Mariusz Jałoszewski: Pod okiem SLD wyrastają "młode wilki" z coraz bardziej wpływowej na salonach "Krytyki Politycznej". To zazwyczaj 20-30-latkowie po dobrych studiach, o mocno radykalnych poglądach. Może za kilka lat sięgną po władzę. Otwierają w całej Polsce lokale do intelektualnych pogadanek np. modną kawiarnię przy warszawskim Nowym Świecie. Wydają książki, biuletyny, lansują ich media. Ostatnio jeden z działaczy "Krytyki..." porównał reformy Balcerowicza, które uratowały Polskę od bankructwa, do wprowadzenia stanu wojennego przez gen. Jaruzelskiego. Czy ci młodzi filozofowie i socjologowie są realną siłą na Lewicy? Czy zdobędą rząd dusz?
prof. Kazimierz Kik, socjolog z kieleckiego Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego, startował do europarlamentu z list SDPl: -"Krytyka" to nie jest żadna alternatywa dla Lewicy, oni budują lewackie stowarzyszenie. Uzupełniają główny nurt Lewicy, ale jej nie zastąpią. Bo Lewica w Polsce może mieć tylko socjalne oblicze, a "Krytyka" to intelektualne poglądy. Pięknoduchy z Nowego Światu latają za wysoko, nie dotykają ziemi. To mądra grupa intelektualistów, są oczytani, ale zawieszeni w próżni.
Wyborcy Lewicy nie czytają zachodnich marksistów czy filozoficznych rozprawek o definicjach sprawiedliwości społecznej? Kim jest ten elektorat w dzisiejszej Polsce?
- To pracownicy budżetówki, osoby na samozatrudnieniu oraz grupy zmarginalizowane: bezrobotni, biedni, mieszkańcy małych wsi i miast.
Znający kilka języków działacze "Krytyki" nie mają szans, żeby do nich trafić?
- Raczej nie. To dzieci z dobrych domów, raczej niedoświadczeni biedą, zauroczeni słowem, a nie czynem. Tworzenie klubów dyskusyjnych jest dla nich ważniejsze niż zakładanie ośrodków wsparcia dla biednych i wykluczonych ze społeczeństwa.
Więc może tak jak Lepper "Krytyka" wylansuje się na krytyce Balcerowicza i dorobku jego reform, które zna i docenia znakomita większość ekonomistów na świecie. Ostatni kryzys pokazał, że podstawy finansów państwa, jakie dał nam Balcerowicz, uchroniły Polskę od recesji.
- Działacze "Krytyki" to doktorzy nauk społecznych. Tam nie ma ekonomistów. Oni chcą wykrzyczeć prawdę i nie jest ważne, czy ona ma coś wspólnego z rzeczywistością. To nie wynika z wiedzy, ale przekonań. To lewicowa forma populizmu, dostosowująca się do politycznych zwyczajów w naszym kraju. Ale to też ślepa uliczka. Próbują krytycznie rozprawić się z czymś, co było, zamiast zaproponować coś konstruktywnego na przyszłość. "Krytyka Polityczna" jest światopoglądowa. I dopóki nasze społeczeństwo nie zaspokoi swoich potrzeb ekonomicznych, kulturalnych, cywilizacyjnych, dopóty jej idee do niego nie trafią, tak jak to jest na Zachodzie. Teraz jest w Polsce czas na Lewicę socjalną.
Ale przyznaję, że "Krytyka" oddziałuje na młode pokolenie, uczy odwagi głoszenia poglądów, krytycznego myślenia.
Chciałby pan dla swoich wnuków nauczycieli, którzy proponują nam intelektualne wyzwolenie i stawiają znak równości między Jaruzelskim, który wyprowadził na ulice czołgi, a Balcerowiczem, który miał odwagę wziąć na siebie całe odium za skutki uboczne terapii szokowej?
- Wolę, żeby uczyła "Krytyka Polityczna", a nie Ojciec Rydzyk, bo dziś innego wyboru nie ma. "Krytyka" będzie mieć coraz większy wpływ, ale jej rządy nie wchodzą w grę. Bo o władzę trzeba walczyć.
A jakie jest zdanie doświadczonego socjologa o reformach Balcerowicza?
- Pozytywne. Do gospodarki rynkowej weszliśmy szybko. Gdybyśmy się ociągali, szkód mogłoby być więcej. Balcerowicz wykonał wielką pracę, z której owoców korzysta również dzisiejsza Lewica. On, a nie oni przejdzie do historii.
Źródło: Dziennik Metro