http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cicho w mieście, pusto w mieście

Jacek Różalski
2009-12-28, ostatnia aktualizacja 2009-12-28 19:45

Luzy w autobusach i tramwajach, wyludnione ulice, korki to tylko wspomnienie. Z największych polskich miast między świętami a Nowym Rokiem zniknęło po kilkaset tysięcy ludzi. Gdzie oni się podziali?


- Niby dzień pracy, a jest luźniej niż w niedzielne poranki. W porannym szczycie o godz. 9 autobusem jechało może z 10 osób - relacjonuje kierowca linii 131 łączącej Dworzec Centralny z warszawską Sadybą. - Stołeczną komunikacją publiczną jeździ ok. 30 proc. mniej pasażerów niż zwykle - dodaje Andrzej Skworek ze Zarządu Transportu Miejskiego.

Opustoszenie metropolii dodatkowo podkreśliła śnieżyca. W niektórych miastach w ciągu godziny spadło nawet 10 cm śniegu. Pługi i piaskarki jak zwykle wyjechały z opóźnieniem albo i nie wyjechały wcale. W zwykły dzień spowodowałoby to komunikacyjny horror, ale nie tym razem. - Droga samochodem z Bródna na Dolny Mokotów zajęła mi niespełna 20 minut. Gdy zima zaatakowała półtora tygodnia temu, stałam w korkach ponad godzinę - opowiada Anna Szymańska z Warszawy.

Przyczyna: miasta opuścili studenci oraz osoby, które z mniejszych miejscowości przyjechały tu za pracą. Okres między świętami a Nowym Rokiem spędzają w rodzinnych domach. - Z Krakowa mogło wyjechać nawet 100 tys. studentów. Z powodu ferii autobusami nie jeżdżą też gimnazjaliści i licealiści, więc zrobiło się luźniej - diagnozuje Jarosław Sabat z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Krakowie.

Wielu pracowników zrobiło sobie wolne aż do końca tego tygodnia. W niektórych firmach i urzędach na świąteczne urlopy poszła jedna trzecia, a nawet połowa pracowników.

Pustki na ulicach od razu dały się zauważyć w policyjnych statystykach - wypadków w okresie świątecznym było o jedną czwartą mniej niż rok temu. Nawet w niedzielę, kiedy policja oczekiwała szczytu powrotów ze świąt, było wyjątkowo spokojnie. - Część osób wydłużyło sobie wyjazdy i wróci do miast dopiero po Nowym Roku - mówi rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.

Ci, którzy zostali w miastach, oblegają głownie centra handlowe, gdzie zaczęły się poświąteczne wyprzedaże. Zakupowe szaleństwo panowało np. w warszawskich Złotych Tarasach, Galerii Mokotów oraz w łódzkiej Manufakturze i poznańskim Starym Browarze. Tłoczno jest też w kinach. Na mającego premierę w Boże Narodzenie "Avatara" bilety sprzedawane są na pniu.

Wzywasz hydraulika, a on na świątecznym urlopie

Z Władysławem W. Łagodzińskim, statystykiem, socjologiem oraz rzecznikiem GUS-u rozmawia Jacek Różalski

Jeszcze w Wigilię na ulicach Warszawy panował totalny kociokwik, a teraz cisza. Ilu ludzi wyjechało z miasta?

- Do pracy w stolicy codziennie dojeżdża ok. 160 tys. osób, ok. 300 tys. zjawia się tu, żeby coś załatwić. W tym tygodniu z powodu urlopów z tej pierwszej grupy przyjedzie do stolicy trochę ponad połowa. A z tej drugiej prawie nikt, bo urzędy są zamknięte albo pracują na ćwierć gwizdka. Z miasta wyjechała też połowa z ok. 300 tys. studentów. 200 tys. osób pojechało na święta do rodzin, bo pochodzą z innych części kraju lub wypoczywają w kurortach. Z Warszawy i innych największych miast w okresie świątecznym ubywa po paręset tysięcy ludzi.

W których miastach zrobiło się pusto?

- We wszystkich, które są dużymi ośrodkami naukowymi. Studenci wracają na święta do domów. Największe pustki poza Warszawą widać we Wrocławiu, bo jedna trzecia z ponad 600 tys. mieszkańców stolicy Dolnego Śląska ma korzenie w innych regionach kraju. Za to Kraków to miasto bardzo stabilne. Poza studentami większość mieszkańców nie rusza się nigdzie w czasie świąt. Jednak i tam ludzie raczej odpoczywają.

Chyba nie wszyscy wzięli urlopy?

- W tym roku dodatkowo sprzyja temu kalendarz. Wigilia i sylwester wypadły w czwartki, więc piątki są wolne. Z końcem roku organizacja pracy w wielu firmach i urzędach ustawiana jest pod święta. Kierownictwo i zwykli pracownicy stają na głowie, by to, co zostało do końca roku, zrobić jeszcze przed Bożym Narodzeniem. A później wziąć kilka dni urlopu i połączyć święta z Nowym Rokiem. Proszę spróbować wezwać teraz hydraulika lub elektryka. To raczej niemożliwe. Ale są miejsca, gdzie praca wre.

Gdzie?

- Polacy uczą się korzystać z poświątecznych wyprzedaży. Wiemy już, że z kupnem nowego telewizora czy komputera warto poczekać do "sejli". Dlatego w dużych sklepach i centrach handlowych są tłumy. Pełne są też centra rozrywki. A sporo z nas najbardziej lubi po prostu odpocząć w domu.

Wasze miasto przed Nowym Rokiem: smutne i puste, czy wreszcie dla ludzi? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów