http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W fabryce śpisz, jesz, pracujesz, czyli jak Chiny budują swoją potęgę

jack
2010-01-03, ostatnia aktualizacja 2010-01-03 17:39

Ideologia partii jest martwa. Równie dobrze mogłaby się ona nazywać Kapitalistyczną Partią Chin. Czerwone flagi to już tylko dekoracja. Dla władz i dla ludzi liczy się dziś jedynie pieniądz - mówi o przyszłości Chin dr Marceli Burdelski, wicedyrektor Centrum Studiów Azji Wschodniej Uniwersytetu Gdańskiego

Hongkong. 1 stycznia ulicami miasta przeszła demonstracja wzywająca do przestrzegania praw człowieka w Chinach. Protestujący nieśli ze sobą portrety Liu Xiaobo, którego tuż przed końcem roku sąd w Pekinie skazał na 11 lat więzienia. Czołowego chińskiego dysydenta oskarżono o
Fot. ANTONY DICKSON AFP
Hongkong. 1 stycznia ulicami miasta przeszła demonstracja wzywająca do...
>> Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem

Czy coraz potężniejsze Chiny staną się w tym stuleciu najpotężniejszym państwem świata? Władze kraju oficjalnie mówią, że nie mają takich ambicji. Według magazynu "Forbes" pod względem wielkości PKB Chiny są trzecią gospodarką na świecie, jednak gdyby policzyć dochód na głowę mieszkańca, zajmują odległe, setne miejsce. Błyskawiczny rozwój gospodarczy nie idzie jednak w parze z rozwojem demokracji i przestrzeganiem praw człowieka. W Chinach wciąż wykonuje się wyroki śmierci za działalność kontrrewolucyjną czy przemyt. W Tybecie zabija się manifestantów. Ćwierć miliarda Chińczyków korzystających z internetu nigdy się jednak o tym nie dowie, bo w Państwie Środka dostęp do sieci jest mocno kontrolowany.

Jacek Różalski: Mimo międzynarodowych apeli, pod koniec minionego roku w Chinach wykonano wyrok śmierci na chorym psychiczne Brytyjczyku Akmalu Szaiku, skazanym za przemyt heroiny. Nie pomógł nawet protest premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna. Czy Chińczycy czują się tak potężni, że nie musza liczyć się z nikim?

Marceli Burdelski: - Chiny w ciągu pięciu tysięcy lat swojej historii nie zwracały uwagi na to, co na ich temat myśli i mówi świat zewnętrzny. Chińczycy zawsze, nawet gdy nie byli tak potężni jak teraz, kierowali się swoją wizją sprawiedliwości, prawa i systemem politycznym, który zawsze był despotyczny.

To znaczy, że świat nie może nic zrobić, by w Chinach przestrzegano praw człowieka?

- Pytanie powinno raczej brzmieć - czy świat naprawdę chce wpływać na Chiny w tej sprawie? - bo można mieć co do tego wątpliwości. Po zamieszkach w Tybecie w marcu ubiegłego roku Zachód, szczególnie prezydent Francji Nicolas Sarkozy, ostro potępił Pekin za krwawe stłumienie manifestacji. Chwilę później Sarkozy podpisał z Pekinem umowy na sprzedaż Chinom airbusów i budowę elektrowni atomowych. Inni światowi przywódcy też wypowiedzieli parę słów oburzenia, a później pojechali na olimpiadę w Pekinie. To, że zawodowi obrońcy praw człowieka zwykle przed świętami Bożego Narodzenia namawiają nas, byśmy nie kupowali chińskich zabawek, bo są produkowane np. w Laogai - obozach pracy, w których jest osadzonych ok. 2,5 mln ludzi - nie sprawi, że z Chinami zerwiemy kontakty gospodarcze i polityczne. Będziemy je utrzymywać, i to na coraz większą skalę.

A przeciętnemu Chińczykowi te zniewolenie nie przeszkadza?

- Z moich częstych podróży do Chin wynika, że Chińczycy coraz bardziej popierają rząd. Wśród młodzieży sporym poparciem cieszą się hasła nacjonalistyczne i zupełnie nie przeszkadza to, jak władze traktują Tybetańczyków czy Ujgurów. Ani nawet to, że u steru jest wciąż Komunistyczna Partia Chin. Zresztą jej ideologia jest martwa. Równie dobrze mogłaby się nazwać Kapitalistyczną Partią Chin. Czerwone flagi to już tylko dekoracja. Dla władz i dla ludzi liczą się dziś jedynie pieniądz oraz chęć bogacenia się. Chińczycy są materialistami i hedonistami. Chcą czerpać z prosperity ile się da.

Co sprawiło, że Chiny tak się rozwijają, choć cały świat narzeka na kryzys?

- Sukces Chin zależy od konsumpcji w Stanach Zjednoczonych i Europie, czyli od dwóch regionów, które są największymi odbiorcami chińskich towarów. Między innymi to sprawia, że ten kraj, mimo światowego kryzysu, odnotowuje wzrost gospodarczy, który sięga 8-9 proc.

Chińczycy czerpią wielomiliardowe zyski z eksportu samochodów, maszyn, elektroniki czy odzieży. Również z podróbek mnóstwa produktów. Tylko w 2008 r. sprzedaż towarów z Chin w UE wzrosła o jedną piąta. Właścicielami 90 proc. majątków zakładów, które produkują na eksport, są jednak wciąż Amerykanie, Europejczycy czy Tajwańczycy - np. 60 proc. produkcji Volkswagena jest już zlokalizowane w Chinach. Powód? Robotnicy w tym kraju pracują za 60-70 eurocentów za godzinę. Aby wydajność była duża, stosuje się system trzy w jednym - w fabrykach nie tylko się pracuje, lecz także śpi i je. Dzięki temu produkcja odbywa się sześć dni w tygodniu, niemal non stop, a Chiny w 2008 r. zarobiły na eksporcie aż 1,2 biliona dolarów.

W tym tempie Chińczykom może uda się prześcignąć Stany Zjednoczone oraz Unię Europejską i staną się najbogatszym państwem świata? Niektórzy mówią, że może to być możliwe już w połowie tego stulecia.

- Porównywanie Chin do USA czy Unii wciąż jest jednak bardzo trudne. Niektórzy mieszkańcy Szanghaju czy Pekinu już żyją na poziomie Amerykanów i Europejczyków, a ich dochody są podobne. Ale nie zapominajmy, że 60 proc. Chińczyków wciąż mieszka na wsi. Są prowincje, w których ludność ma dochody na poziomie 100-200 dolarów rocznie i żyje w warunkach tak prymitywnych, że przeciętny Amerykanin czy Europejczyk nie są w stanie sobie tego wyobrazić. Chińskie władze są dumne z tego, że 250 mln ludzi korzysta z internetu, a 450 mln z komórek, ale to wciąż oznacza, że dostęp do tych technologii ma tylko jedna trzecia mieszkańców tego kraju. 190 mln z nich wciąż żyje w straszliwiej biedzie. Likwidacja dysproporcji życia zajmie Chińczykom bardzo dużo czasu i sprawi, że jeszcze długo nie będzie można ich porównywać z obywatelami najbogatszych państw. Poziom życia jest tam wciąż o połowę niższy niż w Polsce.

Ale niewykluczone jest, że doczekamy czasów, w których to nie USA, ale Chiny będą jedynym światowym supermocarstwem?

- Strategia władz w Pekinie mówi, że znaczenie Państwa Środka w świecie ma rosnąć. Mitem jest jednak, że Chiny się zbroją, by podbić świat. Ich armia unowocześnia się, ale wciąż jest nastawiona na obronę, a nie ekspansję. Prezydent Hu Jintao powiedział, że Chiny nie mają ambicji stania się światowym mocarstwem. Ale nie ulega wątpliwości, że Chińczycy z czasem będą chcieli mieć wpływ na zasadnicze kwestie, np. dotyczące rozmieszczania broni jądrowej czy rozwiązywania konfliktów zbrojnych na świecie. Chiny powitają nowy rok 14 lutego. Będzie się nazywał rokiem tygrysa. Tygrys oznacza dynamiczne przemiany. Możemy się więc spodziewać wielu ciekawych wydarzeń.

A czy jest coś, co mogłoby zahamować oszałamiający rozwój gospodarczy tego kraju?

- Klasa średnia, która na Zachodzie jest motorem postępu, przemian, podstawą społeczeństwa obywatelskiego, w Chinach skupia się na konsumpcji - kupowaniu nowych mieszkań, samochodów, wyjazdach zagranicznych. Poza tym ten kraj wciąż ma bardzo mało ludzi z wyższym wykształceniem. Przyczyną może być fakt, że nauka w Chinach jest odpłatna. Za darmo uczy się tylko w czterech pierwszych klasach szkoły podstawowej. W kraju liczącym ponad 1,3 mld ludności, co roku szkoły wyższe kończy 10 mln absolwentów. W dodatku poziom nauczania na miejscowych uczelniach jest kiepski. Kolejną słabością Chin jest też to, że energetyka nastawiona jest tylko na czerpanie energii z węgla. Tymczasem zasoby tego surowca szybko się kurczą.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos