http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Orgia konsumpcji kiedyś się skończy

Michał Stangret
2009-12-23, ostatnia aktualizacja 2009-12-23 16:24

Biznesowi z jednego z najważniejszych świąt chrześcijańskich udało się zrobić największe wydarzenie handlowe roku. Ale nie jesteśmy samobójcami i kiedyś przyjdzie opamiętanie - ocenia teolog dr Jarosław Makowski

Kiermasz świąteczny w Zielonej Górze
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Kiermasz świąteczny w Zielonej Górze
ZOBACZ TAKŻE
>> Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem

Michał Stangret: Rozmawiałem z księdzem, który narzekał, że biznes podkradł Kościołowi święta Bożego Narodzenia. Że teraz to głównie konsumpcja i kupowanie, a na przeżycia duchowe zostało mało miejsca. A dla mnie Boże Narodzenie to wciąż wyjątkowe święto kościelne, podczas którego wierzący i niewierzący są razem. Świąteczne reklamy, świecidełka, tylko rangę tego wydarzenia podnoszą. Ksiądz nie dał się przekonać...

Jarosław Makowski: - Mnie też by pan nie przekonał. Biznesowi udało się bowiem dokonać w tym przypadku czegoś absolutnie nadzwyczajnego - z jednego z najważniejszych świąt chrześcijaństwa, zrobił największe w handlowym kalendarzu wydarzenie o charakterze zakupowo-rodzinnym. Sfera duchowa wydaje się dziś ekstrawagancją. Takie zawłaszczenie świąt nie ma odpowiednika w historii ludzkości.

Ale można mieć wrażenie, że na święta Bożego Narodzenia Kościół odzyskuje rząd dusz, nawet tych, które w ciągu roku mocno od niego odeszły.

- Pozornie tak się może wydawać. Jak pan pójdzie na pasterkę, to faktycznie ujrzy pan pełen kościół, ludzi śpiewających kolędy. To elementy świątecznego obrazka, który jest miły, lubimy go. Pamiętamy je jeszcze z lat dziecinnych, dlatego tak chętnie do nich wracamy. To wszystko jest takie swojskie, polskie. Jednak to wciąż otoczka świąt. Nie jestem aż takim optymistą, by się cieszyć, że ktoś raz w roku idzie do kościoła.

Ale skoro niepraktykujący idzie raz w roku do kościoła, to dla księży nadarza się niesamowita okazja ewangelizacyjna?

- Nie tyle okazja, ile - w przypadku coraz większej liczby wiernych - wręcz być albo nie być Kościoła. Dobrze byłoby, gdyby każdy ksiądz, który będzie wygłaszał w tym roku kazanie na pasterce, powiedział sobie szczerze: "jeśli ich niczym nie przyciągnę i nie chlusnę kubłem zimnej wody, to z wieloma spotkamy się dopiero za rok, przy okazji kolejnych świąt albo już w ogóle się nie zobaczymy". Mam nadzieje, że tak się stanie, choć słuchając rokrocznie pasterkowych kazań widzę, że księżom z trudem przychodzi wykorzystywanie szans, jakie ta wyjątkowa msza daje.

A co księża powinni nam wtedy powiedzieć? Że jesteśmy ignorantami, że święta sprowadziliśmy tylko do zakupów?

- Walka Kościoła z biznesem świątecznym przypomina kopanie się z koniem. Kościół nie powinien trąbić o negatywnych skutkach konsumpcji, ale pokazywać, co można dobrego zrobić. Że zamiast kupować kolejny mniej lub bardziej udany prezent, lepiej przekazać np. połowę tych pieniędzy na jakiś cel charytatywny. Nie potępiać, ale przekierowywać nasze działania - to prawdziwa szansa dla Kościoła.

Może tak będą wyglądały nasze święta za kilkadziesiąt lat? Zamiast szaleć na zakupach, pomożemy uboższym?

- Mam nadzieję, że tak. Wierzę, że ta orgia konsumpcji, którą podsycają spece od reklamy, wreszcie skończy. Ba, jestem przekonany, że człowiek nie jest samobójcą i przyjdzie taki moment, kiedy dojdzie do ściany. I wtedy przyjdzie opamiętanie, że nie można tylko uszczęśliwiać siebie, że trzeba dzielić się z potrzebującymi. Już dziś coraz więcej ludzi, zamiast spędzać ten czas na wielogodzinnych orgiach jedzeniowych, dodatkowo wpatrując się w telewizor, woli poczytać dziecku książkę albo idzie z rodziną na spacer. A takie święta już reklam nie potrzebują.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy