http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Źle się dzieje w państwie duńskim

Jacek Różalski
2009-12-17, ostatnia aktualizacja 2009-12-17 19:44

Nadzieje na zakończenie szczytu klimatycznego sukcesem stopniały niemal do zera

Na ulicach Koenhagi od początku szczytu trwają protesty tych, kórzy nie wierzą, że politycy cokolwiek załatwią
Fot. PETER DEJONG AP
Na ulicach Koenhagi od początku szczytu trwają protesty tych, kórzy nie wierzą...


Jeszcze na początku tego tygodnia niektórzy liczyli, że pojawienie się w Kopenhadze prezydentów i premierów światowych mocarstw sprawi, że prawie dwa tygodnie rozmów na temat sposobów powstrzymania globalnego ocieplenia zakończą się podpisaniem porozumienia. Dziś już wiadomo, że raczej nic z tego nie będzie. Prezydent USA Barack Obama, który w duńskiej stolicy zjawi się dopiero dziś, cudów nie zdziała. Już wczoraj zasygnalizowała to sekretarz stanu Hillary Clinton. Zadeklarowała, że jej kraj do roku 2020 r. jest w stanie wykładać 100 mld dol. rocznie na pomoc dla biednych państw w ich walce z ociepleniem klimatu, ale pod pewnym warunkami. USA czeka na to, co zrobią Chiny. Uważa, że skoro to one emitują najwięcej CO2, i w dodatku żądają na jego redukcję pieniędzy, to powinny zgodzić się na przeprowadzenie niezależnych pomiarów. A z tym jest kłopot. - Trudno sobie wyobrazić, by doszło do finansowych i prawnych zobowiązań w sytuacji braku przejrzystości ze strony drugiego największego emitenta - powiedziała Clinton.

Pekin jeszcze nie odpowiedział na tę zaczepkę, ale nie wróży ona raczej porozumienia, od którego zależy powodzenie obrad. Nadzieje na to stracili nawet sami organizatorzy spotkania.

- Szanse na porozumienie są niewielkie, gdyż negocjacje między biednymi i bogatymi krajami utknęły w martwym punkcie - powiedział wczoraj anonimowy duński urzędnik. Duńczycy chcieli, by ukoronowaniem konferencji było przede wszystkim ustalenie, o ile państwa będą redukować gazy cieplarniane oraz zgromadzenie funduszy dla biednych krajów, które nie są w stanie poradzić sobie ze skutkami zmian klimatu. Wczoraj ostatecznie zrezygnowano nawet z przygotowywania dokumentu podsumowującego szczyt. Los negocjacji pozostawiono liderom, którzy od wczoraj zjeżdżali z całego świata.

- Niepowodzenie wiąże się z ryzykiem dramatycznych szkód, które dotkną w szczególności najuboższe państwa, ale nikt się przed nimi nie uchroni - ostrzegała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Powtórzyła, że Unia Europejska nadal jest gotowa w ciągu najbliższych trzech lat dać krajom ubogim ponad 7 mld euro, a do 2020 r. nawet 100 mld rocznie, oraz zmniejszyć do tego czasu emisję o 20, a nawet 30 proc., o ile inne państwa zobowiążą się zrobić to samo.

Były wiceprezydent USA i guru ekologów Al Gore zaproponował więc, że szansą na uratowanie szczytu może być to, by w lipcu 2010 r. w Meksyku odbyła się konferencja. Podczas niej będzie można sfinalizować porozumienie, jakie uchroni świat przed katastrofą, która zdaniem ekologów czeka nas w wyniku ocieplenia klimatu.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów