, którzy kilka miesięcy temu dopuszczali automaty do użytku, wycofują je, twierdząc, że nie spełniają norm.
- Z końcem roku zamykamy interes - twierdzi zaś przedstawicielka firmy Royal Group Services z Gdyni, zajmującej się konserwacją maszyn. - Nie ma co serwisować, bo automaty z barów i punktów coraz częściej wracają do dystrybutorów - dodaje.
Kolejna z firm (nie chce podać nawet nazwy) osiem miesięcy temu wzięła 5 mln zł kredytu na zakup nowych maszyn. Dziś została z gigantycznym kredytem i brakiem perspektyw na jego spłatę. Właściciel napisał do Ministerstwa Finansów list z pytaniem, co ma teraz zrobić. Odpowiedzi nie otrzymał, a przedstawiciele branży hazardowej szacują, że z 50 tysięcy legalnie zarejestrowanych w naszym kraju automatów, z użytku wycofano już połowę. Pozostałe znikną po Nowym Roku, kiedy wzrosną podatki.
- Przy 2 tys. zł podatku musiałbym z maszyny miesięcznie wyjmować 3,5 tys., żeby opłacało się ją trzymać. A to nierealne - podsumowuje właściciel "Kangurka".
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl