Odludny las, wartownia, płot dwumetrowej wysokości, za nim kilka piętrowych budynków. To ośrodek dla cudzoziemców w dawnych koszarach w Dębaku pod Warszawą.
Tu w nocy ze środy na czwartek przywieziono ponad 100 uchodźców z Czeczenii i Gruzji, których straż graniczna zawróciła we wtorek w Zgorzelcu, gdy chcieli nielegalnie wyjechać pociągiem z Polski. Uchodźcy rozpoczęli protest głodowy. Nie zgodzili się zamieszkać w przygotowanych dla nich pokojach. Zamiast na metalowych pryczach w szarych, odrapanych kiltkach, całe rodziny śpią na podłodze w stołówce. - Będziemy głodować aż do samobójstwa - zapowiada starszy Czeczen, cieszący się autorytetem w grupie.
Większość z nich w ośrodku w Radomiu czekała na przyznanie statusu uchodźcy w Polsce. W trakcie tej procedury cudzoziemcom nie wolno opuszczać kraju. Ok. 230 Gruzinów i Czeczenów wsiadło jednak z dziećmi i całym dobytkiem w pociąg do Drezna, by - jak mówią - podczas Światowego Marszu Pokoju w Strasburgu zaprotestować przeciwko złemu traktowaniu w Polsce i fatalnym warunkom panującym w Radomiu.
By zażegnać kryzys, do Dębaka przyjechali wczoraj urzędnicy z Urzędu ds. Cudzoziemców. Uchodźcy domagają się zwolnienia w ciągu 72 godzin 33 osób, które jechały z nimi w pociągu i zostały zatrzymane przez straż graniczną. Według funkcjonariuszy, były w Polsce nielegalnie, więc grozi im deportacja. Uchodźcy chcą do niedzieli znaleźć się w Strasburgu: Polska miałaby zapewnić im legalny wyjazd i bilety pierwszej klasy w obie strony. Oczekują też, że prezydent RP przeprosi ich za złe traktowanie.
- Przekazaliśmy te postulaty szefowi urzędu. Analizuje je - powiedziała po spotkaniu w Dębaku rzeczniczka UDSC Ewa Piechota. Nie chciała ocenić, czy żądania uchodźców są realne.
Na co skarżą się protestujący? - W Zgorzelcu, gdy tylko spod pociągu odeszli dziennikarze, funkcjonariusze straży granicznej zaczęli nas wyzywać i bić. Kopali nawet kobiety - mówi 16-letni Arbi, który od roku żył w radomskim ośrodku z matką i bratem. - Moją dwuletnią wnuczkę chwycili za ubranie i wyrzucili na śnieg - dodaje 50-letnia Czeczenka.
Ośrodek w Radomiu Czeczeni wspominają jak piekło. Jedna z kobiet pokazała nam film nakręcony komórką: grzyb na ścianach, gnijące podłogi, nikt nie chciałby tam żyć z własnej woli. Ale najgorsza była agresja i brak akceptacji ze strony lokalnej społeczności. - Kto wyszedł sam poza ośrodek, był napadany i okradany. Jeden z nas nawet dostał nożem. Kobiety bały się same chodzić do sklepu. Były wyzywane za chusty na głowach - opowiada Abuła, który w Radomiu spędził dwa lata. W listopadzie nastąpiła eksplozja nietolerancji: pod ośrodek przyszło 70 zamaskowanych ludzi. - Mieli transparenty "Polska dla Polaków". Krzyczeli: "Zejdźcie tu, to was zabijemy" - relacjonują Czeczeni.
Co na to Urząd ds. Cudzoziemców? - W listopadzie ośrodek w Radomiu dostał najgorszą notę z całej Polski - przyznaje Małgorzata Tłustochowicz, kierująca zespołem kontroli. Informacji o napadach i nienawistnych manifestacjach nie skomentowała. Jej zdaniem większość uczestników protestu została wmanewrowana przez osoby, które otrzymały już dwie odmowy przyznania statusu uchodźcy. - Wiedząc, że nie mają szans na pobyt w Polsce, próbują wywrzeć nacisk, by jednak tu pozostać i uniknąć deportacji do Czeczenii - mówi urzędniczka.