>>
Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem Grupa warszawskich studentów umawia się na wigilijny wieczór na Górce Szczęśliwickiej. - Co roku chodzimy tam na trzy godzinki. Postoimy, pogadamy wypijemy po piwku i jakoś przeczeka się święta - opowiada 29-letni niewierzący humanista i miłośnik praw człowieka.
Jarosław Milewczyk, mieszkający 80 km od Gdańska i jeden z opiekunów portalu Apostazja.pl, w święta poczyta i nadrobi filmowe zaległości. - To dla mnie wolny czas, wiem, że nie zadzwoni żaden klient - mówi. Urzędowo nie jest w Kościele katolickim od 2006 roku. - Z zazdrością patrzę na Holandię czy Szwecję, gdzie świąteczne spotkanie z przyjaciółmi w pubie to norma, a nie łamanie jakiegoś tabu - podkreśla.
Do krajów skandynawskich, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, gdzie celebrowanie narodzenia Jezusa jest popularne, ale nie przymusowe - jeszcze nam daleko. Nawet środowiska lewicowe nie konsolidują ateistów. Nowy Wspaniały Świat, warszawski klub "Krytyki Politycznej", do 2 stycznia będzie zamknięty. - Domyślaliśmy się, że będziemy za to atakowani. Tylko że kiedyś trzeba zrobić remanent. Jesteśmy w większości agnostykami, ale i w tej sprawie mamy parytet. Święta to nie kwestia wiary, lecz tradycji społecznej - mówi Michał Sutowski z "Krytyki...". Podkreśla jednak, że główny powód zamknięcia klubu to lewicowa potrzeba respektowania praw pracowniczych. - Ludzie chcą mieć wolne, pojechać do rodzin. Szanujemy to - usprawiedliwia się.
Krystian Legierski zdeklarowany gej i działacz partii Zieloni 2004, a także właściciel kilku modnych klubów w Warszawie, też je zamyka. - Na święta jadę do Koniakowa, do mojej ultrakatolickiej, góralskiej rodziny. Kiedyś otwierałem knajpy w święta, ale i pracownicy byli niezadowoleni, i mało było klientów - dodaje.
Jego zdaniem, dopóki ktoś nie wpadnie na jakiś błyskotliwy marketingowy pomysł, ateiści i samotni będą w święta skazani na siedzenie w domach.
Nam udało się odnaleźć tylko jedyne czynne miejsce w Wigilię - gejowski klub Rasko.
Jak to możliwe, skoro - jak wynika z różnych szacunków - świąt nie będzie obchodziło w tradycyjny sposób od pół miliona do trzech milionów Polaków? Dlaczego przynajmniej w największych miastach nie ma gdzie wyjść w czasie Wigilii?
- Jakby nas w ogóle nie było - przyznaje publicysta Roman Kurkiewicz, zdeklarowany ateista, związany z "Krytyką Polityczną". Kiedyś przejmował się tym, że w Warszawie w Wigilię nie ma gdzie wyjść. Ale już przyzwyczaił się. - W święta zewsząd atakują mnie. Kilka dni temu w TV, gdzie komentowałem sprawy polityczne, wyskoczył redaktor z jakimś zielskiem i zdechłą rybą. Złożyłem życzenia, ale kiedy trwa zmasowany katolicyzm kulinarny - bo tak nazywam rytualne religijne obżarstwo - wolę święty spokój - mówi.
Kurkiewiczowi też jest bardzo przykro, że Nowy Wspaniały Świat będzie zamknięty. - Klub powinien być otwarty, oprócz ateistów jest też przecież mnóstwo samotnych osób.
Poddaję się tradycji Adam Wojtkiewicz, apostata z Warszawy
W mojej rodzinie niespecjalnie praktykowaliśmy religijny wymiar świąt. Nie modliliśmy się, mimo bycia nominalnymi katolikami, nie chodziliśmy na mszę ani na pasterkę, nie śpiewaliśmy kolęd, bo mama miała nagrania ludzi, którzy robili to o wiele lepiej. Opłatek i 12 potraw, ryba oraz choinka były pielęgnowane u mnie w domu jako tradycja polska. Podobnie jest w mojej własnej rodzinie. Oczywiście najbardziej o tradycję dbają kobiety - moja matka i żona. Nie potrzebuję nigdzie wychodzić z domu w Wigilię. Cieszę się obecnością najbliższej rodziny, wpadną też do nas znajomi, którzy w tym roku nie jadą na święta do domu. Spotkać się z naszymi rodzicami pojedziemy dopiero 26 grudnia.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl