http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Straciliśmy czy zyskaliśmy dzięki reformom Balcerowicza? Z listów do "Metra"

metro
2009-12-17, ostatnia aktualizacja 2009-12-17 19:53

Leszek Balcerowicz
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Leszek Balcerowicz


"Lewym sierpowym na dwudziestolecie" zatytułowaliśmy tekst w środowym "Metrze", w którym opisujemy, jak przedstawiciele "Krytyki Politycznej" porównują reformy Balcerowicza do wprowadzenia stanu wojennego (tezy: represje przeciwko ruchowi społecznemu po 13 grudnia 1981 r. były według tej samej logiki co reformy Balcerowicza; w 1990 r. społeczeństwo dało sobie narzucić terapię szokową, bo wcześniej stan wojenny przetrącił mu kręgosłup).

Pomijając przede wszystkim ocenę historyczną takiego rozumowania, uważamy, że krzywdzi ono autora reform gospodarczych. A skoro te tezy rozpowszechniają przedstawiciele coraz popularniejszej zwłaszcza wśród młodych "Krytyki Politycznej", to nie można przejść nad tym do porządku dziennego. Wczoraj opublikowaliśmy napisany dla "Metra" komentarz Witolda Gadomskiego z "Gazety Wyborczej". Dziś kolejne polemiki oraz listy od czytelników "Metra", w tym również tych, którzy popierają lewicowych publicystów.

"Prawda" lewicy

„Prawda” „Krytyki Politycznej” stroi się w cudzysłów, podobnie jak sowiecka gadzinówka, w której komunistyczni dygnitarze ogłaszali obowiązującą partyjną doktrynę - pisze liberalny publicysta Leszek Jażdżewski*

Maciej Gdula z "Krytyki Politycznej", porównując w radiu TOK FM stan wojenny do reform Balcerowicza, wpisuje się w długą tradycję kłamstwa na usługach lewicowej ideologii, dziedzictwa, od którego dotychczas "Krytyka Polityczna" wydawała się odcinać.

Stan wojenny był zwycięstwem kłamstwa opartego na przemocy. Ideologią wcielaną przy pomocy bagnetów. W krajach bloku socjalistycznego zniewolenie nazywano wolnością, kłamstwo prawdą, nędzę dobrobytem. Język stał się wyłącznie narzędziem politycznej propagandy, niemożliwa była jakakolwiek dyskusja. Jedyne kryterium prawdy to jej użyteczność dla partii, a jedyny argument - stojąca za nią naga siła, "nawracająca" wszystkich nieprawomyślnych. Jak pisał Karl Popper w "Road to Self-Enslavement": "Prowadziło to do społeczeństwa, w którym rządziło pustosłowie, pustosłowie składające się w większości z kłamstw wypowiadanych przez tzw. liderów wyłącznie w celu samoakceptacji i samouwielbienia. Ale był to też koniec ich zdolności do myślenia. Stawali się niewolnikami własnych kłamstw, podobnie jak wszyscy pozostali (...). Akceptacja kłamstwa jako uniwersalnej intelektualnej waluty wypiera prawdę - tak jak zły pieniądz wypiera dobry."

Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie

Zwycięstwo "Solidarności" w 1989 roku było zwycięstwem prawdy nad kłamstwem. Słowom przywrócono ich znaczenie. "Solidarność" z Balcerowiczem na czele przeprowadziła Polskę przez Morze Czerwone, od bankrutującego na naszych oczach socjalizmu do kapitalizmu. W pewnym sensie na nowo stworzyła Polskę, która budziła się z długiej, czterdziestopięcioletniej śpiączki. To przebudzenie, po tylu latach opierania gospodarki na fikcji i partyjnych wytycznych, musiało być bolesne.

Ludzi określających się mianem liberałów w Polsce w momencie upadku PRL-u można by zapewne pomieścić w średniej wielkości uniwersyteckiej auli. Narzucenie przez nich wszystkim Polakom neoliberalnych poglądów byłoby sukcesem porównywalnym z rewolucją przeprowadzoną przez Lenina i jego garstkę bolszewików, o jakim marzy zapewne wznawiająca jego pisma "Krytyka Polityczna".

Plan Balcerowicza stworzył nowy system, system oparty na wolności obywateli do dysponowania swoją własnością, umiejętnościami i czasem zgodnie ze swoją wolą. System, w którym także i lewica mogła zająć należne jej na scenie politycznej miejsce.

O to, że nie zajęła, może mieć tylko pretensje do siebie, a nie do "totalitarnego, neoliberalnego języka" i "przemocy symbolicznej", jaką narzucono jakoby elitom i społeczeństwu po 1989 r. Ten pseudointelektualny język jest wyłącznie ideologią dorabianą post factum, mającą ukryć realną słabość i brak szerszego oddźwięku na poglądy radykalnej lewicy, które w najlepszym wypadku można określić jako skrajnie utopijne. Bo czym jeśli nie neoliberalną tyranią można wytłumaczyć fakt, że społeczeństwo nie chce słuchać tych, którzy tak dobrze dla niego chcą?

Być może w akcie desperacji "Krytyka Polityczna" postanowiła iść śladem tych, którzy używając hasła "Balcerowicz musi odejść", przez lata budowali swój kapitał polityczny na zorganizowanej nagonce, posługując się kłamstwem, oszczerstwem i manipulacją. Biorąc pod uwagę to, jak skończyli, chce się powiedzieć za Aleksandrem Kwaśniewskim - "towarzysze, nie idźcie tą drogą".

* Leszek Jażdżewski , publicysta, politolog, współzałożyciel i redaktor naczelny magazynu „Liberté!”, członek stowarzyszenia Projekt: Polska

Ja, młody lewicowiec

Postanowiłem wyrazić swoje zdanie nt. reform prof. Balcerowicza i stosunku do nich młodej lewicy, której sam czuję się przedstawicielem (choć nie jestem zrzeszony w żadnej partii/organizacji lewicowej). Moim jedynym politycznym doświadczeniem był udział jako kandydata w wyborach sejmowych w 2005 roku jako kandydat z ramienia Zielonych 2004 (na zaproszenie znajomych).

Zgadzam się z autorem artykułu, ale tylko częściowo - to nie stan wojenny "przetrącił kręgosłup" społeczeństwu!, ponieważ był wydarzeniem, które miało miejsce na początku lat 80-tych. Reformy prof. Balcerowicza miały miejsce 10 lat później i nie miały (bezpośredniego) związku z wydarzeniami sprzed dekady. To one same stanowiły przykład zastosowania "doktryny szoku" (Naomi Klein "Doktryna szoku") - "rewolucyjne" zmiany polityczne '89 roku otworzyły możliwość podjęcia radykalnych kroków. Ówczesnemu (pierwszemu quasi-demokratycznemu) rządowi Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy zaproponowały kilka alternatywnych dróg przejścia od gospodarki centralnie sterowanej do tzw. "wolnorynkowej" - prof. Balcerowicz wybrał opcję najbardziej radykalną, najdalej idącą.

Zmiana ustroju to właśnie wydarzenie, które wpisało się w schemat zastosowania "doktryny szoku" - w skrócie chodzi o to, że tego typu wydarzenia (np. rewolucja systemowa, kataklizmy naturalne, konflikty zbrojne itp. itd.) powodują, że ludność cywilna staje się bardziej podatna na niekorzystne dla siebie zmiany - w pierwszej kolejności chcąc zachować życie, zdrowie i choćby minimalną formę egzystencji. To otwiera możliwość dokonywania tzw. "trudnych reform", na których traci przytłaczająca część społeczeństwa, a zyskują nieliczni. Tak stało się w Polsce z reformami Balcerowicza, tak stało się w Chinach - brutalne stłumienie protestów na Placu Tienanmen wymierzonych w neoliberalne reformy gospodarcze, które uczyniły z Chin "fabrykę świata", a z Chińczyków tanią siłę roboczą a nie, jak się powszechnie w Polsce uważa przeciwko chińskim władzom komunistycznym jako takim.

Reformy prof. Balcerowicza istotnie wyprowadziły kraj z kryzysu, ale ich koszt był zbyt duży i po dziś dzień "odbija nam się czkawką" - przegranymi tych reform są przede wszystkim ci, którzy najwytrwalej walczyli z poprzednim reżimem - a więc robotnicy (w tym pracownicy PGRów), co stanowi swoisty paradoks historii. Ci sami ludzie, którzy wybrali dawnych solidarnościowych działaczy do władzy, tracili w latach 90-tych przez nich pracę!

Pamiętajmy o pokłosiu reform, które przyniosły w Polsce całe grupy ludzi "wykluczonych": pracownicy byłych PGRów, emeryci z głodowymi emeryturami, czy - co daje o sobie znać zwłaszcza ostatnio - młodzież, absolwenci wyższych uczelni skazani na bezrobocie lub emigrację za chlebem!

Nie oceniam jednak reform prof. Balcerowicza jednoznacznie negatywnie - uważam, że ich ocena przypadnie w udziale historykom (bez "solidarnościowego" czy "komunistycznego" rodowodu!), ale nie są one niczym "świętym", czego nie można by było krytykować, czy poddawać pod dyskusję! Reformy były konieczne, aby przebudować niewydolny system gospodarki centralnie sterowanej, ale czy koszty społeczne nie były zbyt wielkie? Pamiętajmy, że były do wyboru łagodniejsze alternatywy - dlaczego nie wybraliśmy np. modelu skandynawskiego?

Artur Chludziński - 27 lat, absolwent politologii, urzędnik

A ty co zyskałeś/straciłeś dzięki reformom Balcerowicza? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy