Gdy w Polsce jeszcze trwała noc, 2,5-milionowe miasto Urumczi w północno-zachodnich Chinach budziło się do życia, a nowoczesne drapacze chmur zapełniały tysiącami mężczyzn w garniturach. W tym samym czasie, w lokalnym więzieniu, przy pomocy śmiertelnego zastrzyku z trucizną ginie 53-letni Akmal Shaikh, Brytyjczyk pakistańskiego pochodzenia, skazany w 2008 r. na karę śmierci za przemyt 4 kg narkotyków. Finałowa sprawa przed sądem, tuż przed egzekucją, miała trwać zaledwie 30 minut.
Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przyznaje, że jak naprawdę, mogła wyglądać śmierć mężczyzny możemy się nigdy nie dowiedzieć, bo w chińskich więzieniach co roku ginie od dwóch do nawet 6 tys. osób. Ich śmierci, tak jak egzekucji Shaikha, czy tego, że organy skazańców są sprzedawane pośmiertnie na czarnym rynku, nikt nie chce potwierdzić. A Urumczi, które w Księdze Rekordów Guinnessa występuje jako najbardziej oddalone od morza miasto na świecie, może dziś dopisać do swej historii kolejny "rekord": była to pierwsza od pół wieku egzekucja obywatela kraju europejskiego w Chinach.
Protestował przeciwko niej cały świat. Prym wiódł rząd w Londynie, który do ostatniej chwili apelował o uwolnienie swego obywatela, a następnie wraz z całą Unią Europejską potępił egzekucję.
Na nic zdała się też mobilizacja kilkudziesięciu organizacji broniących praw człowieka, które próbowały przekonać Pekin, że mężczyzna cierpiał na zaburzenia psychiczne, co zgodnie z międzynarodowymi standardami powinno znacznie wpłynąć na wysokość wyroku. Chińczyków nie przekonało także to, że skazaniec ma troje dzieci w Wielkiej Brytanii i dwoje w Polsce. Że do Chin został zwabiony przez gangsterów, którzy obiecali pomóc mu w zrobieniu kariery w muzyce pop, a walizkę z towarem wcisnęli niemal siłą w ręce, gdy był już na lotnisku.
Jacek Białas z polskiego oddziału Amnesty International: - Kara śmierci zawsze będzie czymś nieludzko poniżającym i wzbudzi sprzeciw tych, którzy mają szacunek dla godności każdego człowieka. Chiny zdecydowały się na egzekucję mimo międzynarodowego sprzeciwu, chcąc pokazać całemu światu, że wcale nie boją się żadnej presji. To zastanawiające, bo choć Pekin przoduje w liczbie wykonywanych wyroków śmierci na świecie, to w ostatnich latach odstąpiono tam od wykonywania ich np. na nieletnich. A od roku-dwóch każda taka decyzja musi być zatwierdzona przez tamtejszy Sąd Najwyższy.
Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dodaje, że Chiny ruszają z polityką "Nowej Arogancji": - Ta ostentacyjna egzekucja wpisuje się w sekwencję ich ostatnich poczynań. Kiedyś, gdy amerykańscy przywódcy odwiedzali Chiny, zwyczajowo wypuszczano tam kilku dygnitarzy z więzień. Ostatnio, przed przyjazdem Baracka Obamy - kilku pokazowo uśmiercono.
Według działaczy na rzecz praw człowieka, Chiny poczuły się pewnie podczas globalnego kryzysu. Gdy inne giełdy szacowały straty, indeksy w Szanghaju rosły. Kiedy światowe banki ograniczały kredyty, chińskie rozdały ponad bilion dolarów, a ceny nieruchomości wciąż zyskiwały na wartości. - Podobno chińska bańka spekulacyjna jest sztucznie podtrzymywana i może lada chwila pęknąć. Na razie jednak Pekin poczuł się wyjątkowo pewnie i może na nowo machać całemu światu szabelką - ocenia Kozieł.
Jacek Białas z AI dodaje, że zaskakująca w tej sprawie była także postawa polskiego rządu: - Najprawdopodobniej urzędnicy bali się, że nasze protesty źle wpłyną na kontakty polityczno-handlowe z Chinami. Grzegorz Jopkiewicz z MSZ odpiera te zarzuty: - Polska ambasada w Pekinie przyłączała się do wszystkich akcji i próśb o darowanie życia straconemu Brytyjczykowi.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl